- Nie wiedziałam, że dokądś się wybieramy. - Uniosła wzrok i wpatrywała się w niego dłuższą chwilę. Znowu go zaczepiała, nie mogła się przed tym powstrzymać, chociaż wcześniej nawet jej się to udawało, ale kiedy sam się jej podkładał... cóż wykorzystywała okazje. Nie odpowiedziała mu na to błahe pytanie, wierzyła w to, że by się domyślił, którą opcję by wybrała. Była oczywista, przynajmniej dla niej. Pies zawsze był pierwszym wyborem, nie lubiła kotów, tak naprawdę to nawet nie rozumiała sensu posiadania kota. Z psem można było chociaż pójść na polowanie. Zresztą aktualnie była na takim etapie życia, że ledwie była się w stanie zaopiekować samą sobą, a co dopiero zwierzęciem. To był zbyt duży obowiązek, szczególnie dla osoby o jej stylu życia, która traktowała dom raczej jak hotel i nie stroniła od znikania na chuj wie ile. Jasne, mogłaby zaangażować w to wszystko skrzatkę rodziców, nie wydawało jej się to teraz za bardzo potrzebne.
Nie zdawała sobie sprawy, jak wiele o niej wie i może to i dobrze, bo było jej głupio, że ona nie posiadała podobnej wiedzy na temat jego osoby. Zresztą sama dzieliła się z nim swoimi tajemnicami, tymi, o których nie wspominała prawie nikomu. Wydawało jej się, że jest w stosunku do niego całkiem otwarta, on nie do końca odwdzięczał się jej tym samym. Nie lubiła dopytywać, brała to co jej dawał, no do niektórych wniosków dochodziła sama poprzez obserwacje. Tyle. Jeśli będzie chciał się z nią podzielić swoim ulubionym kolorem, to chętnie tego wysłucha, tak samo jak tej całej reszty informacji, które wydawały się być zupełnie nieistotne.
- Nadal to nie do końca to na co liczyłam, nie doceniasz mnie. - W jej głosie mógł wyczuć rozczarowanie, nieco przesadzone, co świadczyło o tym, że udawała. Wiedziała, że nie należała do największych dupków chodzących po tym świecie, miała sumienie, moralność, a ich nie było na to stać. Mimo wszystko nie przepadała za tym, gdy inni lekceważyli jej możliwości. Chętnie udowadniała im, że się mylili. W tym przypadku jednak nie chciała tego robić, zresztą Ambroise miał już szansę poznać tę stronę jej. Nie była z tego powodu szczególnie dumna, ale co się stało, to się nie odstanie. Nic nie dzieje się bez przyczyny, przynajmniej nie będzie jej kiedyś wyrzygiwał, że udawała, bo wtedy też była z nim szczera. Teraz jednak wolała nie wracać do tej nieprzyjemnej relacji, która ich łączyła. Zdecydowanie bardziej jej się podobało to, jak wyglądała ich znajomość aktualnie, chociaż nie wiedziała na ile jest ich dziełem, a na ile tego, co wydarzyło się w dworku.
- Kaptur może nie wystarczyć. - Wzruszyła jedynie ramionami, a później zaśmiała się w głos, druga opcja chyba miała nawet szansę zadziałać, tyle, że w jego towarzystwie nie do końca była w stanie skupić się na książce, nie, kiedy od kilku dni nie mogła powstrzymać się przed tym, aby mu się przyglądać. - Przemyślę tę radę. - Nie odrzucała jej oczywiście, ale też nie zamierzała się do tego dostosować, będzie się patrzyła tam, gdzie miała ochotę. Najprawdopodobniej on zdawał sobie z tego sprawę.
- Chyba śnisz. - Och, nie jej oceniać, jakie miał marzenia, ten żart i stanowczość nawet ją rozbawiły, nie zaskoczyły jednak wcale. Wiedziała, że tak to się skończy, czy tego chciała, czy nie. - Poranny spacer w twoim towarzystwie więc nie jest najgorszą opcją. - Sam wspomniał o tej gorszej. Nie zamierzała się z nim wykłócać o to, jak bardzo jest niezależna, nie w tej sytuacji. Rozumiała dlaczego nie chciał jej pozwolić na samotne szlajanie się nad ranem, nie zamierzała mu na siłę wciskać swojego zdania. Skoro nie miał co robić ze swoim życiem, to mógł ją eskortować do jej mieszkania, droga wolna.
- I nigdy się nie zmieni. - To była część jej osobowości. Musiała szukać wyzwań, kłopotów, bez tego byłaby jak bez tlenu, nie czułaby, że żyje. Nie wyobrażała sobie, że mogłoby tego zabraknąć kiedyś w jej życiu. Czułaby pewnie pustkę podobną do tej, która pojawiła się po ich wizycie w dworku. Tak, to na pewno skończyłoby się podobnie, jakby ktoś wyrwał kawałek jej duszy.
- Nie ma szans, teraz to już na pewno się nie wycofam. - Bardzo łatwo było ją przekonać do rywalizacji, to, że wspomniał o stchórzeniu skutecznie ją zmotywowało do tego, aby faktycznie sięgnąć po te rumuńskie książki. Kurwa, nie spodziewała się, że kiedykolwiek będzie robić coś takiego. Czego się nie robi dla wygranej? Najwyraźniej nie było rzeczy, której by nie przeskoczyła. Czuła, że może to nie być jej dziedzina, bo nie była biegła w tego typu dziedzinach, aczkolwiek nie spowodowało to, że postanowiła zrezygnować. Najpewniej i tak to przegra.
- Nikt nie jest idealny, Ambroise. - Jasne, mogłaby próbować wyciągać z niego przykłady tego okropnego zachowania, nie chciała jednak, aby teraz jej to demonstrował. Było zbyt dobrze, naprawdę aktualnie widziała go w jasnym świetle, i nie chciała tego stracić. Coś sugerowało jej, aby porzuciła ten temat, żeby nie ciągnęła go dalej, jakby nie chciało, aby popsuła to, co udało im się stworzyć przez te ostatnie kilka dni. Zaakceptowała więc to przeczucie i zostawiła sprawę. Miała wrażenie, że ostatnio często zdarzało jej się odpuszczać, przechodzić do kompromisów, co ledwie kilka tygodni temu nie miałoby racji bytu. Najwyraźniej ta część się w niej zmieniła w ostatnim czasie, wiadomo kiedy, po wizycie w tej nawiedzonej posiadłości.
- Rodziny się nie wybiera, zresztą wiem coś o tym, - co wcale nie zmieniało faktu, że krew, która płynęła w ich żyłach w pewien sposób ich definiowała. Ona sama może była typowym Yaxleyem, miała w sobie więcej z ojca, aczkolwiek nie mogła się też wyprzeć krwi matki. Po niej też odziedziczyła sporo cech, choć wolała się do tego nie przyznawać, nawet przed sobą. Relacja kobiet była dosyć mocno skomplikowana. Nie podejrzewała jednak Greengrassa o to, że jego matka jest Mulciberem. Ciekawe, będzie musiała to sobie dopisać do listy ciekawostek o jego osobie. Na całe szczęście nie wiedział o tym, że taką prowadzi. - ale, zaczekaj czy ty próbujesz mnie wystraszyć? - Jeśli tak to nie działało, ba wręcz przeciwnie. Nie wiedział co robi mówiąc o niebezpieczeństwie osobie o jej charakterze, przecież to się prosiło o to, aby sprawdzić, czy faktycznie jest jednym z tych niebezpiecznych Mulciberów.
Cóż, nie została w środku, bo świeże powietrze, które wleciało do mieszkania zachęciło ją do tego, by znaleźć się na zewnątrz. Chłód powodował, że mniej chciało jej się spać, a nie zapominała o tym, że ten, kto pierwszy zaśnie zajmuje łóżko, nie chciała mu dać tej satysfakcji i odpaść jako pierwsza. Wydało jej się więc dobrym pomysłem dołączenie do niego, bardzo szybko doszło do niej, że może to wcale nie była najlepsza opcja. Gdy znalazła się tak blisko zamiast chłodu poczuła ciepło bijące od jego osoby. Nie do końca wiedziała, co powinna zrobić, bo chciała wiele rzeczy, ale nie mogła sobie na nie pozwolić. Dlatego więc właśnie jedynie stała obok, ich ramiona jedynie się dotykały, ale to i tak było więcej niż miała jeszcze przed chwilą. Paliła papierosa bardzo powoli, zaciągała się dymem, który następnie wypuszczała. Nie zamierzała nadal nic mówić, bo popsułoby tę chwilę, która trwała, zamierzała to dorzucić do tych przyjemniejszych wspomnień związanych z jego osobą, bo to było naprawdę całkiem urokliwe, tak samo jak widok z balkonu.