- Myślałam, że nic nie musimy. - Brała go pod włos, znowu. Tak naprawdę zdawała sobie sprawę, że muszą to zrobić, bo nie dało się tak ciągnąć na dłuższą metę. To nie było normalne. Wypadałoby pójść po rozum do głowy, ogarnąć cały ten syf. Oczywiście, że próbowali to robić, tyle, że nie było widać najdrobniejszych postępów. Próbowała szukać innych rozwiązań, ale nie miała pojęcia, w jaki sposób mogliby to naprawić. Zdawała sobie sprawę, że istotne w tym wszystkim było to, gdzie doszło do tego, co im się przydarzyło. Może sam dworek miał jakieś wyjątkowe moce? Nie sądziła jednak, że magia, która dotyczyła miejsca mogłaby się z niego ulotnić. To było dziwne, ale tak naprawdę chuja się znała na takich praktykach magicznych, więc tego też nie mogła być pewna. Może to ją nawet nieco irytowało, bo przecież gdyby w szkole przykładała wagę do wszystkich przedmiotów, to może chociaż wiedziałaby, gdzie szukać informacji. Niestety, nie należała do specjalnie sumiennych uczniów.
To, że wszystko zaczęło się w posiadłości było pewne, wydawało się więc, że faktycznie może warto było poszukać odpowiedzi tam. Ger jednak nie chciała wracać do tego miejsca, nie wzbudzało w niej ciepłych wspomnień. Wolałaby się ponownie nie narażać, kto wiedział, czy coś ich znowu nie opęta, i czy nie skończy się to gorzej? Mogło być różnie, a i tak swoje ucierpieli. Uwielbiała kłopoty, ale w odpowiednich ilościach.
Yaxleyówna pewnie byłaby gotowa spróbować wszystkich możliwych sposóbów, nie żeby chętnie sięgała po czarną magię, nie był to jej pierwszy wybór, ale czasem nie było innego. Musiałaby jednak w pełni sobie zaufać i mieć pewność, że będzie to jeden raz, że nie wyda jej się to atrakcyjne. Miała tendencje do autodestrukcji, wiedziała, że taka siła mogłaby ją pociągnąć na dno, z którego raczej nie byłoby już ucieczki. Oczywiście nie była, aż tak restrykcyjna, jeśli chodzi o innych pasjonatów tej dziedziny, bałaby się, gdyby ktoś z jej bliskich próbowałby się tym bawić, bo wiedziała, jak się może zakończyć taki romans, nie sądziła, że cokolwiek byłoby warte takiego ryzyka.
- Naprawdę myślisz, że wylanie komuś mleka na głowę zrobiłoby na mnie wrażenie? Musisz się bardziej postarać. - Wiedziała, jak wyglądał świat, kogo można na nim spotkać. Nie bez powodu zresztą sądziła, że najgorszymi z potworów są ludzie, ci pozbawieni sumienia i moralności, zabijający dla zabawy, niszczący wszystko wokół siebie dla odrobiny przyjemności. Kojarzyła i takich, niestety. Były to największe szumowiny, jakie plątały się po świecie. Od nich stała się trzymać z daleka, nielegalne interesy, czarny rynek - to było potrzebne do przetrwania, tego nie uważała za coś złego. Zapewne dlatego, że dzięki temu swoją działalność uważała za nieco bielszą.
- Nie dam ci tej satysfkacji. - Nie zamierzała się poddawać, szczególnie, że widziała, że myślał iż faktycznie wymięknie. To tylko zachęcało jej do pełnego zaangażowania się w sprawę, jak zawsze. Dla siebie pewnie by tego nie zrobiła, jeśli mogła dzięki temu cos udowodnić to całkowicie zmieniał się jej punkt widzenia.
- Upierdliwie to jeszcze nie najgorzej. - Nie, żeby przeszkadzało jej jakoś specjalnie, że jest dobrze, zresztą spodziewała się, że to pierdolnie prędzej czy później, bo zawsze tak się działo.
- Jestem bardzo cierpliwa. - Taaak, na pewno. Ona nie potrafiła czekać, ale jeśli to była jedyna opcja, jaką dostała to nie zamierzała jej odrzucić. Czuła jednak, że nigdy może się tego nie doczekać, Ambroise wielokrotnie pokazał jej przecież, że nie widzi potrzeby, aby jej się zwierzać. Zrobi jak będzie chciał.
- Oczywiście, jakbym inaczej miała się upewnić, że to nie jest chociażby iluzja? - Dotknąć, a najlepiej wejść po prostu w ogień, tak, żeby poczuć całym ciałem jak ją pochłania. To zawsze była najlepsza opcja, dostarczała najwięcej wrażeń.
- Mhm. - Mogło się wydawać, że mruknięcie, które z siebie wydała sugerowało, że się z nim zgadza, nie chciała jednak mówić, że myśli inaczej. Czasem nie było odwrotu i czuła, że jest to jeden z takich momentów. Zaangażowała się w ich relację, czy tego chciała, czy nie, zaczęła lubić jego towarzystwo. Zostali poniekąd zmuszeni, aby być w tym razem, ale bardzo szybko przestało jej to przeszkadzać. Nie miała pojęcia, na ile było w tym jej, a na ile jakiejś dziwnej siły, która siedziała w niej od czasu wizyty w dworku. Póki co była jednak pewna tego, że nie zamierzała się dystansować. Jej zdania nie zmieniły te jego wszystkie ostrzeżenia, strasznie jej jakim to nie jest okropnym człowiekiem. Nie tak łatwo było się jej pozbyć ze swojego życia, kiedy już się przylepiła trochę jak rzep do psiego ogona.
Sama nie była łatwa w obyciu, potrafiła zniknąć na wiele czasu, zupełnie bez słowa, później pojawić się jakby nigdy nic z butelką alkoholu w ręku. Nie potrafiła pielęgnować przyjaźni, potrzebowała czasu dla siebie, momentami bardzo dużo, ale nadal była w stanie znaleźć osóby, które nadal przy niej trwały.
Oparła się o balustradę, nie przestawała przyglądać się widokowi, który rozpościerał się przed nimi, bo naprawdę był wyjątkowo urokliwy. Nie mogli jednak stać tutaj cały wieczór, postanowiła, że czas wrócić do rzeczywistości, chociaż nie do końca podobała się jej ta perspektywa.
Zgrabnie wyrzuciła peta za balkon, to znaczy pstryknęła niedopałkiem przy pomocy swoich palców, po czym bez słowa odwróciła się na pięcie i wróciła do środka mieszkania. Ponownie ruszyła w stronę swojego fotela, gdzie zawinęła się niemalże w kłębek przykryta kocem, robiło jej się tam coraz bardziej wygodnie.