29.09.2024, 17:25 ✶
– Och... to tylko kwestia dokumentów, ja mogę... – już chciał posłać po Enzo, któremu pomimo jego mugolackiego pochodzenia trudno było odmówić profesjonalnego podejścia do kwestii biurokracji, gdy jego wzrok padł na pieczęć.
– Rejestr wilkołaków tutaj? – Zmrużył ślepia, bezsprzecznie przyznając się do tego jak świetnie jest obyty w ministerialnej heraldyce zwłaszcza tego Departamentu. Postąpił kilka kroków bez zaproszenia, zamykając za sobą drzwi do gabinetu, a jego długie, pianistyczne palce zaczęły pospiesznie przeczesywać złączone ze sobą karty i teczki. – Tu skrzaty, tu w końcu smoki, a tu proszę... archiwa... To nie wygląda na pomyłkę moja droga. – Brzmiał poważnie, jego twarz ściągnął nieprzyjemny grymas, a wzrok na moment uciekł do kalekiej ręki. Sprzątanie tego realnie zajęłoby jej wieczność, magia była zbyt surowa, zbyt niedokładna by segregować dokumenty, co z resztą tłumaczyło biurokratyczną machinę ministerstwa aż nazbyt dobrze. Jego oddział pracował bez zarzutu. W jego oddziale za takie coś posypałaby się cudza głowa.
Tutaj jednak to nie było jego królestwo, a miał świadomość że Rowle - szef Departamentu - boryka się z wieloma problemami, których on w OMSHMie zwyczajnie nie ma. Trochę też - możliwie, że zaskrzypiała jego dawno nieużywana empatia - obawiał się, że zgłoszenie problemu może poddać w wątpliwość zasadność zatrudniania kogoś bez ręki, kogoś, kto jest połowę mniej efektywny od w pełni sprawnej osoby.
Decyzja podjęła się sama.
Anthony eleganckim ruchem przysunął sobie krzesło do biurka i usiadł, ruchem różdżki tworząc lewitujące złociste tace. Każda z nich miała symbol biura Departamentu, jedna przedstawiała pieczęć archiwum.
– Reagują na łacinę – powiedział tak, jakby była to najoczywistsza rzecz na świecie i zaczął bez słowa segregować. Dokument po dokumencie. Teczki na razie zostawił i przestrzegł przed tym Monę:
– Nie wiemy, czy żartowniś nie pomieszał również tej treści, zostawmy je na koniec, to i tak niewiele zmieni, a przecież nie możemy sobie pozwolić na pomyłki, czyż nie?
Wrócił do porządków, a potem złapał się na refleksji, że Jonathan byłby pewnie bardzo dumny widząc swojego przełożonego pomagającego komuś, a przy okazji robiącego biurową pracę nawet jeśli to nie było jego biuro, jego piętro. Cóż, dlatego też będzie musiał dopilnować, żeby jego rosły zastępca nigdy się o tym nie dowiedział. Bardzo to mogłoby zaszkodzić jego reputacji.
– Rejestr wilkołaków tutaj? – Zmrużył ślepia, bezsprzecznie przyznając się do tego jak świetnie jest obyty w ministerialnej heraldyce zwłaszcza tego Departamentu. Postąpił kilka kroków bez zaproszenia, zamykając za sobą drzwi do gabinetu, a jego długie, pianistyczne palce zaczęły pospiesznie przeczesywać złączone ze sobą karty i teczki. – Tu skrzaty, tu w końcu smoki, a tu proszę... archiwa... To nie wygląda na pomyłkę moja droga. – Brzmiał poważnie, jego twarz ściągnął nieprzyjemny grymas, a wzrok na moment uciekł do kalekiej ręki. Sprzątanie tego realnie zajęłoby jej wieczność, magia była zbyt surowa, zbyt niedokładna by segregować dokumenty, co z resztą tłumaczyło biurokratyczną machinę ministerstwa aż nazbyt dobrze. Jego oddział pracował bez zarzutu. W jego oddziale za takie coś posypałaby się cudza głowa.
Tutaj jednak to nie było jego królestwo, a miał świadomość że Rowle - szef Departamentu - boryka się z wieloma problemami, których on w OMSHMie zwyczajnie nie ma. Trochę też - możliwie, że zaskrzypiała jego dawno nieużywana empatia - obawiał się, że zgłoszenie problemu może poddać w wątpliwość zasadność zatrudniania kogoś bez ręki, kogoś, kto jest połowę mniej efektywny od w pełni sprawnej osoby.
Decyzja podjęła się sama.
Anthony eleganckim ruchem przysunął sobie krzesło do biurka i usiadł, ruchem różdżki tworząc lewitujące złociste tace. Każda z nich miała symbol biura Departamentu, jedna przedstawiała pieczęć archiwum.
– Reagują na łacinę – powiedział tak, jakby była to najoczywistsza rzecz na świecie i zaczął bez słowa segregować. Dokument po dokumencie. Teczki na razie zostawił i przestrzegł przed tym Monę:
– Nie wiemy, czy żartowniś nie pomieszał również tej treści, zostawmy je na koniec, to i tak niewiele zmieni, a przecież nie możemy sobie pozwolić na pomyłki, czyż nie?
Wrócił do porządków, a potem złapał się na refleksji, że Jonathan byłby pewnie bardzo dumny widząc swojego przełożonego pomagającego komuś, a przy okazji robiącego biurową pracę nawet jeśli to nie było jego biuro, jego piętro. Cóż, dlatego też będzie musiał dopilnować, żeby jego rosły zastępca nigdy się o tym nie dowiedział. Bardzo to mogłoby zaszkodzić jego reputacji.