25.09.2024, 23:20 ✶
- Być może za moment nadejdzie twoja kolejka - powiedziała Florence i zabrzmiało to niemal złowieszczo. Bo ilu wspomnień nie chciałby jej pokazać?
Ale gdy świat zamazał się przed ich oczyma po raz trzeci i znowu stanęli na ciemnej ulicy, nic takiego się nie stało. Duch spojrzał na Bulstrode wielkimi, smutnymi oczyma, a potem rozpłynął się w powietrzu. Florence wypuściła powietrze z płuc - nieświadomie wstrzymała oddech - i rozluźniła napięte mięśnie ramion. Odruchowo poszukała wzroku brata, jakby chcąc się upewnić, czy to wszystko tylko się jej nie przyśniło, że też widział te dziwy w ciemną, londyńską noc.
- Musiała tutaj umrzeć. Biedne dziecko. To... dziwny wieczór - powiedziała uzdowicielka, tym razem niemal miękko, przez moment przypatrując się bratu uważnie. Ale nie padały pytania, których nie chciałaby usłyszeć i pomyślała, że właściwie Atreus bardzo rzadko pytał. Tym razem mogła się tylko z tego cieszyć - że najwyraźniej uznał drugie wspomnienie za jedną ze zwykłych lekarskich wizyt, które nie powinny go interesować.
Do pewnego stopnia przecież taką było. Po prostu Arabellę zaklęli śmierciożercy, a żadna wzmianka o tym nigdy nie trafiła do kliniki czy Ministerstwa.
- Mówiąc szczerze, zgadzam się z tobą. Ten mężczyzna zapewne ma coś wspólnego z Beltane, a chociaż do namiotów nie trafiło żadne... ciało, które tak by wyglądało, to nie znaczy, że go nie było. Wracajmy do domu, zanim wydarzy się coś jeszcze - poprosiła, ruszając w ciemność, krokiem nietypowo dla siebie szybkim. W tej chwili Florence marzyła o tym, aby znaleźć się w kamienicy Bulstrodów, we własnym łóżku. Wspomnienia - wszystkie trzy związane z sabatem przecież, i wszystkie trzy nieprzyjemne - pozostawiły po sobie chłód i sprawiały, że pamięć biegła ku rzeczom, o których Florence wcale nie chciała myśleć. I przypominały też jeszcze o jednym: że właściwie pierwszy raz w życiu z premedytacją kryła tak wiele przed swoją rodziną.
Ale gdy świat zamazał się przed ich oczyma po raz trzeci i znowu stanęli na ciemnej ulicy, nic takiego się nie stało. Duch spojrzał na Bulstrode wielkimi, smutnymi oczyma, a potem rozpłynął się w powietrzu. Florence wypuściła powietrze z płuc - nieświadomie wstrzymała oddech - i rozluźniła napięte mięśnie ramion. Odruchowo poszukała wzroku brata, jakby chcąc się upewnić, czy to wszystko tylko się jej nie przyśniło, że też widział te dziwy w ciemną, londyńską noc.
- Musiała tutaj umrzeć. Biedne dziecko. To... dziwny wieczór - powiedziała uzdowicielka, tym razem niemal miękko, przez moment przypatrując się bratu uważnie. Ale nie padały pytania, których nie chciałaby usłyszeć i pomyślała, że właściwie Atreus bardzo rzadko pytał. Tym razem mogła się tylko z tego cieszyć - że najwyraźniej uznał drugie wspomnienie za jedną ze zwykłych lekarskich wizyt, które nie powinny go interesować.
Do pewnego stopnia przecież taką było. Po prostu Arabellę zaklęli śmierciożercy, a żadna wzmianka o tym nigdy nie trafiła do kliniki czy Ministerstwa.
- Mówiąc szczerze, zgadzam się z tobą. Ten mężczyzna zapewne ma coś wspólnego z Beltane, a chociaż do namiotów nie trafiło żadne... ciało, które tak by wyglądało, to nie znaczy, że go nie było. Wracajmy do domu, zanim wydarzy się coś jeszcze - poprosiła, ruszając w ciemność, krokiem nietypowo dla siebie szybkim. W tej chwili Florence marzyła o tym, aby znaleźć się w kamienicy Bulstrodów, we własnym łóżku. Wspomnienia - wszystkie trzy związane z sabatem przecież, i wszystkie trzy nieprzyjemne - pozostawiły po sobie chłód i sprawiały, że pamięć biegła ku rzeczom, o których Florence wcale nie chciała myśleć. I przypominały też jeszcze o jednym: że właściwie pierwszy raz w życiu z premedytacją kryła tak wiele przed swoją rodziną.