17.01.2023, 12:47 ✶
Z ust Fergusa wydobyło się przekleństwo w kierunku Thomasa, gdy przeczytał o odkryciu Hectora. Przywłaszczył sobie jego życie, zrzucając wszelkie przewinienia na niewinną osobę! I na dodatek upierał przy tym, że wszelkie naukowe dokonania były jego zasługą, mimo że tak naprawdę gówno wiedział. Ollivander nie spodziewał się, że będzie aż tak przeżywał książkę, która wpadła w jego ręce przypadkiem, z braku innego wyboru w szpitalnym sklepiku. Nudził go już czytany setny raz artykuł w Proroku o przygotowaniach do Beltaine, tam samo jak quizy na temat doboru koloru torebki do szminki w Czarownicy. Sięgnął więc po Lockharta i naprawdę się wciągnął, śledząc losy głównego bohatera. Na tyle, że wzdrygnął się, gdy drzwi otworzyły się i przeszła przez nie uzdrowicielka. Odłożył tom na komodę tuż przy łóżku i spojrzał na przybyłą kobietę z lekkim przestrachem. Stateczny krok, wykrochmalone szaty. Przerażała go ta doskonałość, podczas gdy on prezentował sobą niechlujstwo. Nie czuł się przy niej zbyt komfortowo, choć ufał jej umiejętnościom.
- A mogła uschnąć? - zapytał zaskoczony, nie do końca mając pewność, czy Florence Bulstrode żartowała, czy należało ją jednak brać stuprocentowo na poważnie. Nie potrafił rozgryźć tej kobiety, zwłaszcza że gdy spotkał się z nią po raz pierwszy, był na wpół przytomny. - Mam nieprzerwaną ochotę podbić Brytanię, czy to oznacza, że coś jest na rzeczy? - zażartował, choć chyba nie powinien, bo jeszcze by to wzięła za objaw niepoprawnie zdjętej klątwy, która ogarnęła jego umysł.
Spojrzał niepewnie na skrzyneczkę w rękach uzdrowicielki. Oznaczała zmianę opatrunku, a zdołał się już przekonać, że bolało jak diabli, zwłaszcza gdy rana przysychała nieco do bandaża. Nawet nie chciał na to patrzeć, choć z każdym kolejnym dniem było już lepiej. Podciągnął się nieco na łóżku, opierając plecami o poduszki i zerknął ukradkiem w kierunku książki, do której powrót niezwykle go kusił. Pytanie tylko, co będzie robił, jeśli pochłonie ją całą w jeden dzień?
- A mogła uschnąć? - zapytał zaskoczony, nie do końca mając pewność, czy Florence Bulstrode żartowała, czy należało ją jednak brać stuprocentowo na poważnie. Nie potrafił rozgryźć tej kobiety, zwłaszcza że gdy spotkał się z nią po raz pierwszy, był na wpół przytomny. - Mam nieprzerwaną ochotę podbić Brytanię, czy to oznacza, że coś jest na rzeczy? - zażartował, choć chyba nie powinien, bo jeszcze by to wzięła za objaw niepoprawnie zdjętej klątwy, która ogarnęła jego umysł.
Spojrzał niepewnie na skrzyneczkę w rękach uzdrowicielki. Oznaczała zmianę opatrunku, a zdołał się już przekonać, że bolało jak diabli, zwłaszcza gdy rana przysychała nieco do bandaża. Nawet nie chciał na to patrzeć, choć z każdym kolejnym dniem było już lepiej. Podciągnął się nieco na łóżku, opierając plecami o poduszki i zerknął ukradkiem w kierunku książki, do której powrót niezwykle go kusił. Pytanie tylko, co będzie robił, jeśli pochłonie ją całą w jeden dzień?