- Zapamiętam to. - Pewnie sama wymieniłaby coś innego, jako jego największy atut, zresztą miał ich tyle, że byłoby jej trudno wybrać ten największy. Musiałaby się długo zastanowić nad tym, co faktycznie było w nim najbardziej wyjątkowe.
Faktycznie ostatnio był jeszcze bardziej nieprzewidywalny niż zazwyczaj, ale raczej w tą przyjemną stronę. Miała świadomość, że pewnie wiązało się to z tym, co się im przydarzyło. Trochę obawiała się, że jego sympatia do niej wynika tylko i wyłącznie z tego, że niedługo się to skończy i wrócą do tego, co było przed. Nie miała pojęcia, czy byłaby w stanie ponownie zaakceptować ten chłód, który między nimi był, zdecydowanie bardziej podobało jej się to, co działo się teraz, tyle, że no właśnie trochę kwestionowała zasadność tego, co się działo. Dlatego też nie pozwalała sobie na więcej, niż tylko wymienianie tymi dwuznacznymi zaczepkami.
Zamrugała pospiesznie, dwa razy, przetwarzała to, co jej powiedział. Widać było po niej, że bardzo intensywnie myślała. Nigdy nie wspominał o tym, że był chory, nie miała o tym pojęcia. Miała chęć wypytać go o to, przecież nie powiedział jej nic konkretnego, ale zabrzmiało to całkiem poważnie. Skąd mogła wiedzieć, na ile ta choroba była niebezpieczna? Co jeśli coś stanie mu się w jej obecności, a ona nie będzie mogła mu pomóc? Nie znała nawet podstaw medycyny, tych najbardziej przystępnych, głupiej pierwszej pomocy. Będzie musiała faktycznie zainteresować się tematem, żeby nie daj Merlinie kiedyś nie znaleźć się w chujowej sytuacji.
Spodziewała się, że może być od niej starszy, nie miała pojęcia ile lat, ale nie mogła to być zbyt wielka różnica, nie wyglądał jakby się miał niedługo rozsypać. Po chwili dotarło do niej, że skoro wiedział, że jest starszy, ton jego głosu wskazywał na pewność, to oznaczało, że miał świadomość ile ona ma lat. Nigdy mu o tym nie wspominała. Cóż, była też jego pacjentką, jej ojciec był jego klientem, na pewno w tej swojej dokumentacji medycznej mógł znaleźć takie informacje, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie.
Nie zamierzała ciągnąć tej dyskusji na temat tego, kto umrze pierwszy, teraz to jej się zupełnie nie podobało. Nie odrywała od niego spojrzenia nawet na moment po tym jak powiedział jej o tym wszystkim, tyle, że też nie skomentowała tego w żaden sposób. Nie wiedziała, co ma powiedzieć, nie chciała wypytywać, dla niektórych choroba to był bardzo drażliwy temat. Pewnie do tego wróci, kiedyś, kiedy poczuje, że jest na to odpowiedni moment.
Nie wiedziała też, czy zaufa jej na tyle, żeby opowiedzieć o chorobie coś więcej. Nie ma się co oszukiwać, ledwie od dwóch tygodni spotykali się regularnie, to co ich łączyło było czymś nowym. Nie mógł mieć pewności, ze za chwilę nie zniknie z jego życia, jaki był sens dzieleniem się swoimi problemami z osobą jak ona, która właściwie ciągle była w drodze. Pojawiała się i znikała, nie umiała się zakotwiczyć, zazwyczaj, bo teraz potulnie siedziała na tyłku przez to, co się wydarzyło. Mało kto chciałby mieć kogoś takiego obok siebie, właściwie to nawet nie obok, po prostu w swoim życiu. Nie była tym, czego szukali normalni ludzie. Była chaosem, który niszczył wszystko wokół siebie. Nie potrafiła działać inaczej, niczym huragan, pojawiała się, brała to, czego chciała i pozostawiała ruinę. Zdawała sobie z tego sprawę, dlatego też próbowała nie zbliżać się do kolejnych osób, nie przynosiło to nic dobrego, przede wszystkim dla nich. Miała świadomość, że to się nie zmieni. Nie umiała żyć inaczej, nic nie było jej w stanie utrzymać w jednym miejscu. Nigdy nie marzyła o księciu z bajki, dzieciach i ładnym domu. To nie było w jej stylu. Ona chciała zdobywać świat, sprawiać, żeby płonął. Kto chciałby budować cokolwiek na zgliszczach mając świadomość, że bardzo szybko znowu się nimi staną?
- Talent... - Przeciągnęła to słowo, jakby się nad czymś zastanawiała. - Niech będzie, można to uznać za talent. - Najwyraźniej musiała chwilę pomyśleć, żeby wiedzieć, czy faktycznie może to zaakceptować jako dar.
- To dobrze o tobie świadczy. - Skoro restrykcyjnie podchodził do tego tematu, to oznaczałoby, że można mu zaufać, ciekawe, czy w innych sprawach też, czy tylko w tych medycznych. Cóż, powierzyła mu już kilka swoich tajemnic i póki co nikomu ich nie zdradził, co tylko upewniało ją w tych słowach.
Geraldine z początku całkiem aktywnie przeglądała kolejne strony tomu, który miała w ręce, tyle, że ułożyła się w tym fotelu tak wygodnie, zwinęła w kłębek niczym kot, a do tego była przykryta kocem, że dosyć szybko zrobiło jej się naprawdę błogo, nawet trochę za bardzo. Po przerzuceniu kilki stron jej głowa stała się bardzo ciężka i opadła na fotel, odruchowo zakopała się wtedy jeszcze bardziej w ten nieszczęsny koc. Cóż, już wiedzieli, kto wygrał te śmieszne przekomarzanki związane ze spaniem. Tak jak zakładała - nie była to ona, ona oddała się w objęcia Morfeusza.