Na jej ustach pojawił się uśmiech, całkiem szeroki. - Szkoda, że dopiero teraz mi o tym powiedziałeś. - Gdyby tylko wcześniej posiadała takie informacje, to może irytowałaby go jeszcze bardziej, nie na pewno by tego nie zrobiła. Nie skomentowała tego w typowy dla siebie sposób, że to niesprawiedliwe. Zazwyczaj miała problem z podziałem na płci ze względu na to czym się zajmowała. Mężczyźni traktowali ją lekceważąco, musiała im wiecznie udowadniać swoją wartość, pokazywać, że jest wystarczająca. Zdarzało jej się załatwiać to siłą. Nie ma się co oszukiwać, że przez lata treningów nauczyła się porządnie spuszczać wpierdol, no i miała braci, z nimi też musiała walczyć o swoje, często siłą. Jak na kobietę posiadała jej całkiem sporo. Greengrass mógł być odpowiednim dla niej przeciwnikiem bo był podobnego wzrostu, plus wydawał się mieć całkiem niezłą kondycję (zwróciła parę razy uwagę na zarys jego mięśni, oczywiście zupełnie przypadkowo, bo to nie tak, że się śliniła na jego widok, gdzie tam). Ona sama miała wprawę i w walce wręcz, w szermierce, mogłaby się zmierzyć naprawdę w wielu, różnych dziedzinach. Tyle, że cóż, nie do końca chciała z nim walczyć. Doceniała to, że nie podnosi ręki na kobiety, bo właściwie nie było to, aż takie oczywiste. Wiele nieprzyjemności działo się za zamkniętymi drzwiami nawet u rodzin czystokrwistych, miała tego świadomość. Dobrze, że Ambroise nie należał do tego typu mężczyzn.
- Cóż, zobaczymy, czy jesteś tylko mocny w gębie, czy faktycznie nie brakuje ci profesjonalizmu. - Oczy jej zabłyszczały. Wiedziała do czego zmierza, był uzdrowicielem, zaciąganie do łóżka było częścią jego pracy, a raczej zmuszanie ludzi do tego, by utykali tam na tygodnie, a nawet miesiące. Zresztą miała szansę przekonać się o tym, jak to wtedy wygląda, gdy sama uległa wypadkowi. Teraz było zupełnie inaczej, nie była już ranna, no i nie zamierzała odpuścić.
- Może dlatego, że tylko raz przy tobie strzelałam, do tego w momencie, w którym byłam w nie najlepszej formie? - Było to pytanie z serii retorycznych, przynajmniej dla panny Yaxley. Jak się wkurzy to niedługo zaciągnie go do lasu, żeby mu udowodnić, że jest z niej wspaniały strzelec, byleby tylko po raz kolejny tego nie podważał.
Wzruszyła jedynie ramionami. - Może testuję, a może nie. - Odpowiadały jej te niedopowiedzenia, bo nie musiała mówić jasno co miała na myśli. Mógł każde jej słowo odbierać dwojako, zresztą ona tak samo. Nic tutaj nie było jawne i proste, a ponoć każde z nich ceniło sobie właśnie prostotę. Te gierki wymagały skupienia, rozruszania umysłu. Nawet jej to służyło, bo musiała jeszcze szybciej myśleć, a do tego trafiać celnie w punkty, w które chciała uderzyć, tyle że w pokrętny sposób, aby nic nie było zrozumiałe dosłownie. Pojebana akcja, niezaprzeczalne jednak było to, że całkiem jej się to podobało. Ambroise bowiem okazał się być godnym przeciwnikiem, ba miała czasem nawet wrażenie, że byłby ją w stanie pokonać w tych słownych potyczkach.
- Kurwa, nigdy nie dasz mi zapomnieć o tym, że cię w nią trafiłam, co? - Ciągle wracali do tego, że go zraniła. Przeprosiła już za to i nie wydawało jej się, aby wymagało to jeszcze jakiegoś komentarza, naprawdę nie chciała tego zrobić, samo się kliknęło i nie trafiło. No, czasem tak bywa. Nawet najwspanialszym łowcom czasem zdarzają się takie sytuacje. Nie zmieniało to faktu, że nadal uważała się za wybitną łuczniczkę, czy tam kuszniczkę (nie mylić z koszatniczką).
W fotelu czuła się zdecydowanie bezpieczniej. Zachowywali dystans, dzięki czemu nie paliło jej w środku tak mocno, jak wtedy kiedy znajdowała się tuż obok niego. Mogła skupić się na czymś innym, niż myśleniu o tym, jak bardzo chciałaby go dotknąć, oraz tym, że nie może tego zrobić. Nie musiała kalkulować w głowie wszystkich za i przeciw. To nie tak jednak, że te myśli nie wracały co jakiś czas, kiedy znajdował się nieco dalej, nadal ją nawiedzały, ale nie tak intensywnie, no i przede wszystkim nie musiała się przejmować się tym, że przypadkowo zdecyduje się wykonać jakiś gest, czy ruch. Fotel był jej bezpieczną przystanią w tym pomieszczeniu.
Ostrzegał, ale się tym niespecjalnie przejęła, to nie mogło być aż takie straszne, czyż nie? Na pewno sobie z niej żartował. Zresztą póki co nawet nie miała pojęcia, w jaki sposób zacząć tę naukę, Ambroise jednak chyba już miał jakiś pomysł. Bardzo dobrze, bo sama by na pewno nie wiedziała, która książka ma pójść na pierwszy ogień. - Uroczo. - Skomentowała jeszcze przedmioty, które strącił na ziemię. Najwyraźniej niczym się nie przejmował, nie spodziewała się jednak, że aż tak bardzo, bo przecież żył w tym mieszkaniu, które faktycznie coraz bardziej zaczynało przypominać jaskinię.
Wychyliła się nieco z pozycji siedzącej, bo nie chciało jej się wstawać, udało jej się przesunąć w swoją stronę księgi bez większego problemu.
Pierwszym po co sięgnęła były właśnie te notatki, o których wspomniał, że nie wie, czy się jej do czegoś przydadzą. Rzuciła na nie okiem i próbowała przeczytać chociaż jedno zdanie, nie musiała długo zwlekać z odpowiedzią. - Nie przydadzą się, nie jestem w stanie tego odczytać, nie spodziewałam się, że to prawda, to co mówią o tym, jak piszą lekarze. - Te wszystkie żarty o niewyraźnym piśmie, szlaczkach, nie łykała tego, jak widać na załączonym obrazku była w tym jednak odrobina prawdy.