17.01.2023, 11:00 ✶
Pokiwała głową, bo mogła to zrozumieć. Wiedziała, że będzie musiała się zastanowić głębiej nad tym, co jej właśnie powiedział. Nie była królową empatii, zdecydowanie nie, ale tutaj chciała się trochę bardziej wysilić i zrozumieć, choćby dlatego, że nie chciała, by to wyglądało jak jej poprzednie narzeczeństwo. Niby poprawnie a po prawdzie rzygała mentalnie na każdą myśl, że miała się spotkać z Drake'm.
- Musisz więc wyglądać jak ktoś, komu warto się zawierzyć – to był z jej strony też lekki żart. Sama nie była kimś, kto łaził do byle kogo żeby się zwierzyć. Zresztą z czego? Z tego co się dzieje w domu? Mogła wspomnieć o błahostkach, ale na pewno nie o tych poważnych rzeczach… Saurielowi wspomniała więcej, bo razem siedzieli w tym wagoniku, który właśnie wtaczał się powoli na bardzo stromą górkę, żeby w końcu ktoś ich stamtąd zepchnął. Na samą myśl aż żołądek podchodził ze stresu do gardła. - A nie pomyślałeś o tym, że sam możesz zrobić coś podobnego? Niekoniecznie uwieszać się na czyimś ramieniu. Ale nawet sobie z kimś po prostu pomilczeć – niekoniecznie miała na myśli siebie. Znaczy – gdyby z czymś takim do niej przyszedł, to by go nie wyrzuciła. Ale znali się zbyt krótko i chyba zbyt słabo, by była pierwszym wyborem. A ten cały… jakmutam. Fergus? Wspominał jakiś czas temu o jakimś kumplu co mu różdżki naprawiał w szkole.
Uśmiechnęła się, naprawdę szczerze, kiedy stwierdził, że było warto zjeść babeczkę, nawet jeśli miał później cierpieć. To był chyba pierwszy komplement niewymuszony i to taki, po którym zrobiło jej się miło. Nie podziekowała na głos – ale było to po niej chyba widać.
- Mhm, wiem. Zero godzin, zero minut i trzy sekundy. Daj spokój, z kapeluszem ci będzie totalnie do twarzy! – widziała go uczesanego – trzy razy. Dobrze wyglądał uczesany i w garniaku. I dobrze wyglądał totalnie nieuczesany i w tych dzisiejszych ciuchach. - Wiesz… To był naprawdę miły wieczór. Dziękuję – powiedziała mu na sam koniec.
Chyba należało.
Chwilę później rozeszli się w swoich kierunkach.
- Musisz więc wyglądać jak ktoś, komu warto się zawierzyć – to był z jej strony też lekki żart. Sama nie była kimś, kto łaził do byle kogo żeby się zwierzyć. Zresztą z czego? Z tego co się dzieje w domu? Mogła wspomnieć o błahostkach, ale na pewno nie o tych poważnych rzeczach… Saurielowi wspomniała więcej, bo razem siedzieli w tym wagoniku, który właśnie wtaczał się powoli na bardzo stromą górkę, żeby w końcu ktoś ich stamtąd zepchnął. Na samą myśl aż żołądek podchodził ze stresu do gardła. - A nie pomyślałeś o tym, że sam możesz zrobić coś podobnego? Niekoniecznie uwieszać się na czyimś ramieniu. Ale nawet sobie z kimś po prostu pomilczeć – niekoniecznie miała na myśli siebie. Znaczy – gdyby z czymś takim do niej przyszedł, to by go nie wyrzuciła. Ale znali się zbyt krótko i chyba zbyt słabo, by była pierwszym wyborem. A ten cały… jakmutam. Fergus? Wspominał jakiś czas temu o jakimś kumplu co mu różdżki naprawiał w szkole.
Uśmiechnęła się, naprawdę szczerze, kiedy stwierdził, że było warto zjeść babeczkę, nawet jeśli miał później cierpieć. To był chyba pierwszy komplement niewymuszony i to taki, po którym zrobiło jej się miło. Nie podziekowała na głos – ale było to po niej chyba widać.
- Mhm, wiem. Zero godzin, zero minut i trzy sekundy. Daj spokój, z kapeluszem ci będzie totalnie do twarzy! – widziała go uczesanego – trzy razy. Dobrze wyglądał uczesany i w garniaku. I dobrze wyglądał totalnie nieuczesany i w tych dzisiejszych ciuchach. - Wiesz… To był naprawdę miły wieczór. Dziękuję – powiedziała mu na sam koniec.
Chyba należało.
Chwilę później rozeszli się w swoich kierunkach.
Koniec sesji