29.09.2024, 16:53 ✶
Sześć minut.
Wszystko zależało od perspektywy. Czasem ów sześć minut mogło kogoś kosztować utratę pracy. Czasem ów sześć minut znikało wobec miesięcy czekania na odpowiedź, wybaczone nim w ogóle zaistniało.
Tego dnia Anthony miał wyborny nastrój, zdążył już ochłonąć po rewelacjach, które jego przyjaciel zdradził mu pod gwiezdnym sklepieniem, zdążył już ochłonąć po kolejnych rewelacjach, które inny przyjaciel zdradził mu pod sklepieniem jego własnej piwnicy, czekał tylko aż jego ukochany również zasypie go swoimi rewelacjami. Właściwie nie czekał. Oczekiwał tego. Tajemnice i sekreciki, organizacje, ścigająca Cię przeszłość i ciężar oczekiwań, których może nie mieli wobec niego, ale on sam miał wobec siebie. To spotkanie miało być puste od tego typu myśli. To spotkanie miało być miłą pogadanką o...
...świeczkach w kształcie męskich genitaliów?
Domyślał się, że Richard musiał być wyjątkowo niezadowolony z takiej potwarzy na rodzinnym nazwisku, choć wobec skali jaką tworzył Alexander Mulciber, ciężko było w ogóle mówić o skandalu. Wiedział, że Lorien szarpała się z tą sprawą mocno, ale przeczuwał, że to tylko zasłona dymna dla problemu o wiele głębszego, z którym na razie nie chciała się z nim podzielić. Być może nigdy, wobec jej przypadłości każda chwila mogła być tą ostatnią.
Domyślał się, wiedział, ale był też ciekaw ich wersji, jak również współudziału w tym wszystkim Leonarda, którego ominęła sława wynikająca z wątpliwie korzystnej prasy.
Na szczęście nie był ich ojcem. Na szczęście mógł być tylko doradcą, a dystans ten dawał mu wiele, wiele luzu i swobody w zachowaniu.
– Chłopcy na reszcie się spotykamy! – podjął ciepło w mowie ziemi na której się wychowywali, podnosząc się z miejsca i każdego z nich obdarzając życzliwym objęciem, choć pozbawionym wylewności osób, które nie potrafią zbytnio nad sobą panować. Zabawne, że będąc w Norwegii zwykł mówić płynną angielszczyzną, a tu zaś zawsze zachęcał ich do sięgania po norweski.
–Napijecie się czegoś? Kawy? Herbaty? Może macie ochotę na szarlotkę, albo eccles cakes? – dopytywał gestem wzywając obsługującą, z zamiarem zamówienia im co tylko sobie zażyczą, a co było dostępne w karcie.
Wszystko zależało od perspektywy. Czasem ów sześć minut mogło kogoś kosztować utratę pracy. Czasem ów sześć minut znikało wobec miesięcy czekania na odpowiedź, wybaczone nim w ogóle zaistniało.
Tego dnia Anthony miał wyborny nastrój, zdążył już ochłonąć po rewelacjach, które jego przyjaciel zdradził mu pod gwiezdnym sklepieniem, zdążył już ochłonąć po kolejnych rewelacjach, które inny przyjaciel zdradził mu pod sklepieniem jego własnej piwnicy, czekał tylko aż jego ukochany również zasypie go swoimi rewelacjami. Właściwie nie czekał. Oczekiwał tego. Tajemnice i sekreciki, organizacje, ścigająca Cię przeszłość i ciężar oczekiwań, których może nie mieli wobec niego, ale on sam miał wobec siebie. To spotkanie miało być puste od tego typu myśli. To spotkanie miało być miłą pogadanką o...
...świeczkach w kształcie męskich genitaliów?
Domyślał się, że Richard musiał być wyjątkowo niezadowolony z takiej potwarzy na rodzinnym nazwisku, choć wobec skali jaką tworzył Alexander Mulciber, ciężko było w ogóle mówić o skandalu. Wiedział, że Lorien szarpała się z tą sprawą mocno, ale przeczuwał, że to tylko zasłona dymna dla problemu o wiele głębszego, z którym na razie nie chciała się z nim podzielić. Być może nigdy, wobec jej przypadłości każda chwila mogła być tą ostatnią.
Domyślał się, wiedział, ale był też ciekaw ich wersji, jak również współudziału w tym wszystkim Leonarda, którego ominęła sława wynikająca z wątpliwie korzystnej prasy.
Na szczęście nie był ich ojcem. Na szczęście mógł być tylko doradcą, a dystans ten dawał mu wiele, wiele luzu i swobody w zachowaniu.
– Chłopcy na reszcie się spotykamy! – podjął ciepło w mowie ziemi na której się wychowywali, podnosząc się z miejsca i każdego z nich obdarzając życzliwym objęciem, choć pozbawionym wylewności osób, które nie potrafią zbytnio nad sobą panować. Zabawne, że będąc w Norwegii zwykł mówić płynną angielszczyzną, a tu zaś zawsze zachęcał ich do sięgania po norweski.
–Napijecie się czegoś? Kawy? Herbaty? Może macie ochotę na szarlotkę, albo eccles cakes? – dopytywał gestem wzywając obsługującą, z zamiarem zamówienia im co tylko sobie zażyczą, a co było dostępne w karcie.