26.09.2024, 11:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.09.2024, 12:51 przez Brenna Longbottom.)
Brenna czuła się w Hogwarcie absolutnie świetnie.
Minął pierwszy raz, gdy człowiek dopiero uczył się nie gubić w zamku, poznawał jego zakamarki, nauczycieli i innych uczniów. Nie nadszedł jeszcze trzeci, z nowymi przedmiotami, a już SUMy zdawały się nieskończenie odległe i ich widmo nie majaczyło nawet na horyzoncie. Brenna więc już znała okolicę, znała swoich rówieśników, mogła z dumą pokazywać pierwszakom, jak dotrzeć do klas lekcyjnych, a nie była też specjalnie obładowana materiałem lekcyjnym, co dawało dużo czasu do spędzania z przyjaciółmi czy nad książkami niekoniecznie z podstawami materiału. Można było powiedzieć, że Brenna w tej chwili przeżywała czas swojego życia – z perspektywy czasu zresztą takim był w jej oczach cały pobyt w Hogwarcie…
Wędrowała właśnie korytarzem, tuląc do siebie torbę. Ich rocznik nie mógł jeszcze odwiedzać Hogsmeade (zdaniem Brenny był to absolutny skandal, bardzo chciałaby pójść tam z bratem, a poza tym za pomocą Fiuu może mogłaby wpaść do wioski mama albo ciocia, bo trochę za nimi tęskniła), ale dla chcącego nic trudnego i Brenna kupiła parę smakołyków z Miodowego Królestwa drogą wysyłkową. Zamierzała wyciągnąć na błonia koleżanki z roku i urządzić tam sobie z nimi małą posiadówkę przy słodyczach, tak na otarcie łez, że nie mogą osobiście wpaść do Trzech Mioteł (już niedługo!!!)… ale gdy mijała łazienkę, dosłyszała nie zwykłe zawodzenia Jęczącej Marty, a jej pokrzykiwania.
Brenna westchnęła.
Ledwo w listopadzie poprzedniego roku ona i Mavelle ukryły się w tej łazience i poznały smutną historię ducha. Brenna żałowała jej wtedy: dziewczynka była niedużo starsza od niej, zmarła w szkole, straciła całe życie i wiele wskazywało na to, że została w jakiś sposób zamordowana. To ostatnie wzbudzało w Brennie poza współczuciem także obawę oraz żyłkę śledczą, bo jak to…? Uczennica zmarła w szkole? W święta próbowała nawet podpytać o to trochę w domu, ale próby uzyskania większej ilości informacji spełzły na niczym. Ojciec powiedział tylko, że teraz Hogwart jest bezpieczny.
Podpytanie tu i ówdzie w szkole oraz innych duchów wskazywało jednak na to, że Marta była zwyczajnie dla większości ludzi męcząca. Łazienki nikt nie odwiedzał przez jej zawodzenia. Uczniowie wchodzili tam z ciekawości i skończyli zalani wodą. I Marta chyba właśnie dorwała nową ofiarę… może jakąś biedną pierwszoroczną?
Brenna przesunęła pudło pod pachę i lewą ręką otworzyła drzwi.
A potem jej brwi powędrowały w górę, gdy stanęła naprzeciwko Thomasa Figga.
– Tommy? – zdziwiła się. Spodziewała się jakiejś dziewczyny, ewentualnie któregoś z młodziutkich Ślizgonów czy Gryfonów, którzy po równi lubili udowadniać własną odwagę i mogliby się choćby założyć, kto wejdzie do tej nawiedzonej łazienki… – Co ty robisz w łazience dla dziewczyn?
Marta wyjrzała z kabiny i wskazała Thomasa palcem. Po jej policzkach spływały srebrzyste łzy. Trudno było powiedzieć, czy rozpoznała Brennę, ale chwilowo swoją irytację ewidentnie zwracała ku chłopcu.
- N-naśmiewa się ze mnie! - oświadczył duch piskliwym głosem.
Minął pierwszy raz, gdy człowiek dopiero uczył się nie gubić w zamku, poznawał jego zakamarki, nauczycieli i innych uczniów. Nie nadszedł jeszcze trzeci, z nowymi przedmiotami, a już SUMy zdawały się nieskończenie odległe i ich widmo nie majaczyło nawet na horyzoncie. Brenna więc już znała okolicę, znała swoich rówieśników, mogła z dumą pokazywać pierwszakom, jak dotrzeć do klas lekcyjnych, a nie była też specjalnie obładowana materiałem lekcyjnym, co dawało dużo czasu do spędzania z przyjaciółmi czy nad książkami niekoniecznie z podstawami materiału. Można było powiedzieć, że Brenna w tej chwili przeżywała czas swojego życia – z perspektywy czasu zresztą takim był w jej oczach cały pobyt w Hogwarcie…
Wędrowała właśnie korytarzem, tuląc do siebie torbę. Ich rocznik nie mógł jeszcze odwiedzać Hogsmeade (zdaniem Brenny był to absolutny skandal, bardzo chciałaby pójść tam z bratem, a poza tym za pomocą Fiuu może mogłaby wpaść do wioski mama albo ciocia, bo trochę za nimi tęskniła), ale dla chcącego nic trudnego i Brenna kupiła parę smakołyków z Miodowego Królestwa drogą wysyłkową. Zamierzała wyciągnąć na błonia koleżanki z roku i urządzić tam sobie z nimi małą posiadówkę przy słodyczach, tak na otarcie łez, że nie mogą osobiście wpaść do Trzech Mioteł (już niedługo!!!)… ale gdy mijała łazienkę, dosłyszała nie zwykłe zawodzenia Jęczącej Marty, a jej pokrzykiwania.
Brenna westchnęła.
Ledwo w listopadzie poprzedniego roku ona i Mavelle ukryły się w tej łazience i poznały smutną historię ducha. Brenna żałowała jej wtedy: dziewczynka była niedużo starsza od niej, zmarła w szkole, straciła całe życie i wiele wskazywało na to, że została w jakiś sposób zamordowana. To ostatnie wzbudzało w Brennie poza współczuciem także obawę oraz żyłkę śledczą, bo jak to…? Uczennica zmarła w szkole? W święta próbowała nawet podpytać o to trochę w domu, ale próby uzyskania większej ilości informacji spełzły na niczym. Ojciec powiedział tylko, że teraz Hogwart jest bezpieczny.
Podpytanie tu i ówdzie w szkole oraz innych duchów wskazywało jednak na to, że Marta była zwyczajnie dla większości ludzi męcząca. Łazienki nikt nie odwiedzał przez jej zawodzenia. Uczniowie wchodzili tam z ciekawości i skończyli zalani wodą. I Marta chyba właśnie dorwała nową ofiarę… może jakąś biedną pierwszoroczną?
Brenna przesunęła pudło pod pachę i lewą ręką otworzyła drzwi.
A potem jej brwi powędrowały w górę, gdy stanęła naprzeciwko Thomasa Figga.
– Tommy? – zdziwiła się. Spodziewała się jakiejś dziewczyny, ewentualnie któregoś z młodziutkich Ślizgonów czy Gryfonów, którzy po równi lubili udowadniać własną odwagę i mogliby się choćby założyć, kto wejdzie do tej nawiedzonej łazienki… – Co ty robisz w łazience dla dziewczyn?
Marta wyjrzała z kabiny i wskazała Thomasa palcem. Po jej policzkach spływały srebrzyste łzy. Trudno było powiedzieć, czy rozpoznała Brennę, ale chwilowo swoją irytację ewidentnie zwracała ku chłopcu.
- N-naśmiewa się ze mnie! - oświadczył duch piskliwym głosem.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.