27.09.2024, 11:58 ✶
Być może gdyby Charlotte Kelly nie była osobą, która pokochała niewłaściwą osobę, byłaby cennym nabytkiem i niezwykle cenną znajomością w jego niewielkim kręgu. Nie był w stanie jej rozgryźć i nie był do końca pewny czy to dlatego, że nienawiść i podejrzliwość przesłaniała mu obraz blondynki, czy po prostu była taka dobra. Między innymi dlatego uważał miłość za uczucie, które było nie tylko przereklamowane, ale i niebezpieczne. Przeszkadzało w osiąganiu celów, sprawiało tylko kłopoty i przesłaniało zdolność logicznego myślenia.
- Skupmy się na tym, że są to badania, za które wiele osób mogłoby chcieć go zabić - odpowiedział kobiecie, unosząc nieznacznie brew. Celowo zignorował jej wcześniejsze pytanie i idące za nim wyjaśnienia, bo co mógł jej odpowiedzieć? Mogła się domyślić, że odpowiedź brzmiała "tak". Był młody, był facetem i przede wszystkim był człowiekiem, a to leżało w ludzkiej naturze: hiperbolizacja, wyolbrzymianie i zrzucanie winy na osoby trzecie. Nie uważał jednak za stosowne, by dzielić się tym z kimś takim jak Charlotte, szczególnie gdy uderzała w tak łagodne tony. Mu wydawały się fałszywe i to nie dlatego, że ją o cokolwiek podejrzewał - praca w Departamencie Tajemnic sprawiła, że nie ufał nikomu z tego piętra, jeżeli był miły.
Lestrange wyciągnął różdżkę i kiwnął głową, zanim zorientował się, że Kelly stoi do niego plecami i nie może dostrzec tego prostego, jasnego jak słońce gestu. Przewrócił oczami, ale stanął posłusznie obok i nachylił się, by przyjrzeć się klamce i zamkowi. Skoro zwykłe rozproszenie nie zadziałało, to pewnie nałożył na zamek silniejsze zaklęcie. Może nawet runy? Delikatne błyski mogły o tym świadczyć. Przygotował się - pytanie tylko czy nałożył zabezpieczenia z wewnątrz czy z zewnątrz. Ach, jak on miał dosyć tego człowieka, a nawet go nie znał! Coś mu mówiło, że ta sprawa nie będzie tak prosta, jak myślał na początku.
- Jaki był powód, że pozwolono mu trzymać tak ważne dokumenty poza Departamentem? - zapytał jeszcze, zanim Kelly zaczęła rzucać zaklęcie. On sam, gdy tylko jej się udało, rzucił alohomorę na zamek, mając nadzieję, że tym razem pójdzie gładko i drzwi staną przed nimi otworem. Inaczej będą musieli po prostu je rozwalić, a tego wolał uniknąć.
Rzut na translokację
- Skupmy się na tym, że są to badania, za które wiele osób mogłoby chcieć go zabić - odpowiedział kobiecie, unosząc nieznacznie brew. Celowo zignorował jej wcześniejsze pytanie i idące za nim wyjaśnienia, bo co mógł jej odpowiedzieć? Mogła się domyślić, że odpowiedź brzmiała "tak". Był młody, był facetem i przede wszystkim był człowiekiem, a to leżało w ludzkiej naturze: hiperbolizacja, wyolbrzymianie i zrzucanie winy na osoby trzecie. Nie uważał jednak za stosowne, by dzielić się tym z kimś takim jak Charlotte, szczególnie gdy uderzała w tak łagodne tony. Mu wydawały się fałszywe i to nie dlatego, że ją o cokolwiek podejrzewał - praca w Departamencie Tajemnic sprawiła, że nie ufał nikomu z tego piętra, jeżeli był miły.
Lestrange wyciągnął różdżkę i kiwnął głową, zanim zorientował się, że Kelly stoi do niego plecami i nie może dostrzec tego prostego, jasnego jak słońce gestu. Przewrócił oczami, ale stanął posłusznie obok i nachylił się, by przyjrzeć się klamce i zamkowi. Skoro zwykłe rozproszenie nie zadziałało, to pewnie nałożył na zamek silniejsze zaklęcie. Może nawet runy? Delikatne błyski mogły o tym świadczyć. Przygotował się - pytanie tylko czy nałożył zabezpieczenia z wewnątrz czy z zewnątrz. Ach, jak on miał dosyć tego człowieka, a nawet go nie znał! Coś mu mówiło, że ta sprawa nie będzie tak prosta, jak myślał na początku.
- Jaki był powód, że pozwolono mu trzymać tak ważne dokumenty poza Departamentem? - zapytał jeszcze, zanim Kelly zaczęła rzucać zaklęcie. On sam, gdy tylko jej się udało, rzucił alohomorę na zamek, mając nadzieję, że tym razem pójdzie gładko i drzwi staną przed nimi otworem. Inaczej będą musieli po prostu je rozwalić, a tego wolał uniknąć.
Rzut na translokację
Rzut T 1d100 - 25
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut T 1d100 - 40
Akcja nieudana
Akcja nieudana