25.09.2024, 22:12 ✶
Pewnie gdyby nawet Lupin pojawił się w tym wspomnieniu, Atreus niewiele by sobie o tym pomyślał. Dla niego wyglądało to jakąś wizytę domową, jak z resztą było widać - na członku ich własnej rodziny, a to z kolei nie wymagało więcej tłumaczenia. Cedric natomiast, mógł robić tam albo za stażystę, albo innego rodzaju wsparcie, bo w sumie to Bulstrode nie miał pojęcia, na jakim etapie znajdowała się jego kariera i czy w ogóle jakąkolwiek posiadał. Auror jeszcze przez moment przyglądał się Arabelli, rozlewającym się po ciele czarnym plamom, jakby próbował je zapamiętać, ale nie sądził by mu się to kiedykolwiek miało przydać; klątwy miały to do siebie, że często działały wręcz skrajnie różnie, szczególnie te śmiertelne. Ich autorzy wkładali w nie bardzo dużo serca, nakreślając indywidualizmem.
A potem znowu na moment otuliła ich ciemność i wrócili na Londyńską uliczkę. Znowu, tylko na chwilę, bo dziewczynka była nad wyraz utalentowana w błyskawicznym zapalaniu tych zapałek. Nie zdążyli nawet mrugnąć, a ogienek zamrugał ponownie, wtrącając ich do kolejnego wspomnienia.
Dopiero teraz, za trzecim razem, Atreusowi przyszło do głowy, ze żadne z tych wspomnień nie dotyczyło niego. Co prawda kiedy zobaczył roztaczające się dookoła wrzosowiska zawahał się, czy zaraz nie zobaczy siebie i Brenny siedzących na starym murku, ale przed nim szybko odmalowała się sylwetka Florence i podążającego za nią chłopaka. Odetchnął, bo nawet jeśli nie robił wtedy z Longbottom nic takiego, to nie chciał przecież chociażby myśleć o tym, że ktoś mógłby podejrzewać że coś było między nimi na rzeczy.
Zerknął na siostrę, tę prawdziwą, przez moment przyglądając się jej reakcji, ale szybko powrócił do obserwowania scenki. I dobrze zrobił, bo nagle do dwójki dołączyła trzecia osoba, szarżując na nich szaleńczo i co ważniejsze - pozbawiona głowy. Atreus zmarszczył brwi, odprowadzając widmo spojrzeniem i oglądając jeszcze, jak Florence rzuca zaklęcie na Leo.
- Mnie zastanawia, czemu tylko twoje - rzucił, nieco zamyślony, wciąż spoglądając w miejsce gdzie duch się rozpłynął. Ale czy to faktycznie był duch? W Kniei działo się pełno dziwnych rzeczy i już jakiś czas temu doszło do niego, że chociażby Travers widział jego samego, leżącego pod płonącym na niebiesko krzewem. - Może swoją głowę? - parsknął, ale nawet jeśli na moment kąciki ust uniosły się do tego niewybrednego żartu, głos pozostał neutralny.
- Wiesz, ktoś mówił mi, że widział też mnie w okolicach Kniei. W sensie wizję mnie z momentu kiedy byłem w limbo. Kiedy natomiast byłem w niej pod koniec maja sam, była tam jakaś niewidzialna ściana. Cokolwiek się tam teraz dzieje, wydaje się pokazywać jakieś obrazy. Rzeczy związanych z Beltane - pokręcił głową, odganiając nieco myśl, że może w takim razie wie, kim była bezgłowa postać. W końcu kiedy ktoś zabrał głowę, oddzielając ją od martwego ciała, nic dziwnego że widmo dawnego właściciela by jej szukało.
A potem znowu na moment otuliła ich ciemność i wrócili na Londyńską uliczkę. Znowu, tylko na chwilę, bo dziewczynka była nad wyraz utalentowana w błyskawicznym zapalaniu tych zapałek. Nie zdążyli nawet mrugnąć, a ogienek zamrugał ponownie, wtrącając ich do kolejnego wspomnienia.
Dopiero teraz, za trzecim razem, Atreusowi przyszło do głowy, ze żadne z tych wspomnień nie dotyczyło niego. Co prawda kiedy zobaczył roztaczające się dookoła wrzosowiska zawahał się, czy zaraz nie zobaczy siebie i Brenny siedzących na starym murku, ale przed nim szybko odmalowała się sylwetka Florence i podążającego za nią chłopaka. Odetchnął, bo nawet jeśli nie robił wtedy z Longbottom nic takiego, to nie chciał przecież chociażby myśleć o tym, że ktoś mógłby podejrzewać że coś było między nimi na rzeczy.
Zerknął na siostrę, tę prawdziwą, przez moment przyglądając się jej reakcji, ale szybko powrócił do obserwowania scenki. I dobrze zrobił, bo nagle do dwójki dołączyła trzecia osoba, szarżując na nich szaleńczo i co ważniejsze - pozbawiona głowy. Atreus zmarszczył brwi, odprowadzając widmo spojrzeniem i oglądając jeszcze, jak Florence rzuca zaklęcie na Leo.
- Mnie zastanawia, czemu tylko twoje - rzucił, nieco zamyślony, wciąż spoglądając w miejsce gdzie duch się rozpłynął. Ale czy to faktycznie był duch? W Kniei działo się pełno dziwnych rzeczy i już jakiś czas temu doszło do niego, że chociażby Travers widział jego samego, leżącego pod płonącym na niebiesko krzewem. - Może swoją głowę? - parsknął, ale nawet jeśli na moment kąciki ust uniosły się do tego niewybrednego żartu, głos pozostał neutralny.
- Wiesz, ktoś mówił mi, że widział też mnie w okolicach Kniei. W sensie wizję mnie z momentu kiedy byłem w limbo. Kiedy natomiast byłem w niej pod koniec maja sam, była tam jakaś niewidzialna ściana. Cokolwiek się tam teraz dzieje, wydaje się pokazywać jakieś obrazy. Rzeczy związanych z Beltane - pokręcił głową, odganiając nieco myśl, że może w takim razie wie, kim była bezgłowa postać. W końcu kiedy ktoś zabrał głowę, oddzielając ją od martwego ciała, nic dziwnego że widmo dawnego właściciela by jej szukało.