28.09.2024, 23:31 ✶
- Ależ nie ma za co - rzucił, przesadnie łaskawym tonem, uśmiechając się do kuzyna lekko. - Florence już taka jest, tylko psuje ludziom zabawę - skrzywił się delikatnie, ale zaraz nastawił uszu, bo finał całej historyjki zaciekawił go o wiele bardziej. - Kobieta was pobiła? Jesteś pewien że to na nią ktoś rzucił klątwę, a nie na was? Bo o ile dobrze liczę, to było dwóch na jednego. Eh...
Atreusowi zdarzało się bić po twarzy byle kogo i na oślep, ale co już było pewne to to, że nie robił tego przy ludziach, szczególnie kiedy chodziło o bicie osób szeroko rozpoznawalnych i w towarzystwie jego siostry. Florence była uczulona na punkcie tego, jak ich rodzina się prezentowała i jej młodszy brat nawet jeśli często się wygłupiał, to też miał gdzieś z tyłu głowy że nie powinien przesadzać. Na Lammas natomiast było od cholery gapiów i chyba tylko cudem ktoś nie rzucił hasła śmierciożercy, kiedy sytuacja i tak eskalowała do bicia Alexandra przez Hadesa.
- Wiesz co? Nie wiem i mnie to zbytnio nie obchodzi. Nie poznałem go nawet kiedy chodziłem z jego siostrą, ale wygląda jakby miał kija w dupie więc... - wzruszył ramionami, rzucając słowa z pewnym niesmakiem, bo samo wspominanie Philipa, pomimo malowniczego spacyfikowania go, zwyczajnie Atreusa drażniło. - A dziękuję, cieszy mnie twoje poparcie - uśmiechnął się jeszcze, unosząc szklaneczkę i znowu upijając nieco ognistej.
Atreus zmarszczył brwi, przez moment patrząc na Icarusa, jakby go zwyczajnie popierdoliło, ale potem wreszcie się odwrócił, lokalizując delikwenta który był odpowiedzialny za zamieszanie. Skrzywił się jeszcze bardziej, w jakimś niezrozumieniu, bo nawet jeśli widział to trochę do niego nie docierało, że ktoś mógł próbować podprowadzić coś takiego. - Pomyślałeś może kiedyś, ze Cezarowi należy się odrobina wolności? - zapytał, patrząc na dzieciaka, który w cieniu Richiego przestępował z nogi na nogę, jakby uświadamiając sobie coraz bardziej, jak okropnie głupi miał przed chwilą pomysł.
- Mam lepszy pomysł. Ej, młody, jak powiesz nam jak nazywał się gościu, którego właśnie próbowałeś wynieść, to nie wezwiemy Brygady - rzucił do chłopaka. Bardzo, ale to bardzo nie chciał się w to mieszać, bo przybycie brygady wiązało się z wplątaniem w papierkową robotę i stracenie dnia na bzdury. A gnojek wyraźnie nie wiedział co robi i wydawał się... reformowalny. - Jakkolwiek nie odpowie - powiedział cicho do kuzyna - Niech po prostu go Richie weźmie na odpracowanie - wzruszył ramionami, ale mimo wszystko posłał Icarusowi pytające spojrzenie, czy się z nim zgadza.
- Gajusz Juliusz Cezar, pro-proszę szanownego pana! - wyprostował się gwałtownie chłopaczek, wyraźnie nerwowy, ale z jakąś taką mocą i pewnością siebie.
- Ma rację? - zapytał Bulstrode kuzyna, bo prawdę powiedziawszy to on się nigdy nie orientował do końca w tym jego skrzywieniu w stosunku do Rzymu.
Atreusowi zdarzało się bić po twarzy byle kogo i na oślep, ale co już było pewne to to, że nie robił tego przy ludziach, szczególnie kiedy chodziło o bicie osób szeroko rozpoznawalnych i w towarzystwie jego siostry. Florence była uczulona na punkcie tego, jak ich rodzina się prezentowała i jej młodszy brat nawet jeśli często się wygłupiał, to też miał gdzieś z tyłu głowy że nie powinien przesadzać. Na Lammas natomiast było od cholery gapiów i chyba tylko cudem ktoś nie rzucił hasła śmierciożercy, kiedy sytuacja i tak eskalowała do bicia Alexandra przez Hadesa.
- Wiesz co? Nie wiem i mnie to zbytnio nie obchodzi. Nie poznałem go nawet kiedy chodziłem z jego siostrą, ale wygląda jakby miał kija w dupie więc... - wzruszył ramionami, rzucając słowa z pewnym niesmakiem, bo samo wspominanie Philipa, pomimo malowniczego spacyfikowania go, zwyczajnie Atreusa drażniło. - A dziękuję, cieszy mnie twoje poparcie - uśmiechnął się jeszcze, unosząc szklaneczkę i znowu upijając nieco ognistej.
Atreus zmarszczył brwi, przez moment patrząc na Icarusa, jakby go zwyczajnie popierdoliło, ale potem wreszcie się odwrócił, lokalizując delikwenta który był odpowiedzialny za zamieszanie. Skrzywił się jeszcze bardziej, w jakimś niezrozumieniu, bo nawet jeśli widział to trochę do niego nie docierało, że ktoś mógł próbować podprowadzić coś takiego. - Pomyślałeś może kiedyś, ze Cezarowi należy się odrobina wolności? - zapytał, patrząc na dzieciaka, który w cieniu Richiego przestępował z nogi na nogę, jakby uświadamiając sobie coraz bardziej, jak okropnie głupi miał przed chwilą pomysł.
- Mam lepszy pomysł. Ej, młody, jak powiesz nam jak nazywał się gościu, którego właśnie próbowałeś wynieść, to nie wezwiemy Brygady - rzucił do chłopaka. Bardzo, ale to bardzo nie chciał się w to mieszać, bo przybycie brygady wiązało się z wplątaniem w papierkową robotę i stracenie dnia na bzdury. A gnojek wyraźnie nie wiedział co robi i wydawał się... reformowalny. - Jakkolwiek nie odpowie - powiedział cicho do kuzyna - Niech po prostu go Richie weźmie na odpracowanie - wzruszył ramionami, ale mimo wszystko posłał Icarusowi pytające spojrzenie, czy się z nim zgadza.
- Gajusz Juliusz Cezar, pro-proszę szanownego pana! - wyprostował się gwałtownie chłopaczek, wyraźnie nerwowy, ale z jakąś taką mocą i pewnością siebie.
- Ma rację? - zapytał Bulstrode kuzyna, bo prawdę powiedziawszy to on się nigdy nie orientował do końca w tym jego skrzywieniu w stosunku do Rzymu.