25.09.2024, 22:21 ✶
—29/08/72—
Ptolemeusz zjawił się u Alexandra Mulcibera w samo południe. Ptak dotkliwie dziobał wszystkich, którzy chcieli odebrać mu zalakowaną lazurową pieczęcią kopertę, chyba że sięgnęła po nią adresatka. List był spisany znajomą kursywą, w całości po włosku.
Little Hangleton, 29.08.72
Mia cara Lorien,
rozumiem i tulę Twój ból i poczucie straty. Rozumiem i czuję gorycz czającą się w Twoich ustach, gdy nagle coś co było stałe pierzchło, jakby los odwrócił monetę, nie uprzedziwszy o tym odpowiednio wcześniej. Rozumiem i drżę w niezrozumieniu na dyshonor, który jest Ci czyniony, w obłędzie żałoby chyba tylko, bo inaczej nie umiem tego wyjaśnić. Rozumiem w końcu żal za tym co stracone, nawet jeśli ów mężczyzna coś jednak w spadku Ci pozostawił - wolność, która cenniejsza jest niż wszystko co posiadamy, o czym oboje wiemy.
Oczywiście będę, gdzie tylko wskażesz, to będzie dla mnie zaszczyt być u Twego boku w tej swoistej klamrze, gdy towarzyszyłem Ci u progu tego małżeństwa, a teraz będę towarzyszyć w jego zamknięciu.
Walizami się nie kłopotaj, rozdysponowałem je we wschodnim skrzydle, które od lat dwudziestu czekało lokatora. Wergiliusz dołożył wszelkich starań, aby Twoje dobra znalazły sobie należne miejsce. Jak rozumiem gramofon pełni rolę sentymentalną? Pozostawiłem go w saloniku, dostał dla siebie cały stolik. Dom czeka na Ciebie, jest w nim wystarczająco wiele miejsca, abyś miała czas i przestrzeń na poukładanie swoich spraw i podjęcie decyzji co dalej. Mogę pozostać w nim razem z Tobą, mogę przenieść się do Alei Horyzontalnej, jeśli taka będzie Twoja wola.
O której i gdzie mam się pojawić po Ciebie? Życzysz sobie powóz?
Twój Anthony