Może tu był ich błąd, zamiast płynąć z prądem zastanawiali się nad wszystkim, analizowali. Nie pozwalali sobie w pełni oddać się temu, co się działo. Z drugiej strony lubili mieć kontrolę, panować nad swoim życiem, więc wcale nie było to takie proste jakby się mogło wydawać. Męczyli się przez to okropnie, ale co innego mieli zrobić?
Utknęli między rzeczywistością, a marą, jakby znajdowali się między światami, powątpiewali we własne uczucia, w realność tego na czym zaczęli budować nową relację. Chyba każdy miałby problem, aby odnaleźć się w tej sytuacji. Wbrew pozorom radzili sobie całkiem nieźle, postawili niewidzialne granice, których żadne nie zamierzało przekroczyć. To było bardzo rozsądne, szczególnie jak na Geraldine, która miała w zwyczaju po prostu płynąć, bez zastanawiania się nad tym co robiła, chociaż mogła utonąć.
Sporo ją to kosztowało, bo nie przywykła do takiego działania. Musiała naprawdę mocno się postarać, aby nie zrobić czegoś głupiego, nie wziąć tego, na co miała ochotę. Była przyzwyczajona do tego, że zawsze otrzymywała to na co miała ochotę. W tym wypadku jednak było inaczej, gdzieś w tle pojawiała się troska o to, aby go nie skrzywdzić, dziwne, bo nigdy się tym specjalnie nie przejmowała. Nie był też osobą, o której uczucia by się martwiła jeszcze kilka dni temu, nie po tym jak spektakularnie okazywali sobie niechęć. Zdawała sobie sprawę, że raczej nie było możliwe, aby zmienić o kimś zdanie w tak krótkim czasie bez mieszania w to jakiejś siły wyższej, która najprawdopodobniej postanowiła skomplikować im życia.
Czuła się w jego towarzystwie na tyle bezpiecznie, że odpłynęła, to też nie było dla niej typowe, bo nie miała w zwyczaju zostawać na noc u ludzi, którzy nie mieli dla niej znaczenia, którym nie ufała. Jasne, zdarzały jej się jednorazowe przygody, zupełnie przypadkowe, ale nigdy nie pozwalała sobie na sen, w towarzystwie osób, którym w pełni nie ufała. Mogła się z kimś przespać, ale nie spać u jego boku, dziwne miała zasady.
Nie poczuła, kiedy wziął ją w swoje ramiona i zabrał do łóżka, nie zarejestrowała tego momentu, nie ma się co dziwić, była zmęczona. Spała jak kamień. Mruknęła tylko cicho, przeciągle kiedy znalazła się w wygodniejszym miejscu.
Spała spokojnie, nie jak dziecko, bo dzieciaki miały w zwyczaju wybudzać się w czasie snu po kilka razy. Dawno chyba nie udało jej się ciągiem przespać tylu godzin. Było to nawet ciekawe, z racji na to, że zazwyczaj męczyła ją bezsenność.
W końcu się obudziła, kiedy pierwsze promienie słońca wdarły się do mieszkania przez szyby. Niemrawo otworzyła oczy, nie poruszyła się przy tym jednak. Przez dłuższą chwilę wpatrywała się w sufit, żeby dotrzeć do tego, gdzie się znajdowała i co właściwie się wczoraj wydarzyło. Nie pamiętała momentu, w którym zasnęła, nie kojarzyła też, jak znalazła się w łóżku. Musiało się tak jak zakładali, jak on zakładał. Odpadła, a później magicznie teleportowała się do łóżka, cóż, zdarzyło jej się to ostatnio w dzieciństwie.
Odwróciła się na bok, żeby zlokalizować swojego towarzysza niedoli. Nie miała pojęcia, gdzie spał, wiedziała, że jest tu jedno łóżko, uparł się, żeby ona w nim spała. Bardzo szybko uzsykała odpowiedź, znalazła go na ziemi. Postanowiła póki co się nie ruszać, aby go nie obudzić, zasługiwał na trochę odpoczynku. No i mogła się teraz w niego wgapiać, bo nie było możliwości, żeby ją na tym przyłapał, całkiem przyjemna opcja na spędzenie wczesnego poranka.