28.09.2024, 13:09 ✶
– Marto… nie zamierzamy się z ciebie naśmiewać…
– On właśnie to robi!!!
Brenna skrzywiła się lekko, ale pozwoliła, aby Thomas chwycił ją za dłoń i wyprowadził z łazienki. Longbottom obejrzała się jeszcze na szlochającą Martę, czując ukłucie wyrzutów sumienia. Nie zostawiłaby przecież tak samej zapłakanej żywej dziewczynki. Czym Marta różniłaby się od jakiejś płaczącej trzecioklasistki, która miałaby ciało?
Ale w tym momencie jakiś cichy głosik podpowiedział Brennie, że różnica chyba istniała. Tę płaczącą, żywą trzecioklasistkę, można by pocieszyć. Albo zdenerwować tak, że wyszłaby z tej łazienki. A nawet gdyby się to nie udało, to po jakimś czasie przestałaby płakać i ruszyła dalej, ale duchy…
…duchy się nie zmieniały?
Nikt nie zdołał pomóc Marcie od kilkunastu czy kilkudziesięciu lat, Brenna nie mogła więc się łudzić, że akurat ona potrafiłaby zrobić tutaj różnicę.
– Daj spokój, Tommy, to żaden problem – skwitowała, bo w końcu sama postanowiła zajrzeć do łazienki, a mogła po prostu pójść dalej. – A idę dokonać niecnego porwania, a potem zamierzam tuczyć moich zakładników, bo wiesz, mam dużo dobrych rzeczy i w ogóle, o, proszę, tak na pocieszenie, że tutaj utknąłeś z…
Urwała, uznając, że Marta może ich słuchać pod drzwiami i ostatecznie tylko zanurzyła rękę w torbie, żeby złapać jakiś smakołyk i wyciągnąć go w stronę Thomasa.
– To smutne, prawda? To znaczy, siedzieć całą wieczność w łazience. I tylko płakać, i płakać. Się zastanawiam, czy ona była taka cały czas, czy tylko chodzi o to, że no… umarła w tej łazience, właśnie płacząc? – powiedziała, zniżając trochę głos, i zerkając w stronę drzwi, jakby spodziewała się, że zaraz wynurzy się z nich srebrzysta głowa Jęczącej Marty. – Mówiła mnie i Mav, że wiesz, faktycznie umarła w tej łazience. Siedziała w niej, bo jakaś Olivia się z niej wyśmiewała, a potem usłyszała jakiegoś chłopca, otworzyła drzwi… i no…skończyła martwa. To trochę straszne, bo tak trochę brzmi, jakby ją ktoś zamordował.
A wizja mordu dokonanego w szkole jednak Brennę niepokoiła. Ale była pewna, że przeprowadzono wtedy śledztwo, zdawało się jej niemożliwe, żeby do szkoły nie ściągnięto Brygadzistów i aurorów w obliczu czegoś takiego. Biedna, naiwna Brenna, nie zdawał sobie sprawy z tego, że jak tu coś pełzałoby po korytarzach i petryfikowało ludzi, to ściągnięcie z Ministerstwa śledczych, wyszkolonych do rozwiązywania takich zagadek, wcale nie byłoby oczywistym posunięciem, a co najwyżej nauczyciele zaczęliby odprowadzać uczniów do klas, i wszyscy czekaliby z nadzieją, że sytuacja prędzej czy później wróci do normy.
Czarodziejski świat czasem działał w naprawdę dziwny sposób.
– Chyba że miała jakąś chorobę serca albo coś takiego, ale to wtedy by chyba to szybko ustalili…? Swoją drogą mówiła ci, że potem poszła zrujnować jakieś wesele, na którym była to Olivia? Mściwa ta Marta, więc chyba dobrze jej za bardzo nie wkurzać. No w każdym razie, powiedziałabym, że możesz iść ze mną, ale będą same dziewczyny, i to w sumie tylko z drugiej klasy, więc chyba trochę nie dla ciebie i w ogóle. Weź sobie jeszcze cukierka, może dasz Norze? Albo komu tam będziesz chciał i w ogóle – stwierdziła Brenna, a potem pomachała Thomasowi i skierowała się ku najbliższym schodom, by zejść po nich w dół do głównego holu, a potem namierzyć koleżanki, skusić je niecnie zawartością papierowej torby i wyjść na błonia, skoro pogoda tego dnia była jaka taka.
I dość szybko zapomniała o Marcie i jej historii.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.