26.09.2024, 17:45 ✶
Rose zmrużyła oczy. Nie wiem czego ode mnie oczekujesz, Roselyn odbijało się echem w jej głowie. Praktycznie nigdy nie używał jej pełnego imienia, tak samo jak ona nie używała jego pełnego imienia. Teraz jednak atmosfera pomiędzy nimi gęstniała, a ona nie wiedziała jak sprawić, by się przerzedziła. Przecież nie przyzna mu się do popełnienia błędu - to nie było w jej stylu. Ona NIE popełniała błędów. Co najwyżej zaliczała drobne potknięcia na linii życia. Nawet jeżeli ta linia była prosta jak drut.
- Tak... To właśnie przez ten pierścionek jestem teraz w takiej a nie innej sytuacji - mruknęła, ściągając brwi w wyrazie gniewu. Jej dłonie spoczywały na udach, pod stolikiem, więc brat nie mógł dostrzec, że w tej chwili Roselyn zaciska je mocno na materiale spodni. Tak mocno, że aż jej kostki pobielały. Jeszcze chwila a zacznie skubać skórki wokół paznokci, a przecież od lat nie myślała nawet nad tym, by wrócić do tego nieeleganckiego nawyku. - Znalazłam pierścionek w łazience. Był ładny, ale za duży. No i kompletnie nie w moim guście, więc postanowiłam go zwrócić właścicielce. W drzwiach, gdy wchodziłam do łazienki, minęłam się z pewną kobietą więc założyłam, że to jej. Wiesz, zdjęła go do mycia rąk.
Zaczęła w końcu, wbijając bezlitosne, zimne spojrzenie w brata. Kłamała: łgała jak z nut. Prawda była taka, że nałożyła pierścionek na palec, bo postanowiła go ukraść. To była jej pięta achillesowa - była małą sroką i gdy widziała cokolwiek, co uznawała za warte jej uwagi, robiła wszystko by to zdobyć. Tak było i tym razem. Powinna była go schować do torebki, ale była nieuważna, zapomniała się. No i... Wszystko szlag trafił.
- Gdy wychodziłam, wpadłam na Anthony'ego. Pierścionek wypadł mi z rąk, a on uklęknął i po niego sięgnął. Ktoś zaczął bić brawo, a ja... Wypiłam trochę za dużo. To było przyjęcie zaręczynowe, Roise, wszyscy utworzyli wokół nas kółko a ten idiota zapytał się, czy za niego wyjdę. Zaczynałam się dusić i chciałam, by to wszystko się skończyło. Nie chciałam nic powiedzieć, ale samo mi się wyrwało - dodała już ciszej, spuszczając w końcu wzrok. Jej postawa ciała była cała napięta, lekko drżały jej ramiona. Cholera, mogła go wyśmiać - wtedy to Borgin by oberwał, nie ona. Ona by zyskała jakiś głupi przydomek i wszyscy by się od niej odjebali. A tak...? - Musiałam za dużo wypić. Albo czegoś dolali do alkoholu.
Dodała jeszcze ciszej, skubiąc rękaw cienkiego swetra. Było jeszcze kilka rewelacji, ale na razie postanowiła zaczekać na kawę. I dać bratu czas na przetrawienie tych informacji.