Ze swojej perspektywy nie mogła zauważyć miny, jaką zrobił Sauriel, nie domyślała się ani trochę ani jego dyskomfortu, ani poirytowania tą rozmową i tym, że mu tłumaczyła, o co jej chodzi, choć robiła to po to właśnie, żeby nie było spięć i niedomówień. Chciała mu przekazywać swoje myśli, pokazać, jaką jest osobą, że może jej powiedzieć wiele rzeczy… Czy nie akceptowała tego, że nosił na przedramieniu znak, który przynajmniej w teorii powinien ich postawić po dwóch różnych stronach barykady? Skąd mógł więc wiedzieć, jakie odpowiedzi byłyby dla niej satysfakcjonujące, a jakie nie? Doskonale wiedziała, z kim się zadaje – tak z zajęcia jak i z natury. Nie sądziła też, że robi maślane oczka, ani że łazi za kimś krok w krok – prawdę mówiąc coś takiego byłoby uwłaczające dla jej dumy, tym bardziej, że starała się dać Saurielowi przestrzeń i sama nie poruszała więcej tematu, który… popsuł pomiędzy nimi tak wiele. Nie zamierzała się prosić. To on brał ją za rękę, ciągał do zamku, który był „miejscem schadzek” i to on zainicjował pocałunek – nie ona. Nie chciała być żadną desperatką, walniętą laską, która nie rozumie „nie” i dalej łazi za chłopem i prosi, by przynajmniej zaszczycił ją spojrzeniem.
Kochanie sprawiło, że wyżej uniosła brwi i poruszyła się lekko, jakby chciała się odsunąć, by spojrzeć na Sauriela – lecz tylko się poprawiła na tym jego ramieniu. To zdradzieckie serce zabiło mocniej; ależ była prosta w obsłudze, wystarczyło kilka czułych słówek, pogłaskanie po włosach i demon-nie-kobieta zostawał ujarzmiony, chociaż pomyślała sobie, że pewnie tak o mu się wyrwało, bo się zapomniał… Powinna się skarcić za takie myśli, ale cały dzień przeleżała w jakiejś spirali spierdolenia i wyjątkowo kiepskiego nastroju, wiec nic dziwnego, że to negatyw pierwszy wpływał do jej myśli. Nadal jednak poczuła jakieś takie rozlewające się po jej sercu ciepło, które nie miało nic wspólnego z temperaturą ciała.
– Nie, nie, nie o to mi chodziło – poprawiła się zaraz. – Wiem, że nie jesteś, to nic złego – wciąż uważała, że wampirza natura jest dla niego po prostu… czymś normalnym i zbrodnią byłoby wymagać, by nie postrzegał ludzi jako w pewnej formie jedzenia. Byli nim i to nie podlegało żadnej wątpliwości. I pamiętała o tym bardzo doskonale, wystarczyło zamknąć oczy i na nowo poczuć ten głód, dzikość nienasyconej bestii… – W sumie to myślałam o czymś zupełnie innym – nie o tym, że kogoś zaatakuje, że wypije za dużo krwi i ten ktoś zemdleje… a już na pewno nie myślała o tym, że kogoś po pijaku przemieni w wampira – o to dopiero byłoby smutne, ale myślał o tym Sauriel. – Chodziło mi o… Na przykład powiedzenie komuś czegoś, czego zdecydowanie nie powinieneś mówić. O zrobienie czegoś, co mogłoby narazić kogoś tobie bliskiego, takie rzeczy – o to, że zrobiłby coś, co wysłałoby go ekspresem do Azkabanu na przykład… Nie bał się? Że upije się i zdradzi jakąś tajemnice? Pokaże komuś nieodpowiedniemu kawałek przedramienia, gdy akurat tatuaż będzie bardziej widoczny… Że zrobi coś, czego nie będzie się dało posprzątać, odwołać. W sumie to nie wiedziała do końca, jak Sauriel zachowuje się, kiedy już jest mocno wstawiony, więc to wszystko to były takie ogólniki. – Nie musisz odpowiadać. Po prostu myślałam nad tym przez to, co działo się z ludźmi nad tym jeziorem – z ludźmi i z nią… Bo Victoria bardzo bała się utraty kontroli nad sobą.
– Co to są… – Sauriel dobrze wiedział, co robi. Może i bywała w mugolwskich domach, ale starała się wtedy nie chłonąć ich… kultury zbyt mocno. – Magonety…widy? – spróbowała powtórzyć i aż zmarszczyła brwi. To się Saurielowi udało – bo odciągnął przynajmniej chwilowo jej myśli od tych wszystkich złych rzeczy. – No dobra, może to i było ciekawe obiektywnie. Subiektywnie po prostu za wiele tam było nerwowych dla mnie momentów. Zwłaszcza jak głupia trytonka też w jakiś sposób sobie kontrolowała ludzi – kocioł… Z mazią. Kocioł, który zniszczyła, żeby w Ministerstwie nikomu nie przyszło do głowy badać to świństwo i użyć przeciwko komukolwiek. Po czyjej stronie była Victoria? Zdecydowanie po swojej własnej. – Za dużo stężenie wpływania na myśli i zachowania ludzi wokół, wiesz? – stwierdziła po prostu. I była naprawdę wdzięczna, że Sauriel miał właśnie chwilę wolnego i ochotę na spędzenie z nią czasu. Tak, miała szczęście… A te wszystkie myśli pierzchły, kiedy tak po prostu trzepnął ją w udo, aż podskoczyła na kanapie, zupełnie na to niegotowa i aż się wyprostowała i spojrzała na niego z zaskoczeniem przemieszanym z leciutkim wyrzutem.
– Hej! – taka nieuczesana, z włosami dodatkowo „poprawionymi” przez Sauriela, z jedną nogą na kanapie a drugą na podłodze, przez co krótka, koronkowa koszula nocna tym bardziej niebezpiecznie wysoko się podwinęła. – Kija w dupie! – obruszyła się i z przekory też plasnęła Sauriela otwartą dłonią w udo, chociaż on miał spodnie i odgłos nie był taki satysfakcjonujący jak w jej przypadku. Nie zrobiła tego tez jakoś bardzo mocno, ale na pewno mocniej niż mogłoby sugerować jej szczupłe ciało. – Co ty wiesz o tym co mam w- – już miała się odgryźć, ale właśnie sobie uświadomiła co plecie, więc zatkała dzioba, a jej mina wyglądała teraz jakby była obrażonym szczeniaczkiem. Głównie to obrażonym na siebie.