Z jakiegoś powodu, Laurence poczuł ukłucie zazdrości, usłyszawszy jej odpowiedź, odnośnie znajomości z duchem. Choć nie powinien mieć powodów do obaw, gdyż ten mężczyzna przegrał w szachy ze śmiercią, albo z maszyną do szycia. To jednak poczuł się jakby w tej chwili nie był ważny. Skoro projektant umarł, Camille nie miała skończonej sukni, powinni udać się od razu do Rosiera. A tutejszy incydent, zgłosiłby zaraz do Ministerstwa, aby zbadali miejsce i sprawę.
Lestrange uniósł brew ku górze, kiedy usłyszał słowa Camille, odnośnie zmarłych. Zaskoczyła tymi słowami samego Anthony’ego, który jeszcze bardziej wyglądał na zmieszanego. Zszokowanego. Czy on umarł? On był zmarłym?
- Ja… ja…Znów zaczął się jąkać. Spoglądając zaraz na Lestrange’a, jakby chciał z nim przeprowadzić jakąś rozmowę, o coś zapytać. Dostrzegł widocznie jego wzrok nieprzychylny do końca całej tej scenie.
- Jeśli chcesz ze mną powalczyć na spojrzenia, przegrasz.
Zwrócił się Laurence do ducha, a ten szybko odwrócił spojrzenie. Cofnąwszy się jakby wystraszony. Podjął ostatecznie rozmowę z Delacour.
Lestrange sprawdził drzwi, a te puściły. To znaczy, że mogli spokojnie odejść. Pytanie, czy na pewno?
- Camille.Zwrócił się do swojej partnerki, chcąc pokazać, że mogą opuścić miejsce. Ale to co zobaczył, drgnęło nim. Podszedł bliżej, aby chwycić jej ramię i odsunąć od ducha.
- Chodźmy. Zgłoszę sprawę do Ministerstwa i zajmą się nim. Zabezpieczą sklep.
Chciał ją przekonać, gdyż zauważył że chyba zamierzała zostać. Nie miał pewności, czy ów duch nie działał na nią hipnotyzująco.
- Nie mam pojęcia….
Anthony nie umiał odpowiedzieć Camille na to pytanie, gdzie są wszyscy. Nie skupiał się na tym. Tylko na niedokończonej sukni dla niej. To by znaczyło, że najpewniej nie miał pojęcia, że jego sklep był otwarty.