26.09.2024, 18:28 ✶
- Poliglotka - odpowiedziała z nieukrywanym podziwem, bo ona sama nie miała za grosz talentu do języków. Być może kiedyś mogłaby się czegoś nauczyć, ale tak szczerze, to kto w dorosłym życiu miał na to czas? Scarlett wydawała się być od niej dużo młodsza, a poza tym nauczyła się mówić po angielsku i szwedzku dużo wcześniej, jeszcze za dzieciaka. Ona to co najwyżej mogła włożyć coś do ust i udawać Szkota.
Traversówna zgasiła brutalnie papierosa w popielniczce, słuchając tego, jak blondyna twierdzi, że nie boi się ubrudzić. Cóż... Spojrzała na nią krytycznie, chociaż nie na tyle, by mogła to odczytać specjalnie wrogo.
- Jeszcze zobaczymy co z tym błotem - Faye uśmiechnęła się półgębkiem, bo w głowie kiełkował jej powoli plan. Plan może nie iście diabelski, ale cholernie, cholernie zabawny. Przynajmniej dla niej, a jeżeli Mulciberówna nie będzie miała kija w dupie, to również i dla niej. A patrząc na to, jak szybko złapały wspólny język i jak bardzo Scarlett wydawała się być znudzona Londynem i łatwo przystawała na jej propozycje - to raczej kij w dupie jej nie groził. - Nie, nigdy. Duchy powinny uciekać do Limbo lub trzymać się ode mnie z daleka. Są cholernie zimne, a jak taki cię przeniknie, to masz ochotę zwrócić nie tylko ostatni posiłek, ale i położyć się na ziemi i płakać. W Durmstrangu są duchy, tak jak w Hogwarcie?
W zasadzie to niewiele wiedziała o tej szkole. Dla niej Hogwart był domem i często łapała się na tym, że szczególnie po zakończeniu szkoły patrzyła na świat właśnie przez pryzmat zamku i jego tajemnic. Oraz funkcjonowania. A przecież życie nie było takie proste jak w Hogwarcie. Pod tym względem Faye miała wrażenie, że nie do końca szkoła ich przygotowywała do prawdziwego, dorosłego radzenia sobie z problemami.
- I to jest coś, za co mogłabym obalić flaszkę - skomentowała, unosząc szklanicę z bursztynowym płynem. Stuknęła szkłem o szkło, a potem wyzerowała zawartość naczynia. Nieco się skrzywiła (a nawet bardzo nieco), bo jednak nie piła na tyle często, by być przyzwyczajoną do tego ostrego smaku, spływającego wzdłuż gardła. Również się podniosła z krzesła, zanim jednak ruszyła do wyjścia, przeciągnęła się bez skrępowania. Koszulka lekko się podwinęła, ukazując długą, białą niemalże bliznę, wystającą zza krawędzi spodni. Była poszarpana i nieregularna, ale doskonale widoczna. - Oczywiście, że dach. Przecież nie drzewo.
Chociaż drzewo to też był niezły pomysł, ale co za dużo to niezdrowo. Machnęła ręką w stronę barmana jakby w geście pożegnania, i wychynęła z Kotła wraz za blondynką. Znalazła w końcu te fajki, więc gdy tylko znalazły się na zewnątrz, to odpaliła jedną. Paczkę podsunęła kobiecie.
- Gdzie mieszka ta twoja kuzynka? Albo ty. Mówisz, że nie ma nic przeciwko, że podbierasz jej alkohol? I można go kupić? Lubię nalewki.
Traversówna zgasiła brutalnie papierosa w popielniczce, słuchając tego, jak blondyna twierdzi, że nie boi się ubrudzić. Cóż... Spojrzała na nią krytycznie, chociaż nie na tyle, by mogła to odczytać specjalnie wrogo.
- Jeszcze zobaczymy co z tym błotem - Faye uśmiechnęła się półgębkiem, bo w głowie kiełkował jej powoli plan. Plan może nie iście diabelski, ale cholernie, cholernie zabawny. Przynajmniej dla niej, a jeżeli Mulciberówna nie będzie miała kija w dupie, to również i dla niej. A patrząc na to, jak szybko złapały wspólny język i jak bardzo Scarlett wydawała się być znudzona Londynem i łatwo przystawała na jej propozycje - to raczej kij w dupie jej nie groził. - Nie, nigdy. Duchy powinny uciekać do Limbo lub trzymać się ode mnie z daleka. Są cholernie zimne, a jak taki cię przeniknie, to masz ochotę zwrócić nie tylko ostatni posiłek, ale i położyć się na ziemi i płakać. W Durmstrangu są duchy, tak jak w Hogwarcie?
W zasadzie to niewiele wiedziała o tej szkole. Dla niej Hogwart był domem i często łapała się na tym, że szczególnie po zakończeniu szkoły patrzyła na świat właśnie przez pryzmat zamku i jego tajemnic. Oraz funkcjonowania. A przecież życie nie było takie proste jak w Hogwarcie. Pod tym względem Faye miała wrażenie, że nie do końca szkoła ich przygotowywała do prawdziwego, dorosłego radzenia sobie z problemami.
- I to jest coś, za co mogłabym obalić flaszkę - skomentowała, unosząc szklanicę z bursztynowym płynem. Stuknęła szkłem o szkło, a potem wyzerowała zawartość naczynia. Nieco się skrzywiła (a nawet bardzo nieco), bo jednak nie piła na tyle często, by być przyzwyczajoną do tego ostrego smaku, spływającego wzdłuż gardła. Również się podniosła z krzesła, zanim jednak ruszyła do wyjścia, przeciągnęła się bez skrępowania. Koszulka lekko się podwinęła, ukazując długą, białą niemalże bliznę, wystającą zza krawędzi spodni. Była poszarpana i nieregularna, ale doskonale widoczna. - Oczywiście, że dach. Przecież nie drzewo.
Chociaż drzewo to też był niezły pomysł, ale co za dużo to niezdrowo. Machnęła ręką w stronę barmana jakby w geście pożegnania, i wychynęła z Kotła wraz za blondynką. Znalazła w końcu te fajki, więc gdy tylko znalazły się na zewnątrz, to odpaliła jedną. Paczkę podsunęła kobiecie.
- Gdzie mieszka ta twoja kuzynka? Albo ty. Mówisz, że nie ma nic przeciwko, że podbierasz jej alkohol? I można go kupić? Lubię nalewki.