29.09.2024, 15:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.09.2024, 15:22 przez Anthony Shafiq.)
Nie rozumiał zachowania młokosa, który wszak miał tylko przyjść i odmalować mu pomieszczenia dla gości. Nie rozumiał napięcia, jakie ten wytworzył podczas ich ostatniej rozmowy i... ponad wszystko nie rozumiał tego co zastał w pokoju wspólnym.
Jednym ruchem różdżki pozbył się drażniącego zapachu krwi, zapominając w tym wszystkim o ubrudzonym ubraniu. Był oklumentą, więc magia obrazu bynajmniej nie zadziałała na niego w jakikolwiek sposób, ale już fakt, że rzeczywiście kolor który widział był tym samym, który widzieli inni szalenie go rozbawił, zmywając niesmak buty zatrudnionego rzemieślnika. Wpatrywał się w niego dość, by z piersi wyrwał mu się niekontrolowany zbytnio chichot, a zaraz potem dźwignął się by skreślić kilka słów do przyczyny całego zajścia - osoby polecającej ów malarza. Dziwił się, że osoba o takiej wyobraźni nie zajmuje się zawodowo sztuką, ale kim był, by wskazywać młodym drogę. Lorraine nauczyła go tego, że w przypadku zwłaszcza Malfoyów nie ma to większego sensu, a tak mu się wydawało, że był to któryś z jej zubożałych krewnych. Nie omieszkał też poinformować Morpheusa, choć wątpił aby przyjaciel doceniał ten zmyślny żart z takim samym zaangażowaniem. Z całą pewnością nie zamierzał jednak tego zamalowywać, choć zmyślne draperie oczywiście pojawiły się następnego dnia na tej ścianie. Nie dlatego, że jakkolwiek uznawał fresk za bohomaz pełen gniewu urażonej dumy, ale dlatego, że nie chciał pokazywać go każdemu. Lubił bowiem pierwsze eksponaty swoich kolekcji zatrzymywać tylko dla wybranych...
Jednym ruchem różdżki pozbył się drażniącego zapachu krwi, zapominając w tym wszystkim o ubrudzonym ubraniu. Był oklumentą, więc magia obrazu bynajmniej nie zadziałała na niego w jakikolwiek sposób, ale już fakt, że rzeczywiście kolor który widział był tym samym, który widzieli inni szalenie go rozbawił, zmywając niesmak buty zatrudnionego rzemieślnika. Wpatrywał się w niego dość, by z piersi wyrwał mu się niekontrolowany zbytnio chichot, a zaraz potem dźwignął się by skreślić kilka słów do przyczyny całego zajścia - osoby polecającej ów malarza. Dziwił się, że osoba o takiej wyobraźni nie zajmuje się zawodowo sztuką, ale kim był, by wskazywać młodym drogę. Lorraine nauczyła go tego, że w przypadku zwłaszcza Malfoyów nie ma to większego sensu, a tak mu się wydawało, że był to któryś z jej zubożałych krewnych. Nie omieszkał też poinformować Morpheusa, choć wątpił aby przyjaciel doceniał ten zmyślny żart z takim samym zaangażowaniem. Z całą pewnością nie zamierzał jednak tego zamalowywać, choć zmyślne draperie oczywiście pojawiły się następnego dnia na tej ścianie. Nie dlatego, że jakkolwiek uznawał fresk za bohomaz pełen gniewu urażonej dumy, ale dlatego, że nie chciał pokazywać go każdemu. Lubił bowiem pierwsze eksponaty swoich kolekcji zatrzymywać tylko dla wybranych...
Koniec sesji