29.09.2024, 19:46 ✶
Popatrzył z zaciekawieniem na dom, nie nadając jednak swojej twarzy ani głębokiej aprobaty, ani dezaprobaty. Rozważał. Zastanawiał się. Kalkulował.
– Cóż, moja letnia rezydencja kiedyś była przeze mnie odwiedzana tylko okazjonalnie, głównie na kilka dni przed przyjęciami Złotej karty. Teraz jednak coraz częściej uciekam tutaj od gwaru miasta, a miejsce, które kiedyś kojarzyło mi się z gwarem rozmów i biesiadą, zamieniło się w samotnię wysyconą nostalgicznymi przemyśleniami. Choć może to nie miejsce się zmieniło, tylko ja. – Uśmiechnął się po tych słowach łagodnie, jakby orientując się, że może pozwala sobie na zbyt wiele. – Bez względu na cel, jeśli masz zaplecze finansowe, warto pomyśleć o takim zakupie nawet w formie inwestycji. Nieruchomości rzadko kiedy tracą na wartości, a własne miejsce na przechowywanie cennych "wspomnień", zawsze pozytywnie wpływa na niezależne od rodziny kształtowanie swojego życia. – Ręce miał założone za plecami, gdy dawał się zaprowadzić Atreusowi do środka posiadłości.
– Och, tak, rzeczywiście chodzi o Longbottoma – przyznał nieco zaskoczony szybkością przepływu informacji. Nie przypominał sobie, żeby o tym z kimkolwiek rozmawiał poza najbliższym kręgiem, ale Morpheus mógł już ruszyć machinę remontową, a świat był mały. – Jak najbardziej jesienią. Kupił miejsce niemalże rozpadające się, od lat zaniedbywane przez swojego poprzedniego właściciela.– Charakterystyczny uśmiech przemknął przez szczupłą twarz, wokół oczy pokazało się kilka kurzych łapek subtelnej psoty, gdy mówił o sobie tak, żeby nie było to zbyt oczywiste. Nie po to jego imiennik podrabiał dokumenty sugerujące, że to ziemie kogo innego, żeby teraz tak łatwo dawał się odkryć w tej materii.
– Przyznam, całkiem samolubnie, że byłbym rad gdybyś się zdecydował. Little Hangleton to dość ponura okolica, przyda mu się odrobinę światła i młodzieńczej świeżości. Animuszu. A tego Ci nie brakowało nigdy Atreusie – dodał całkiem szczerze, znając mocne strony, jak i słabości ambitnego aurora. I bezpieczeństwo... tego nigdy nie było dość, a Anthony od czasu gdy Morpheus wciągnął go w wir knowań i ogólnokrajowego konfliktu kwestie bezpieczeństwa zaczął stawiać bardzo wysoko.
– Cóż, moja letnia rezydencja kiedyś była przeze mnie odwiedzana tylko okazjonalnie, głównie na kilka dni przed przyjęciami Złotej karty. Teraz jednak coraz częściej uciekam tutaj od gwaru miasta, a miejsce, które kiedyś kojarzyło mi się z gwarem rozmów i biesiadą, zamieniło się w samotnię wysyconą nostalgicznymi przemyśleniami. Choć może to nie miejsce się zmieniło, tylko ja. – Uśmiechnął się po tych słowach łagodnie, jakby orientując się, że może pozwala sobie na zbyt wiele. – Bez względu na cel, jeśli masz zaplecze finansowe, warto pomyśleć o takim zakupie nawet w formie inwestycji. Nieruchomości rzadko kiedy tracą na wartości, a własne miejsce na przechowywanie cennych "wspomnień", zawsze pozytywnie wpływa na niezależne od rodziny kształtowanie swojego życia. – Ręce miał założone za plecami, gdy dawał się zaprowadzić Atreusowi do środka posiadłości.
– Och, tak, rzeczywiście chodzi o Longbottoma – przyznał nieco zaskoczony szybkością przepływu informacji. Nie przypominał sobie, żeby o tym z kimkolwiek rozmawiał poza najbliższym kręgiem, ale Morpheus mógł już ruszyć machinę remontową, a świat był mały. – Jak najbardziej jesienią. Kupił miejsce niemalże rozpadające się, od lat zaniedbywane przez swojego poprzedniego właściciela.– Charakterystyczny uśmiech przemknął przez szczupłą twarz, wokół oczy pokazało się kilka kurzych łapek subtelnej psoty, gdy mówił o sobie tak, żeby nie było to zbyt oczywiste. Nie po to jego imiennik podrabiał dokumenty sugerujące, że to ziemie kogo innego, żeby teraz tak łatwo dawał się odkryć w tej materii.
– Przyznam, całkiem samolubnie, że byłbym rad gdybyś się zdecydował. Little Hangleton to dość ponura okolica, przyda mu się odrobinę światła i młodzieńczej świeżości. Animuszu. A tego Ci nie brakowało nigdy Atreusie – dodał całkiem szczerze, znając mocne strony, jak i słabości ambitnego aurora. I bezpieczeństwo... tego nigdy nie było dość, a Anthony od czasu gdy Morpheus wciągnął go w wir knowań i ogólnokrajowego konfliktu kwestie bezpieczeństwa zaczął stawiać bardzo wysoko.