29.09.2024, 01:15 ✶
Interwencja ze strony Geraldine na chwilę zbiła go z tropu. W całej ten wściekłości niemal zapomniał, że nie jest tu sam na sam z Astarothem. Liczyło się dla niego to, żeby dać temu małemu ssakowi popalić. Nie dbał o nic więcej. Nawet o swoje własne ciało, które nie bolało go tylko dzięki adrenalinie buzującej w żyłach. Niby wiedział, że kiedy emocje opadną srogo pożałuje swojego wyskoku. O ile w ogóle dotrwa świtu, co zaczynało być kwestią sporną. Yaxley zapewne miał co do tego inne plany niż Greengrass.
No. To było nawet bardziej pewne niż zapewne biorąc pod uwagę to, że Ambroise był nazbyt świadomy sposobu, w który wampir świdrował wzrokiem jego żyły. Skurwysyn nawet nie ukrywał, że pragnął wgryźć mu się w szyję i napoić się taką ilością krwi jaką tylko był w stanie z niego wyssać. Skurwysyn mógł się również całkiem niemiło zdziwić, ponieważ krew uzdrowiciela najpewniej nie była zbyt czysta.
Nie pił tego dnia. Nie miał alkoholu we krwi. Przyjmował wiele różnych eliksirów i maści z uwagi na swoją chorobę a część roślin będących ich składnikami smakowała goryczą już na poziomie pierwszego picia wywaru. Co prawda nie interesowało go jak pyszny był (miał w sobie bardzo dużo pychy tak swoją drogą), ale raczej nie był smaczny. Nie chciał się o tym dowiadywać, szczególnie z ust brata Geraldine.
Tym bardziej, że tego wieczoru usłyszał dostatecznie dużo rzeczy, że nie musiał czekać na kolejne. Niespecjalnie je teraz rejestrował, choć w innym wypadku na pewno drgnęła by mu brew na słowa Geraldine. Jednakże w tej chwili starał się wyswobodzić z imadła zarzuconego mu przez łapy Astarotha. Już niemal witał się z zębiskami wampira, kiedy usłyszał głośny huk i poczuł sypiące się na nich kawałki szkła a po twarzy pociekł mu rozlany alkohol.
Ognista. Całkiem dobra. Droga poczuł to, kiedy spłynęła mu po kąciku ust.
Nim się obejrzał, Astaroth został ponownie zaatakowany i odciągnięty na tyle, żeby Ambroise bez zastanowienia na oślep sięgnął po połamaną nogę od konsolki i spróbował zamachnąć się ostrą częścią w brzuch Yaxleya. Chciał mu wbić tę nogę pod żebra, wykonując dwa szybkie dźgnięcia.
Czy od razu wyszedł shish kebap?
Gdyby nie to czy powiodło się za drugim razem?
Jeśli nie to noga się pewnie połamała, ale są jeszcze trzy
No. To było nawet bardziej pewne niż zapewne biorąc pod uwagę to, że Ambroise był nazbyt świadomy sposobu, w który wampir świdrował wzrokiem jego żyły. Skurwysyn nawet nie ukrywał, że pragnął wgryźć mu się w szyję i napoić się taką ilością krwi jaką tylko był w stanie z niego wyssać. Skurwysyn mógł się również całkiem niemiło zdziwić, ponieważ krew uzdrowiciela najpewniej nie była zbyt czysta.
Nie pił tego dnia. Nie miał alkoholu we krwi. Przyjmował wiele różnych eliksirów i maści z uwagi na swoją chorobę a część roślin będących ich składnikami smakowała goryczą już na poziomie pierwszego picia wywaru. Co prawda nie interesowało go jak pyszny był (miał w sobie bardzo dużo pychy tak swoją drogą), ale raczej nie był smaczny. Nie chciał się o tym dowiadywać, szczególnie z ust brata Geraldine.
Tym bardziej, że tego wieczoru usłyszał dostatecznie dużo rzeczy, że nie musiał czekać na kolejne. Niespecjalnie je teraz rejestrował, choć w innym wypadku na pewno drgnęła by mu brew na słowa Geraldine. Jednakże w tej chwili starał się wyswobodzić z imadła zarzuconego mu przez łapy Astarotha. Już niemal witał się z zębiskami wampira, kiedy usłyszał głośny huk i poczuł sypiące się na nich kawałki szkła a po twarzy pociekł mu rozlany alkohol.
Ognista. Całkiem dobra. Droga poczuł to, kiedy spłynęła mu po kąciku ust.
Nim się obejrzał, Astaroth został ponownie zaatakowany i odciągnięty na tyle, żeby Ambroise bez zastanowienia na oślep sięgnął po połamaną nogę od konsolki i spróbował zamachnąć się ostrą częścią w brzuch Yaxleya. Chciał mu wbić tę nogę pod żebra, wykonując dwa szybkie dźgnięcia.
Rzut N 1d100 - 42
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Czy od razu wyszedł shish kebap?
Rzut N 1d100 - 99
Sukces!
Sukces!
Gdyby nie to czy powiodło się za drugim razem?
Jeśli nie to noga się pewnie połamała, ale są jeszcze trzy