W tym momencie Chester był naprawdę straszny. Nie chciał po dobroci zapomnieć o sprawie. Tej małej niewinnej kradzieży, w której Richard chciał spróbować czegoś nowego. Czegoś dla nieletnich zakazanego. Czy nie lepiej jak sięgnie po papierosy niż alkohol czy inne prochy? Miał trudne dzieciństwo. Ojciec go bił! Dlaczego jego Chester nie aresztuje? Nie zrobi tego, gdyż Richard odwagi nie miał aby przyznać się otwarcie komukolwiek, jaka krzywda się mu dzieje. Nie miał odwagi donosić na ojca, aby mówić o nim publicznie źle.
Słysząc zapewnienie, z którego wynikało że Rookwood, nie pozostawi tej sprawy i powie jego ojcu, sprawiło że Richard pobladł. Jakby wiedział, co go czeka. Ale, może do przyjazdu rodziców, Chester o tej sprawie zapomni?
Auror był nieugięty. A kiedy wspomniał o całowaniu z dziewczyną, mina Richarda zmieniła się na takie "blee, ohyda", całowanie z dziewczyną jakoś go odrzucało. W przyszłości może inaczej na to spojrzy.
Nie udało się także zmieniać temat, aby przestać gadać o incydencie w szkole, dotyczącym zabójstwa Marty Warren. W dodatku Richard dostał mocne ostrzeżenie na temat ukrywania zbrodni, jeżeli coś faktycznie wiedział, widział, brał udział. Tak, jest młody i głupi. Od teraz wiedział, że będzie musiał uważać, co i komu mówi. Te słowa sprawiły, że Richard zamilkł, zaciskając usta w wąską linię. Wpadł? Mógł nie mówić otwarcie, jak bardzo cieszy go śmierć Warrenowej.
- Nie zauważyłem.Odparł z przekonaniem. Skoro Robert powiedział wszystko, on nie będzie niczego dodawał. Musi z bratem o tym porozmawiać. I na całe szczęście, Rookwood odpuścił mu już. Zostawiając go na tym tarasie. Kiedy zniknął, Richard poczuł tak głęboką ulgę, że aż usiadł na zimnej posadzce i łapał powietrze. Ulga i jednocześnie strach. Strach przed rodzicem, który go na pewno spierze. Zleje w dupę i jeszcze wyprawi mu jakieś kazania. Nie miał też pojęcia, jak wiele z tej rozmowy Chester powie jego rodzicielowi. Pozbierał się i udał w poszukiwanie brata, aby z nim porozmawiać. Jedynej osoby, jakiej może ufać.
Ze śmiercią Marty Warren nie miał nic wspólnego. Wiedział tyle samo co jego brat Robert. Sam też w nocy przebywał na korytarzu, ale kiedy usłyszał krzyk i dostrzegł w oddali ruch w kierunku damskiej łazienki, schował się we wnęce, obserwując z ukrycia kto wchodził, albo wychodził. Może i był głupi, jeżeli chodzi o okradanie kogoś, to jednak nie na tyle, aby mieszać się do czyjegoś zabójstwa.