28.09.2024, 23:18 ✶
Walka na pięści z przeciwnikami niebędącymi zwykłymi ludźmi nie brzmiała jak sensowny plan na spędzenie wolnego czasu. Był wtorkowy wieczór. Nawet nie weekend, kiedy normalniejszym było upić się niemal do porzygu i podejmować złe decyzje. No dobrze. Na złe decyzje zawsze była świetna pora. Tak. Jasne.
Jebany skurwysyn wił się jak pijawa...
...którą był - tak w gruncie rzeczy.
Szokujące zatem? Ani trochę. Wkurwiające? A jeszcze kurwa jak.
Tym razem Astaroth był szybszy. Pozbawił go resztek równowagi i w jednej chwili znalazł się nad nim. Sytuacja zaczęła robić się... ...no... ...nie nerwowa. Nerwowa to ona już była, ale akcja zaczynała się zaostrzać a Ambroise nie miał ochoty stracić cielesnego dziewictwa z zębami brata swojej byłej. To brzmiało dokładnie tak jak nie powinno. Jednym słowem: fatalnie. Tym bardziej, że faktyczne bycie prawiczkiem zakończył dawno temu i zdecydowanie nie z siostrą Yaxleya. To byłoby żałosne, gdyby pozwolił Astarothowi wyprzedzić siostrę pod tym kątem.
Ha tfu!
W przenośni i dosłownie. Zebrał całą ślinę w ustach, żeby splunąć siedzącemu na nim wampirowi prosto w ryj. Jeśli miał szczęście, mógł na chwilę wyprowadzić przeciwnika z równowagi i spróbować skopać go z siebie w kilku gwałtownych (dobór słów niezamierzony) ruchach. Zaangażował w to całą swoją siłę i liczył, że to wystarczy, żeby odrzucić Astarotha z powrotem w kierunku połamanej konsolki (gdzie Geraldine dobiłaby brata strzałem karafką w pusty łeb, o czym Ambroise jeszcze nie wiedział). Inaczej mogłoby być kiepsko, ale na to też był przygotowany. Wdawał się w gorsze bójki. Nie planował udowadniać, że ta jest najgłupszą dotychczasową.
Niestety nie wszystko szło po jego myśli. Nie spodobałoby mu się to i możliwe, że nie miało mu się to spodobać, ale w jednym momencie stał się zależny od pomocy ze strony kobiety, która wreszcie (nie dla niego, bo nie chciał jej w to angażować - zaparł się przy własnoręcznych własnopięśćnych? próbach bronienia honoru Geraldine; obiektywnie) zaangażowała się w ich napierdalankę.
Była skuteczna. To trochę go zbiło z tropu. Na chwilę stracił rezon. To mogło się skończyć różnie.
Czy Astaroth dostał śliną w oczy?
(niezależnie od powyższego) Czy udało mi się go skopać, żeby Geraldine nie biła go na mnie?
Jebany skurwysyn wił się jak pijawa...
...którą był - tak w gruncie rzeczy.
Szokujące zatem? Ani trochę. Wkurwiające? A jeszcze kurwa jak.
Tym razem Astaroth był szybszy. Pozbawił go resztek równowagi i w jednej chwili znalazł się nad nim. Sytuacja zaczęła robić się... ...no... ...nie nerwowa. Nerwowa to ona już była, ale akcja zaczynała się zaostrzać a Ambroise nie miał ochoty stracić cielesnego dziewictwa z zębami brata swojej byłej. To brzmiało dokładnie tak jak nie powinno. Jednym słowem: fatalnie. Tym bardziej, że faktyczne bycie prawiczkiem zakończył dawno temu i zdecydowanie nie z siostrą Yaxleya. To byłoby żałosne, gdyby pozwolił Astarothowi wyprzedzić siostrę pod tym kątem.
Ha tfu!
W przenośni i dosłownie. Zebrał całą ślinę w ustach, żeby splunąć siedzącemu na nim wampirowi prosto w ryj. Jeśli miał szczęście, mógł na chwilę wyprowadzić przeciwnika z równowagi i spróbować skopać go z siebie w kilku gwałtownych (dobór słów niezamierzony) ruchach. Zaangażował w to całą swoją siłę i liczył, że to wystarczy, żeby odrzucić Astarotha z powrotem w kierunku połamanej konsolki (gdzie Geraldine dobiłaby brata strzałem karafką w pusty łeb, o czym Ambroise jeszcze nie wiedział). Inaczej mogłoby być kiepsko, ale na to też był przygotowany. Wdawał się w gorsze bójki. Nie planował udowadniać, że ta jest najgłupszą dotychczasową.
Niestety nie wszystko szło po jego myśli. Nie spodobałoby mu się to i możliwe, że nie miało mu się to spodobać, ale w jednym momencie stał się zależny od pomocy ze strony kobiety, która wreszcie (nie dla niego, bo nie chciał jej w to angażować - zaparł się przy własnoręcznych własnopięśćnych? próbach bronienia honoru Geraldine; obiektywnie) zaangażowała się w ich napierdalankę.
Była skuteczna. To trochę go zbiło z tropu. Na chwilę stracił rezon. To mogło się skończyć różnie.
Rzut N 1d100 - 24
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Czy Astaroth dostał śliną w oczy?
Rzut N 1d100 - 4
Akcja nieudana
Akcja nieudana
(niezależnie od powyższego) Czy udało mi się go skopać, żeby Geraldine nie biła go na mnie?