27.09.2024, 02:15 ✶
Niesprawiedliwe to było dla niej to, że się tego dnia w ogóle tu znalazła, jakby ukochany przez ojca absolut sprzeniewierzył się przeciwko niej, skazując na katusze jakby prosto ze szkolnego korytarza, gdzie dziewczyny były gotowe wydrapać sobie oczy za jakiegoś knuta niewartego chłopaka. Mogła siedzieć w Prawach Czasu i kazać Scylli polerować filiżanki, albo gnębić Charlesa kiedy Annaleigh była zajęta pacjentami. Mogła nawet liczyć dachówki na kamienicy po drugiej stronie ulicy, zamiast patrzeć i słuchać jak buntownik od siedmiu boleści próbuje pociągnąć ją ze sobą na dno.
W tym wszystkim nawet nie chodziło jej bardzo o ponowne pokaranie Ulyssesa za to, że ją obrzydliwie wyśmiał na ślubie jego siostry. Znaczy, był to przyjemny bonus, ale Lyssa w tym momencie była absolutnie egoistką, którą zanadto drażniło zachowanie drugiej dziewczyny. Już nawet przytakujący jej we wszystkim Lucas nie był tak nieznośny, bo wydawał się tylko jakimś nieszczęśnikiem któremu brakowało charyzmy by sprzeciwić się siostrze.
Panna Mulciber nie miała w tym momencie wątpliwości kogo właściwie powinna piorunować wzrokiem i Ulysses mógł wręcz poczuć jak bardzo jest nim w tym momencie rozczarowana. Ale zamiast posyłać mu zaledwie pełne litości spojrzenie, gdzieś w kącikach ust czaiła się odrobina obrzydzenia. Bo ani nie zamierzała sama śpiewać na tym wieśniackim konkursie karaoke, ani zmuszać do tego jego. Ale najwyraźniej za mało go rodzice socjalizowali za dziecka i nie potrafił się odpowiednio odnajdywać w sytuacjach społecznych. Nie to, żeby ją to specjalnie dziwiło.
- Jesteś okropny - powiedziała cicho, stając koło Ulyssesa i opierając się o trzymany w ręce kij do golfa. - Złośliwy, niesprawiedliwy i próbujesz mnie ciągnąć na dno razem z tobą - wykrzywiła usta w niezadowoleniu, obserwując jak Ashley napina się nad piłeczką. - Aż kusi pozwolić jej zgarnąć to pierwsze miejsce, bo jestem przekonana że będziesz się o wiele lepiej bawił ode mnie. Szczególnie z nią uwieszoną na ramieniu - uśmiechnęła się do niego złośliwie, trzepocząc przy tym rzęsami, jakby faktycznie prezentowała mu teraz fenomenalną wizję zabawy. A potem odsunęła się, bo rozanielona Ashley podskoczyła do nich.
Lyssa ustawiła piłeczkę, spojrzała na dołek i odetchnęła. Przykra prawda była taka, że nigdy nie była mistrzynią golfa i cała ta gra oryginalnie miała posiadać w sobie zero rywalizacji. A nawet jeśli, to o coś skrajnie różnego od być albo nie być Ulyssesa podczas konkursu karaoke. Może było to nieprzygotowanie, a może te okropne dzikie koty, które buszowały z zapałem po pobliskich krzakach, ale kiedy Mulciber wreszcie uderzyła w piłeczkę, zrobiła to absurdalnie wręcz krzywo i ta wleciała żałośnie do wody.
Ashley prychnęła drwiąco, nie mogąc się powstrzymać w obliczu oczywistego tryumfu. Lucas też się ucieszył, chociaż tak czy siak miał zapewnioną partnerkę na wieczorek karaoke. Może jednak myślał, że Lyssa nie będzie tak despotyczna jak jego siostra.
- Ha! No proszę, wychodzi na to, że będziemy w parze! - zaszczebiotała blondynka, przyglądając się przez moment swojemu nowemu partnerowi do śpiewania. - Nie martw się Lyssa, mój brat na pewno da radę coś z Ciebie wykrzesać. Co prawda jest przyzwyczajony do mojego fenomenalnego głosu i prezencji na scenie, ale nie jesteś aż taka zła. Może możesz robić za tło? - uśmiechnęła się do szatynki z politowaniem, na co ta odpowiedziała jej słodkim uśmiechem. A potem ją popchnęła.
W sumie mogła to zrobić na samym początku, zamiast próbować uderzać w te piłeczkę, może wtedy nie czułaby jakby nieco się zbłaźniła. Woda zachlupotała gwałtownie, kiedy Ashley wpadła w nią, piszcząc w niebogłosy, a Lucas otworzył szeroko oczy, chwilowo chyba jeszcze nie rozumiejąc co się dzieje.
- O nie - rzuciła Lyssa, głosem wręcz absurdalnie znudzonym, kucając na moment nad krawędzią molo. - Jaka ze mnie niezdara. Jak już tam jesteś, to możesz wyłowić moją piłeczkę, co ty na to, Ashley?
Blondynka zapiszczała znowu wściekle, albo raczej uderzyła w wyższe, głośniejsze tony, młócąc wodę i trochę wyglądając jakby się topiła, ale dla Mulciber zwyczajnie dramatyzowała.
- Może ciebie też wepchnę? Za wrabianie mnie w śpiewanie? - zapytała, odwracając twarz w stronę Ulyssesa, ale widok pluskającej się w wodzie blondynki chyba nieco polepszył jej humor, bo uśmiechnęła się do niego zaczepnie.
- O nie, nie! Ona nie umie pływać!
W tym wszystkim nawet nie chodziło jej bardzo o ponowne pokaranie Ulyssesa za to, że ją obrzydliwie wyśmiał na ślubie jego siostry. Znaczy, był to przyjemny bonus, ale Lyssa w tym momencie była absolutnie egoistką, którą zanadto drażniło zachowanie drugiej dziewczyny. Już nawet przytakujący jej we wszystkim Lucas nie był tak nieznośny, bo wydawał się tylko jakimś nieszczęśnikiem któremu brakowało charyzmy by sprzeciwić się siostrze.
Panna Mulciber nie miała w tym momencie wątpliwości kogo właściwie powinna piorunować wzrokiem i Ulysses mógł wręcz poczuć jak bardzo jest nim w tym momencie rozczarowana. Ale zamiast posyłać mu zaledwie pełne litości spojrzenie, gdzieś w kącikach ust czaiła się odrobina obrzydzenia. Bo ani nie zamierzała sama śpiewać na tym wieśniackim konkursie karaoke, ani zmuszać do tego jego. Ale najwyraźniej za mało go rodzice socjalizowali za dziecka i nie potrafił się odpowiednio odnajdywać w sytuacjach społecznych. Nie to, żeby ją to specjalnie dziwiło.
- Jesteś okropny - powiedziała cicho, stając koło Ulyssesa i opierając się o trzymany w ręce kij do golfa. - Złośliwy, niesprawiedliwy i próbujesz mnie ciągnąć na dno razem z tobą - wykrzywiła usta w niezadowoleniu, obserwując jak Ashley napina się nad piłeczką. - Aż kusi pozwolić jej zgarnąć to pierwsze miejsce, bo jestem przekonana że będziesz się o wiele lepiej bawił ode mnie. Szczególnie z nią uwieszoną na ramieniu - uśmiechnęła się do niego złośliwie, trzepocząc przy tym rzęsami, jakby faktycznie prezentowała mu teraz fenomenalną wizję zabawy. A potem odsunęła się, bo rozanielona Ashley podskoczyła do nich.
Lyssa ustawiła piłeczkę, spojrzała na dołek i odetchnęła. Przykra prawda była taka, że nigdy nie była mistrzynią golfa i cała ta gra oryginalnie miała posiadać w sobie zero rywalizacji. A nawet jeśli, to o coś skrajnie różnego od być albo nie być Ulyssesa podczas konkursu karaoke. Może było to nieprzygotowanie, a może te okropne dzikie koty, które buszowały z zapałem po pobliskich krzakach, ale kiedy Mulciber wreszcie uderzyła w piłeczkę, zrobiła to absurdalnie wręcz krzywo i ta wleciała żałośnie do wody.
Ashley prychnęła drwiąco, nie mogąc się powstrzymać w obliczu oczywistego tryumfu. Lucas też się ucieszył, chociaż tak czy siak miał zapewnioną partnerkę na wieczorek karaoke. Może jednak myślał, że Lyssa nie będzie tak despotyczna jak jego siostra.
- Ha! No proszę, wychodzi na to, że będziemy w parze! - zaszczebiotała blondynka, przyglądając się przez moment swojemu nowemu partnerowi do śpiewania. - Nie martw się Lyssa, mój brat na pewno da radę coś z Ciebie wykrzesać. Co prawda jest przyzwyczajony do mojego fenomenalnego głosu i prezencji na scenie, ale nie jesteś aż taka zła. Może możesz robić za tło? - uśmiechnęła się do szatynki z politowaniem, na co ta odpowiedziała jej słodkim uśmiechem. A potem ją popchnęła.
W sumie mogła to zrobić na samym początku, zamiast próbować uderzać w te piłeczkę, może wtedy nie czułaby jakby nieco się zbłaźniła. Woda zachlupotała gwałtownie, kiedy Ashley wpadła w nią, piszcząc w niebogłosy, a Lucas otworzył szeroko oczy, chwilowo chyba jeszcze nie rozumiejąc co się dzieje.
- O nie - rzuciła Lyssa, głosem wręcz absurdalnie znudzonym, kucając na moment nad krawędzią molo. - Jaka ze mnie niezdara. Jak już tam jesteś, to możesz wyłowić moją piłeczkę, co ty na to, Ashley?
Blondynka zapiszczała znowu wściekle, albo raczej uderzyła w wyższe, głośniejsze tony, młócąc wodę i trochę wyglądając jakby się topiła, ale dla Mulciber zwyczajnie dramatyzowała.
- Może ciebie też wepchnę? Za wrabianie mnie w śpiewanie? - zapytała, odwracając twarz w stronę Ulyssesa, ale widok pluskającej się w wodzie blondynki chyba nieco polepszył jej humor, bo uśmiechnęła się do niego zaczepnie.
- O nie, nie! Ona nie umie pływać!