29.09.2024, 08:36 ✶
Bulstrode zmarszczył brwi i spojrzał na Erika, bo chyba weszli właśnie na jakiś wyższy poziom świadomości i komunikacji, gdzie mogli całą rozmowę przeprowadzić bez chociażby pół słowa czy nawet fal. Wystarczyło spojrzenie, bo auror był w tym momencie bezbrzeżnie oburzony i gównażerią i Longbottomem, który wydawał mu się kategorycznie zabraniać jakiegokolwiek znęcania się nad nieletnimi. A szkoda, bo im się należało za bycie małymi cwaniakami.
Zapach alkoholu, który roztaczał się dookoła szlachetnie broniącego dzieciaki obywatela chyba nie był tylko na pokaz, bo kiedy Erik z gracją uniknął jego żałosnych manewrów, ten zachwiał się wyraźnie, kiedy nie napotkał na swojej drodze żadnego oporu. Bulstrode z resztą też zrobił jak na komendę krok w tył, nie chcąc znaleźć się w zasięgu rąk mężczyzny. Trochę w sumie się bał, że te turbulencje jeszcze mu wywrócą żołądek i wszystko czym właśnie walił wyleje się na bruk i nie daj matko - na niego. Ale Longbottom najwyraźniej nie miał problemów z obściskiwaniem typa; z łatwością złapał go za fraki i nawet jeśli ten się próbował szamotać, to bardzo słabo i nieefektownie. Nie miał na to chyba siły.
- Ja na nikogo nie napadam!! - oznajmił oburzony i czknął. Głos miał jednak pełen werwy i świadczący o tym, że informacja o tym z kim ma do czynienia chyba przeleciała mu koło ucha. - To wy napadacie! Funkcjonariusze, psia mać - splunął, ale nieudolnie i trafił na swoje buty. - W mundurze myślicie, że wszystko wam wolno, a do dzieciaków zamierzacie się dobierać!
Atreus uśmiechnął się do Erika dziwnie, słysząc skierowane w jego stronę pytanie. Oj, jak jego go w tym momencie kusiło, żeby zaprzeczyć. No przecież to była idealna ku temu sytuacja, którą tylko podsycało nagle zafiksowane na nim spojrzenie pijaczka. Ale musiał wziąć się w garść, bo inaczej nigdy się chyba tego zaszczanego bojownika nie pozbędą.
- Prawda - przyznał niemal przyjacielskim tonem, który jednak dla trzeźwego Erika był wyraźnie wymuszony. Facet zaburczał coś pod nosem i wierzgnął, na co auror skrzywił się tylko. - Słuchaj no. Dzieciaki i tak już dały nogę, więc łaskawie skorzystać z okazji i wracaj do dziury z której wylazłeś, dalej walić wódę, bo kolega zaoferuje ci trzecią opcję w trybie przyśpieszonym.
Zapach alkoholu, który roztaczał się dookoła szlachetnie broniącego dzieciaki obywatela chyba nie był tylko na pokaz, bo kiedy Erik z gracją uniknął jego żałosnych manewrów, ten zachwiał się wyraźnie, kiedy nie napotkał na swojej drodze żadnego oporu. Bulstrode z resztą też zrobił jak na komendę krok w tył, nie chcąc znaleźć się w zasięgu rąk mężczyzny. Trochę w sumie się bał, że te turbulencje jeszcze mu wywrócą żołądek i wszystko czym właśnie walił wyleje się na bruk i nie daj matko - na niego. Ale Longbottom najwyraźniej nie miał problemów z obściskiwaniem typa; z łatwością złapał go za fraki i nawet jeśli ten się próbował szamotać, to bardzo słabo i nieefektownie. Nie miał na to chyba siły.
- Ja na nikogo nie napadam!! - oznajmił oburzony i czknął. Głos miał jednak pełen werwy i świadczący o tym, że informacja o tym z kim ma do czynienia chyba przeleciała mu koło ucha. - To wy napadacie! Funkcjonariusze, psia mać - splunął, ale nieudolnie i trafił na swoje buty. - W mundurze myślicie, że wszystko wam wolno, a do dzieciaków zamierzacie się dobierać!
Atreus uśmiechnął się do Erika dziwnie, słysząc skierowane w jego stronę pytanie. Oj, jak jego go w tym momencie kusiło, żeby zaprzeczyć. No przecież to była idealna ku temu sytuacja, którą tylko podsycało nagle zafiksowane na nim spojrzenie pijaczka. Ale musiał wziąć się w garść, bo inaczej nigdy się chyba tego zaszczanego bojownika nie pozbędą.
- Prawda - przyznał niemal przyjacielskim tonem, który jednak dla trzeźwego Erika był wyraźnie wymuszony. Facet zaburczał coś pod nosem i wierzgnął, na co auror skrzywił się tylko. - Słuchaj no. Dzieciaki i tak już dały nogę, więc łaskawie skorzystać z okazji i wracaj do dziury z której wylazłeś, dalej walić wódę, bo kolega zaoferuje ci trzecią opcję w trybie przyśpieszonym.