27.09.2024, 09:38 ✶
Dolohov, mimo na ten moment szczerych chęci zrozumienia tego, co właściwie ich połączyło i dosyć bezpośredniej odpowiedzi (chociaż też zapewne niepełną, bo zrzucała całość winy na matkę, a on jeszcze nie był tak naiwnym, żeby w to uwierzyć), wciąż nie rozumiał. Za co właściwie otrzymywał od losu te kary? Za sprzeciwianie się woli ojca? Za niegodne upodobania? Za co?
Był tym coraz bardziej zirytowany. Nie wybrała go, nie było w tym nawet większego planu - tak po prostu ktoś wyczuł okazję do zniszczenia mu życia i zrealizował to jej rękoma. Wspaniale.
- Po co? - Zacisnął usta w wąską linię, wplepiając w nią pełne skonsternowania spojrzenie, które nie uciekało na boki, nie traciło na intensywności mimo upływu ciężkich, długich jak diabli sekund. - Sześć pieprzonych lat życia, Annaleigh. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, gdzie bym teraz był, gdybym nie marnował czasu na przygotowywanie jakichś durnych stroików na twoje urodziny. - Jeżeli czegoś nauczyła go ponura przeszłość to zapewne faktu, że miłość i zaangażowanie nie przynosiły nic dobrego. - I ty tak nagle po tych sześciu latach oprzytomniałaś? Na litość wszechświata: po co ty to zrobiłaś, zabrakło ci rozumu, żeby załapać, że nie trzeba nikogo truć, wystarczy iść na jakieś układy?
Ich historie rezonowały ze sobą. Też się wielokrotnie stał ofiarą ojcowskich wymagań i musiał ulec jego okrucieństwu, ale pomijając już nawet fakt, że się nigdy nie poddawał bez walki - jemu się wydawało, że ona musi znać jego historię i poddawała go teraz niecnej manipulacji, bo naprawdę rzadko takie opowieści zazębiały się ze sobą tak precyzyjnie, jakby napisano je w ten sposób celowo.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że mogę pociągnąć cię na dno, a samemu uciec przed skandalem w objęcia jakiegoś Departamentu Tajemnic, do którego przyjmą mnie z pocałowaniem ręki, prawda? - Zapytał wprost. I tak, był chwalipiętą i to w tym jak zawsze wybrzmiewało, ale to nie były słowa bez pokrycia.
Był tym coraz bardziej zirytowany. Nie wybrała go, nie było w tym nawet większego planu - tak po prostu ktoś wyczuł okazję do zniszczenia mu życia i zrealizował to jej rękoma. Wspaniale.
- Po co? - Zacisnął usta w wąską linię, wplepiając w nią pełne skonsternowania spojrzenie, które nie uciekało na boki, nie traciło na intensywności mimo upływu ciężkich, długich jak diabli sekund. - Sześć pieprzonych lat życia, Annaleigh. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, gdzie bym teraz był, gdybym nie marnował czasu na przygotowywanie jakichś durnych stroików na twoje urodziny. - Jeżeli czegoś nauczyła go ponura przeszłość to zapewne faktu, że miłość i zaangażowanie nie przynosiły nic dobrego. - I ty tak nagle po tych sześciu latach oprzytomniałaś? Na litość wszechświata: po co ty to zrobiłaś, zabrakło ci rozumu, żeby załapać, że nie trzeba nikogo truć, wystarczy iść na jakieś układy?
Ich historie rezonowały ze sobą. Też się wielokrotnie stał ofiarą ojcowskich wymagań i musiał ulec jego okrucieństwu, ale pomijając już nawet fakt, że się nigdy nie poddawał bez walki - jemu się wydawało, że ona musi znać jego historię i poddawała go teraz niecnej manipulacji, bo naprawdę rzadko takie opowieści zazębiały się ze sobą tak precyzyjnie, jakby napisano je w ten sposób celowo.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że mogę pociągnąć cię na dno, a samemu uciec przed skandalem w objęcia jakiegoś Departamentu Tajemnic, do którego przyjmą mnie z pocałowaniem ręki, prawda? - Zapytał wprost. I tak, był chwalipiętą i to w tym jak zawsze wybrzmiewało, ale to nie były słowa bez pokrycia.
with all due respect, which is none