28.09.2024, 17:17 ✶
Dopiero, kiedy Greengrass przypierdolił ryjem Astarotha o ziemię zorientował się, że zeszli do parteru. Przez myśl przeleciało mu, że ocho, niedobrze było nie móc wykorzystać możliwości nóg i odskoczyć w razie potrzeby, ale no. Stało się. Nie mógł teraz zacząć rozważać swojej pozycji. To nie był moment na zawahanie. Szczególnie, że miał tymczasową przewagę w związku z wykorzystaniem elementu zaskoczenia.
Brat Geraldine ewidentnie go nie docenił. Ambroise mógłby być zdziwiony, bo był niemal pewny, że jego była mogła powiedzieć Astarothowi co nieco o ich przeszłych przebojach. Krótkim loncie, latających talerzach, kłótniach I takich tam. O całym arsenale dowodów na to, że poza sprawami zawodowymi daleko mu było do opanowanego czystokrwistego czarodzieja™. Szczególnie (a może głównie) po pijaku, bo wtedy robiła się bardziej otwarta. Ich relacja nigdy nie zahaczyła o przemoc domową. No. W fizycznym znaczeniu tego słowa, ponieważ Greengrass miał swoje zasady co do podnoszenia ręki na ludzi: bił tylko takie szmaty jak młody Yaxley. Logiczne, że w tym momencie wycierał twarzą wampira podłogę, żeby udowodnić Astarothowi, że wycieranie sobie mordy jego kobietą (przestało być dla niego istotne, że niedoszłą i nie obecną) miało właśnie takie konsekwencje.
Miał w dupie to, że Astaroth został wampirem i głód krwi mógł być zrozumiały. Naprawdę dałoby się to porównać do głodu narkotykowego a taki sprawiał, że narkomani mówili różne nieprzyjemne rzeczy. Ambroise nie był jego krewnym ani opiekunem. Traf chciał, że nie został jego szwagierkiem, który mógłby chcieć zatroszczyć się o tę małą krwiopijczą gnidę. W tym momencie nawet nie zależało mu na tym, żeby zachować pozory przed Geraldine. Zmienił się. Był jeszcze gorszym człowiekiem. Nie musiała tego akceptować, bo ich historia była niemal skończona. Miała się finalnie zakończyć, kiedy jej pomoże ze sprawą, o której rozmawiali tego wieczoru.
Nie zreflektował się, że doszli do momentu, kiedy wypadałoby dodać o ile przeżyje to starcie. Im mniej myślał tym lepiej. Tym bardziej dawał upust furii, która nie przestawała nim władać. Może to Yaxley był drapieżnikiem w dosłownym znaczeniu tego słowa, ale Greengrass nie był ofiarą. Nigdy.
Kierowały nim bardzo pierwotne instynkty. Niemal nie zwracał uwagi na nic poza przeciwnikiem. Kiedy Astaroth spróbował uderzyć go łokciem w jaja, Ambroise uniknął ciosu. Zablokował go, odpowiadając próbą wykręcenia skurwysynowi ręki, ale szybko zmienił zdanie. Zamierzył się kolanem w gardło wampira, próbując obić mu tchawicę.
Czy Astek traci dla mnie oddech?
Brat Geraldine ewidentnie go nie docenił. Ambroise mógłby być zdziwiony, bo był niemal pewny, że jego była mogła powiedzieć Astarothowi co nieco o ich przeszłych przebojach. Krótkim loncie, latających talerzach, kłótniach I takich tam. O całym arsenale dowodów na to, że poza sprawami zawodowymi daleko mu było do opanowanego czystokrwistego czarodzieja™. Szczególnie (a może głównie) po pijaku, bo wtedy robiła się bardziej otwarta. Ich relacja nigdy nie zahaczyła o przemoc domową. No. W fizycznym znaczeniu tego słowa, ponieważ Greengrass miał swoje zasady co do podnoszenia ręki na ludzi: bił tylko takie szmaty jak młody Yaxley. Logiczne, że w tym momencie wycierał twarzą wampira podłogę, żeby udowodnić Astarothowi, że wycieranie sobie mordy jego kobietą (przestało być dla niego istotne, że niedoszłą i nie obecną) miało właśnie takie konsekwencje.
Miał w dupie to, że Astaroth został wampirem i głód krwi mógł być zrozumiały. Naprawdę dałoby się to porównać do głodu narkotykowego a taki sprawiał, że narkomani mówili różne nieprzyjemne rzeczy. Ambroise nie był jego krewnym ani opiekunem. Traf chciał, że nie został jego szwagierkiem, który mógłby chcieć zatroszczyć się o tę małą krwiopijczą gnidę. W tym momencie nawet nie zależało mu na tym, żeby zachować pozory przed Geraldine. Zmienił się. Był jeszcze gorszym człowiekiem. Nie musiała tego akceptować, bo ich historia była niemal skończona. Miała się finalnie zakończyć, kiedy jej pomoże ze sprawą, o której rozmawiali tego wieczoru.
Nie zreflektował się, że doszli do momentu, kiedy wypadałoby dodać o ile przeżyje to starcie. Im mniej myślał tym lepiej. Tym bardziej dawał upust furii, która nie przestawała nim władać. Może to Yaxley był drapieżnikiem w dosłownym znaczeniu tego słowa, ale Greengrass nie był ofiarą. Nigdy.
Kierowały nim bardzo pierwotne instynkty. Niemal nie zwracał uwagi na nic poza przeciwnikiem. Kiedy Astaroth spróbował uderzyć go łokciem w jaja, Ambroise uniknął ciosu. Zablokował go, odpowiadając próbą wykręcenia skurwysynowi ręki, ale szybko zmienił zdanie. Zamierzył się kolanem w gardło wampira, próbując obić mu tchawicę.
Rzut N 1d100 - 16
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Czy Astek traci dla mnie oddech?
