28.09.2024, 23:49 ✶
Zmrużyła gniewnie oczy, gdy wspomniał o przeszkoleniu w zamykaniu ludziom ust. Co za pacan! Jak on mógł! Roselyn tupnęła nogą. Tak, tupnęła nogą niczym mała dziewczynka, zwracając na siebie uwagę nie tylko pracownic kawiarni, ale także części klientów, którzy dostrzegli przez wielką, czystą szybę gwałtowny ruch. I owszem, zachowywała się teraz bardzo infantylnie, jak ten bachor od których ją zwyzywał, ale już nie potrafiła panować nad emocjami. Z jej oczu popłynęły łzy, jednak to nie były łzy rozpaczy. To były łzy złości, których nie potrafiła powstrzymać. Spłynęły po jej policzkach, nie rozmazując jednak makijażu, bo co jak co ale Potterowie mieli doskonałe, nierozmazujące się kosmetyki. Czapki z głów, będzie musiała kupić tego więcej.
- Jak będę chciała, to zamknę mu mordę nawet pocałunkiem i nic ci kurwa do tego! - teraz ona podniosła głos. Zdecydowanie nie powinni byli rozmawiać na Pokątnej, w miejscu publicznym, ale w tym całym swoim misternym planie nie przemyślała jednej rzeczy: że oboje się tak uniosą, że zrobią ze spotkania istne show. - Och, możemy rozmawiać na poziomie, oczywiście. Mam się położyć na ziemi?
Uśmiechnęła się złośliwie, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Rozejm? Jaki rozejm? Roselyn dopiero się rozkręcała, pytanie tylko czy rozsierdzi tymi docinkami brata, czy może wręcz przeciwnie? Jak była zła, to język miała ostry niczym brzytwa. Problem tylko w tym, że nie powinna tej ostrości kierować w kierunku brata, ale Merlin jej świadkiem, że naprawdę starała się wyciągnąć do niego na początku tej rozmowy dłoń. Tylko że on przyszedł tutaj jak najeżony kot, który dopiero co opuścił kuwetę. I po prostu teraz nie panowała nad sobą, co widać było po łzach, spływających po jej policzkach, i zaciśniętych w wąską kreskę ustach.