28.09.2024, 03:21 ✶
Nawet nie zorientował się, że w tym całym pochodzie pogubili się jak małe kaczki w gęstej trawie pozostawione samopas. Czy zdawał sobie z tego sprawę? Niezbyt, otumaniony herbat z grzybów zatracił się w odczuciach, w doznaniach, których wcześniej nie czuł.
Drgnął czując ciężar na swoim brzuchu i jak normalnie Thomas zazwyczaj wywinąłby się w jakiś sposób od kontaktu fizycznego tak w tej chwili jedynie zerknął kto to zaczął używać go sobie jako poduszki - choć nawet gdyby nie zerknął to usłyszałby zaraz głos Millie.
Sam nie był już pewien czy to glona i woda skapują z jego ciała na ziemię czy może to on zaczyna się z nią łączyć w jedno - stać się jednością z ziemią, zapuścić korzenie i już nigdy się nie ruszyć. A może rozpłynąć się i dołączyć do wody, być cennym płynem dającym życie.
- Witaj Ziemio - przywitał się cichym szeptem i przymykając oczy zaciągnął się mocno, aby móc poczuć otaczającego go zapachy ze zdwojoną siłą. Dominujący zapach mułu i glonów mieszał się z czymś delikatniejszym, bardziej ulotnym i suchym zapachem. Pachniało mu latem, polnymi kwiatami, trawą i zbożem, zdecydowanie były to owoce ziemi - tylko dlaczego nawiedziła go w postaci Millie Moddy? Nie miał pojęcia, ale nie zamierzał kwestionować jej wyborów. Bezwiednie pozwoli swojej ręce przeczesać włosy leżącej mu na brzuchu kobiety, wydawało mu się to w tej chwili tak naturalne jak oddychanie, bo czy woda nie powinna dbać o ziemię? Dlatego dopóki by go nie przegoniła to miarowym, leniwym ruchem przeczesywał jej włosy swoją mokrą dłonią. - Nie mogę ci Ziemio oddać tego co martwe pływa na mym dnie, to utrzymuje mnie żywego. Moje wody tak spokojne, to wzbudzało by je aż zanadto. Jesteś pewna Ziemio, że to za życiem jest mi tęskno?- sam również nie wychodził ponad. Choć nie do końca dopływał do niego sens słów, to w swoich domysłach snuł swoją wizję tej rozmowy, dlatego nie zdziwiłby się, gdyby jego odpowiedzi nie miały żadnego sensu dla Millie. W tej chwili Thomas jeszcze nie do końca pojmował, że rozumieli się bardziej niż był w stanie pojąć, oboje wiedzieli jak to jest czuć się że cały czas się tonie i jedynie w krótkich chwilach, bardzo rzadkich, przypominać sobie, że umie się pływać - a potem zapominali i tonęli znowu. - Nie mogę Ziemio odebrać innym smutku... Mogę tchnąć w ciebie nowe życie, obmyć cię wodą, która tchnie nowe siły w ciebie, sprawić, że susza mini i poczujesz znowu moc - miał wrażenie, że staje się płynny niczym sama woda, że jest faktycznie zrobić to co mówił. Nie potrafiłby sprawić, że ktoś nie poczuje smutku po utracie jednej z bliskich mu osób, ani tym bardziej nie potrafiłby odebrać życia komuś niewinnemu. - Więc przeciągnij moje ciało przez piach, aż stanie się żyzny, a potem odwróć i przeciągnij raz jeszcze - dodał zatrzymując na chwilę ruch swoich palców w jej włosach. Te dwa pytania, które zadała. Miał wrażenie jakby pochłonęła go woda, jakby coś odebrało mu zdolność oddychania, a jednocześnie nie sprawiało, że się dusi.
- Nie, jestem gotów na jej spotkanie od dawna, powitałbym ją jak starą przyjaciółkę - wróciła do niego wizja wieży w Hogwarcie i tego krótkiego spadania z niej, ułamki sekund, które mogłyby zdecydować o tym, że nie byłoby go tutaj. Ale czy obawiał się śmierci, nie kłamał, nie próbował być odważny na pokaz, spotykał się ze śmiercią kilka razy, co prawda nigdy bo on ją zapraszał. Nie wiedział co jej odpowiedzieć, czy bał się życia? To zależy... Jak chyba wszystko w jego życiu, obwarowane to było kilkoma zmiennymi, nic nie mogło być proste. - Przeraża mnie pustka... Samotne życie, gdzie nie ma nikogo, a pustka pożera cię od środka, nie ważne jak bardzo próbujesz ją zapełnić ona pochłania wszystko i wciąż się powiększa... - wraz z tym jak mówił jego głos stawał się coraz cichszy, zdradzał jej coś co do tej pory znały jedynie trzy osoby poza nim samym, za wizerunkiem wiecznie roześmianego śmieszka poza kontrolą kryło się coś innego, co bardzo rzadko było dopuszczane na światło dzienne przy innych. Jak woda, nieokiełznana potrafi wezbrać i drążyć wszystko wokół, nie tylko dając życie ale i odbierać, tak poczuł przypływ mocy, jakby wcześniejsza kąpiel w stanie tchnęła nie tylko wodę i glony w jego ubranie ale też i nowe siły. Delikatnie przeczesał jej włosy w niemal ceremonialnym geście, aby powrócić do ich miarowego przeczesywania palcami. - Więc daj mi swój lęk Ziemio, zaopiekuje się nim dla ciebie, odzyskasz siły i zaczniemy od nowa. Chcesz? Wypłaczemy to w ogniu i odzyskasz kontrole... A ja przyniosę ci żonkile i złapię cię zanim zwój znajdziesz sposób by dobić do dna... I zaczniemy od nowa... - choć czasami głos mu się łamał i był cichy to jednak towarzyszyła mu swoista moc i pewność, nie ważne jak bardzo sam był zepsuty, dla innych potrafił wykrzesać siły o które nie podejrzewałby, że je jeszcze posiada.
Drgnął czując ciężar na swoim brzuchu i jak normalnie Thomas zazwyczaj wywinąłby się w jakiś sposób od kontaktu fizycznego tak w tej chwili jedynie zerknął kto to zaczął używać go sobie jako poduszki - choć nawet gdyby nie zerknął to usłyszałby zaraz głos Millie.
Sam nie był już pewien czy to glona i woda skapują z jego ciała na ziemię czy może to on zaczyna się z nią łączyć w jedno - stać się jednością z ziemią, zapuścić korzenie i już nigdy się nie ruszyć. A może rozpłynąć się i dołączyć do wody, być cennym płynem dającym życie.
- Witaj Ziemio - przywitał się cichym szeptem i przymykając oczy zaciągnął się mocno, aby móc poczuć otaczającego go zapachy ze zdwojoną siłą. Dominujący zapach mułu i glonów mieszał się z czymś delikatniejszym, bardziej ulotnym i suchym zapachem. Pachniało mu latem, polnymi kwiatami, trawą i zbożem, zdecydowanie były to owoce ziemi - tylko dlaczego nawiedziła go w postaci Millie Moddy? Nie miał pojęcia, ale nie zamierzał kwestionować jej wyborów. Bezwiednie pozwoli swojej ręce przeczesać włosy leżącej mu na brzuchu kobiety, wydawało mu się to w tej chwili tak naturalne jak oddychanie, bo czy woda nie powinna dbać o ziemię? Dlatego dopóki by go nie przegoniła to miarowym, leniwym ruchem przeczesywał jej włosy swoją mokrą dłonią. - Nie mogę ci Ziemio oddać tego co martwe pływa na mym dnie, to utrzymuje mnie żywego. Moje wody tak spokojne, to wzbudzało by je aż zanadto. Jesteś pewna Ziemio, że to za życiem jest mi tęskno?- sam również nie wychodził ponad. Choć nie do końca dopływał do niego sens słów, to w swoich domysłach snuł swoją wizję tej rozmowy, dlatego nie zdziwiłby się, gdyby jego odpowiedzi nie miały żadnego sensu dla Millie. W tej chwili Thomas jeszcze nie do końca pojmował, że rozumieli się bardziej niż był w stanie pojąć, oboje wiedzieli jak to jest czuć się że cały czas się tonie i jedynie w krótkich chwilach, bardzo rzadkich, przypominać sobie, że umie się pływać - a potem zapominali i tonęli znowu. - Nie mogę Ziemio odebrać innym smutku... Mogę tchnąć w ciebie nowe życie, obmyć cię wodą, która tchnie nowe siły w ciebie, sprawić, że susza mini i poczujesz znowu moc - miał wrażenie, że staje się płynny niczym sama woda, że jest faktycznie zrobić to co mówił. Nie potrafiłby sprawić, że ktoś nie poczuje smutku po utracie jednej z bliskich mu osób, ani tym bardziej nie potrafiłby odebrać życia komuś niewinnemu. - Więc przeciągnij moje ciało przez piach, aż stanie się żyzny, a potem odwróć i przeciągnij raz jeszcze - dodał zatrzymując na chwilę ruch swoich palców w jej włosach. Te dwa pytania, które zadała. Miał wrażenie jakby pochłonęła go woda, jakby coś odebrało mu zdolność oddychania, a jednocześnie nie sprawiało, że się dusi.
- Nie, jestem gotów na jej spotkanie od dawna, powitałbym ją jak starą przyjaciółkę - wróciła do niego wizja wieży w Hogwarcie i tego krótkiego spadania z niej, ułamki sekund, które mogłyby zdecydować o tym, że nie byłoby go tutaj. Ale czy obawiał się śmierci, nie kłamał, nie próbował być odważny na pokaz, spotykał się ze śmiercią kilka razy, co prawda nigdy bo on ją zapraszał. Nie wiedział co jej odpowiedzieć, czy bał się życia? To zależy... Jak chyba wszystko w jego życiu, obwarowane to było kilkoma zmiennymi, nic nie mogło być proste. - Przeraża mnie pustka... Samotne życie, gdzie nie ma nikogo, a pustka pożera cię od środka, nie ważne jak bardzo próbujesz ją zapełnić ona pochłania wszystko i wciąż się powiększa... - wraz z tym jak mówił jego głos stawał się coraz cichszy, zdradzał jej coś co do tej pory znały jedynie trzy osoby poza nim samym, za wizerunkiem wiecznie roześmianego śmieszka poza kontrolą kryło się coś innego, co bardzo rzadko było dopuszczane na światło dzienne przy innych. Jak woda, nieokiełznana potrafi wezbrać i drążyć wszystko wokół, nie tylko dając życie ale i odbierać, tak poczuł przypływ mocy, jakby wcześniejsza kąpiel w stanie tchnęła nie tylko wodę i glony w jego ubranie ale też i nowe siły. Delikatnie przeczesał jej włosy w niemal ceremonialnym geście, aby powrócić do ich miarowego przeczesywania palcami. - Więc daj mi swój lęk Ziemio, zaopiekuje się nim dla ciebie, odzyskasz siły i zaczniemy od nowa. Chcesz? Wypłaczemy to w ogniu i odzyskasz kontrole... A ja przyniosę ci żonkile i złapię cię zanim zwój znajdziesz sposób by dobić do dna... I zaczniemy od nowa... - choć czasami głos mu się łamał i był cichy to jednak towarzyszyła mu swoista moc i pewność, nie ważne jak bardzo sam był zepsuty, dla innych potrafił wykrzesać siły o które nie podejrzewałby, że je jeszcze posiada.