27.09.2024, 21:54 ✶
Pogarda. Coś, czego nie spodziewała się od niego usłyszeć - a przynajmniej nie teraz. W jej niebieskich oczach zapłonął ogień. Jak on śmiał? Jak śmiał się tak do niej zwracać?! Jak śmiał w ogóle używać tego tonu w jej obecności?!
- Wiesz co, Ambroise? Pierdol się - syknęła, mrużąc ślepia. Cisza przed burzą - tak można było określić jej wcześniejszy spokój. Można też było śmiało stwierdzić, że po prostu była typową babą, bo jej emocje zmieniały się w tej chwili jak w kalejdoskopie.
Co mógł zobaczyć oprócz złości, wymalowanej na jej twarzy? Rozczarowanie.
Rozczarował ją. Rozczarował tym, że nie stanął po jej stronie. Że użył najcieńszych, najboleśniejszych szpilek, które wbił prosto w jej serce. Jeżeli nie chciał, żeby ją skrzywdzono, to wybrał cholernie, cholernie zły sposób na okazanie swojej troski. I owszem, była przyzwyczajona do tego, że Roise się tak zachowywał, ale nie w stosunku do niej. Naprawdę ją to zabolało i przez kilka sekund to było widać jak na dłoni, bo nie potrafiła ukryć swoich emocji, kłębiących się w środku jej chudego ciała. Dłonie jej zadrżały, gdy chciała chwycić filiżankę: ta zakołysała się, a biało-brązowa ciecz wylała się na stolik.
- Nie będę się więcej przed tobą tłumaczyć - powiedziała lodowato, sięgając do torebki. Jeżeli spodziewał się, że wyciągnie paczkę papierosów, to musiał obejść się smakiem. Roselyn wyciągnęła pęk kluczy, który wysłał jej sową, a potem położyła je na blacie stolika. Nie przesunęła ich w stronę brata. Rzuciła mu zimne, wściekłe spojrzenie i wstała. - Sama sobie poradzę.
Ruszyła do wyjścia, nie oglądając się za siebie. Jej postawa wyrażała absolutną wściekłość, ale prawda była taka, że nie chciała by Ambroise widział łzy, zbierające się w jej oczach.