Trochę jej było głupio, że przez nią spał na podłodze. Musiało mu być kurewsko niewygodnie w takiej pozycji, wolała nie myśleć o bólu pleców, który mógłby się pojawić po takim śnie. Mógł zostawić ją w fotelu, było jej tam całkiem wygodnie, pewnie też by ją trochę poskładało, ale nie tak bardzo jak mógł poskładać sen na podłodze. Tak, miała doświadczenie i w tym i nie wspominała go jako jedno z tych miłych.
Parsknęła śmiechem, kiedy usłyszała, co powiedział. Oczywiście, każdy miał swoje priorytety, kolejny raz z nim przegrała, na szczęście o nic się nie założyli. Odwróciła wzrok, póki miał zamknięte oczy, aby nie przyłapał jej na tym, że się w niego wpatrywała. Nie miała pojęcia dlaczego tak bardzo nie chciała zostać na tym przyłapana, jakby co najmniej robiła coś bardzo nieprzyzwoitego.
- Gratulacje, na szczęście w tym konkursie nie ma żadnej nagrody. - Znaczy była i to najwyraźniej dla przegranych, bo ona spędziła te noc w całkiem wygodnym łóżku, kiedy on spał na podłodze. Tak to właściwie mogłaby przegrywać za każdym razem, oczywiście nie podzieliła się z nim tą złotą myślą, bo jednak normalnie lubiła wygrywać dla samego poczucia, że zwyciężyła.
Nie wydawało jej się, że mogła go obudzić. Jak na siebie zachowywała się wyjątkowo cicho, zakładała więc, że obudziły go promienie słońca, które wdzierały się do mieszkania. Swoją drogą były one całkiem urocze, Yaxleyówna lubiła gwar poranków, często obserwowała ludzi pędzących ulicami do pracy ze swojego balkonu.
Tym razem jednak nie była u siebie, aczkolwiek wcale nie czuła się nieswojo. Przywykła do tego miejsca, często tu przecież bywała, nigdy nie zdarzyło jej się jeszcze zostać tutaj na noc, ale spodziewała się, że kiedyś do tego dojdzie. Może nie do końca w takiej formie jak teraz, ale cóż, też wydawało jej się, że to lepiej.
Kiedy Ambroise się podniósł i ruszył w stronę aneksu kuchennego wreszcie postanowiła zmienić pozycję z leżącej na siedzącą. Jej ciało było wypoczęte, zresztą umysł też, naprawdę dobrze jej się tutaj spało.
Rozejrzała się w poszukiwaniu fajek, dotknęła dłonią kieszeni swojej koszuli, całkiem szybko je zlokalizowała. Wsadziła sobie papierosa do ust i odpaliła go zapalniczką. Wtedy przysunęła też nogi do klatki piersiowej, nadal nie zrzuciła z siebie koca, bo był jej pod nim naprawdę przyjemnie. Przeniosła ponownie wzrok na mężczyznę, to mieszkanie było na tyle mikroskopijne, że nie mogła udawać, że znajdował się daleko. Obserwowała go nie odzywając się przy tym ani słowem, rozkoszowała się dymem papierosowym.
Czy czegoś potrzebowała? Musiała się nad tym zastanowić, wydawało się, że powoli powinna się zbierać do wyjścia, nie chciała dłużej zaburzać mu przestrzeni, miała świadomość, że poranki bywają trudne.
Z zamyślenia wyrwał ją dźwięk gotującej się wody, drgnęła nawet zupełnie nieświadomie przez ten odgłos, a ponoź nie tak łatwo było ją wystraszyć, no, tyle, że tym razem nie spodziewała się tego, że przeszkodzi jej to w jakże intensywnym procesie myślowym, który zachodził w jej głowie.
Nie miała pojęcia, co tam przygotowywał sobie do picia, wspominał, że jest chory, dalej nie wiedziała na co, więc może musiał łykać jakieś medykamenty? Było to możliwe.
Wyłapała, że spojrzał w jej kierunku, przesunęła więc wzrok ku jego twarzy i posłała mu ciepły uśmiech.
Zmrużyła lekko oczy kiedy zaczął ją przepraszać za brak kultury. Mrugnęła też trochę szybko, kilka razy, nie, nie przesłyszała się. Nie wydawało jej się to przepraszanie jednak konieczne.
- Dzień dobry. - Tak, od tego warto było zacząć.
- Czy zasłużyłam na kawę? - O tej porze nie jadała, raczej typowo dla siebie jadła na śniadanie czarną kawę i wypalała papierosa, to drugie miała już prawie za sobą, bo kończyła palić szluga, którego miała w dłoni.
Przeniosła wzrok na podłogę, żeby zobaczyć, gdzie faktycznie stały jej buty, musiał je ściągnąć z jej stóp, kiedy ją tu położył. Oczy otworzyły jej się szerzej, kiedy wspomniał o kapciach, wpatrywała się w niego pytająco, ale z jej ust nie padł żaden komentarz. Kupił jej kapcie? Chyba nikt jej nigdy jeszcze nie sprezentował czegoś podobnego, bo nie bywała u nikogo na tyle często, żeby potrzebowała kapci. Zrzuciła nogi z łóżka, aby od razu wsunąć je na stopy. - Pasują. - Rzuciła tylko krótko, chwilę wpatrywała się w smoki na nich wyszyte. Cóż, naprawdę były w jej guście, ciekawe, czy ogarnął je od swojej Rowelowej części rodziny. - Jak się spało? - Spodziewała się, że niezbyt przyjemnie, bo przecież spędził noc na podłodze, ale wypadało zapytać.