Wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, czy faktycznie myślał, że zadawanie mu bólu sprawiało jej przyjemność, czy był to tylko kolejny, głupi przytyk? Nie czerpała z tego żadnej przyjemności. Nie mogła jednak zaprzeczyć, że to się nie wydarzyło, tak kiedyś to robiła, ale była do tego prowokowana, odwdzięczała się więc tym samym. - Lubiłam. - Zaakcentowała bardzo mocno to słowo, aby zwrócić uwagę na czas przeszły. - Teraz to już nie lubię. - Dodała jeszcze do niego, jakby nie zrozumiał do czego zmierzała.
Podkreśliła zmianę, która w niej zaszła. Najwyraźniej jej nie zauważył, albo po prostu chciał znowu ją pozaczepiać, to musiała być ta druga opcja, bo nie dało się nie zauważyć tej zmiany. Zachowywała się inaczej, była spokojniejsza, potrafiła ugryźć się w język. Nawet ślepy by to dostrzegł, zresztą sama widziała, że on też nie był taki jak przedtem. Nie mogli przed tym uciec, bo to już się działo.
Spieranie się z nim nie miało najmniejszego sensu, straciłaby pewnie w tej kłótni o jedzenie z godzinę, a skończyła z talerzem w dłoni kolejne pół godziny, a może mniej później. Wiedziała, że nie było sensu z nim dyskutować, a na pewno nie w takiej kwestii. Jedzenie było istotne, zgodziła się z nim, żeby w przyszłości znowu mogła mu zwrócić uwagę jak zobaczy, że zapomina o tej prozaicznej czynności.
- Brzmi idealnie. - Tak, mięso, mięso i jeszcze więcej mięsa. To mogło się udać.
- Niech będzie i brązowa, nie pogardzę żadną. - Tak samo miała z alkoholem, były to dwa napoje, które nie musiały być w jej przypadku szczególnie wysokiej jakości, najważniejsze by choć trochę trzepały.
Spojrzała na niego, gdy urwał swoją wypowiedź. Łatwo było jej się domyślić do czego zmierza, westchnęła jedynie cicho, bo mogłaby się odezwać i po raz kolejny sprowokować niewielką kłótnię, że nie ma racji i że jej dusza jest taka ciemna, jak mówiła, ale ponownie - nie widziała takiej potrzeby. Najwyraźniej pokazała mu coś przez co myślał inaczej. Nie zamierzała się upierać przy tym, jaka to nie jest zepsuta, bo wiedziała, że to były pozory. Kreowała się na taką, a tak naprawdę w głębi była całkiem przyzwoitym człowiekiem, o czym wiedzieli wszyscy, którym była bliska. Nie była to żadna nowość, aczkolwiek wolała, aby nie każdy widział tę część niej. Tak było wygodniej. Nie przeszkadzało jej, że często, gdy pojawiała się w pomieszczeniu ludzie odwracali wzrok i zaczynali szeptać. Było to trochę piętno, które przynisół jej wykonywany przez nią zawód. Jej rodzina od zawsze spotykała się z różnymi reakcjami na to, czym się zajmowała. Przywykła do tego.
- Myślałam, że dasz mi bardziej skomplikowane zadanie. - Skomentowała jeszcze tę tackę, którą przesunął w jej stronę. Cóż, może faktycznie i lepiej, że nie musiała robić nic innego. Niby wyśmienicie radziła sobie z nożami, jednak nie do końca była przekonana co do korzystania z nich w kuchni. Zajęła się więc rozpakowywaniem ich przyszłego posiłku.
- Nie mogło być inaczej, trafiłeś w mój gust. - Tak ogólnie, to raczej nie miała jasno określonego gustu, no ale smoki? To zdecydowanie było coś, za czym przepadała. Na co dzień zresztą nie przywiązywała wagi do tego, co na siebie ubierała, nigdy nie była jedną z dziewcząt, które przejmowałyby sie jakoś specjalnie swoją aparycją, najważniejsza była wygoda. Jedyny wyjątek w jej przypadku stanowiły przyjęcia arytokracji, wtedy faktycznie dbała o to, aby wyglądać dobrze, bo chodziło o reprezentowanie jej rodziny, nie chciała im narobić wstydu na tych oficjalnych spędach.
Poczuła ciepło na policzkach, kiedy parsknął po tym, jak podzieliła się z nim swoimi przemyśleniami na temat kolejnej nocowanki, która zapewne była przed nimi. Trochę ją zawstydziła jego reakcja, ale tylko trochę, dlatego zaczeła się przyglądać temu bekonowi jakoś bardzo dokładnie, byleby tylko nie musieć teraz na niego patrzeć, zrobiło się jej głupio.
- Jasne, już zapominam. - Dodała lekko, jakby jej to w ogóle nie obruszyło. Nie miała nic złego na myśli, zrozumiała aluzję, co do ulubionego motywu literackiego. Naprawdę chciała dobrze, przez to rzuciła tę propozycję, a nawyraźniej wyszło jak zawsze. Powinna się tego spodziewać.
I nie, Geraldine nie czytała tych typowych, babskich książek, ani teraz, ani kiedy była młodsza. Nigdy nie pociągały ją historie o miłości, bo nie potrafiła sobie wyobrazić tych szczęśliwych zakończeń. Nie potrzebowała faceta, aby być zadowoloną z życia, a te opowieści zazwyczaj sugerowały, że to była najważniejsza część życia. Meh. Nie wierzyła w miłość.
Uniosła wzrok znad tego nieszczęsnego bekonu dopiero wtedy, gdy wspomniał o leżance. Nie była już taka purpurowa jak jeszcze przed chwilą, ale policzki nadal ją piekły. - Okay. To całkiem dobre rozwiązanie. - Nie wpadał na nie, bo jednak kupno leżanki sugerowało, że była potrzebna, a to że była potrzebna wiązało się z tym, że ona by się tutaj często pojawiała, nie tylko pojawiała, ale spędzała noce. To wydawało jej się być nieco zobowiązujące, no bo skoro już zamierzał ją kupić, to dobrze by było z niej skorzystać, skoro to robił. Bardzo pokrętne myślenie, dostała swoje kapcie, teraz będzie mieć swoje miejsce do spania, co będzie następne?