29.09.2024, 20:16 ✶
W tym również byli podobni - Charlotte bała grzebać się w biurze swojego kolegi, a Rodolphus nigdy by się do tego nie posunął. Lecz nie ze strachu czy obawy, a z prostego obrzydzenia. Mało kto utrzymywał nieskazitelny porządek na swoim biurku i w swoim otoczeniu, nawet jeżeli był Niewymownym. Mógłby zliczyć na palcach jednej ręki osoby, do których mógł swobodnie podejść i przesunąć dłonią po ich biurku. Do takich osób na pewno należał Nicholas i Cynthia. Cynthia miała manię czystości, wynikającą chyba nie tylko z racji jej zawodu, ale także (jak podejrzewał) z jakiegoś wrodzonego pedantyzmu. Nie odczuwał do Cynthii jakiejś szczególnej sympatii, lecz trzeba było przyznać, że miło pracowało się z kimś, kto wiedział co oznacza porządek. Nawet jeżeli na co dzień bawił się z trupami.
Zamek nie szczękną, na co Lestrange nie zareagował jakoś specjalnie. Rzuciłby zaklęcie jeszcze raz, bo wiedział że akurat ta dziedzina magii była jego piętą achillesową, lecz nie było takiej potrzeby: Kelly zrobiła to za niego. Nie kłopotał się, by jej podziękować z prostego faktu: rzadko kiedy używał tego słowa. Nie spodziewał się jednak, że Charlotte była taka zwinna i szybka, bo nie zdążył mrugnąć, a ta już była w środku, stojąc w otwartych drzwiach jak ta lwica, gotowa bronić młode. Uniósł brwi i lekko rozchylił usta w geście podziwu, którego na szczęście Kelly nie mogła dostrzec, bo stała do niego plecami. Wszedł zaraz za nią, unosząc różdżkę. Skrzywił się widocznie, widząc bałagan w domu. Jak ludzie mogli tak żyć? Ci, którzy utrzymywali taki bałagan, powinni zostać wysłani na jakieś przymusowe szkolenie. Ruszył za kobietą, rozglądając się, gdy ta nagle stanęła. Niemalże na nią wpadł. Już miał pytać, co ona wyprawia, gdy jego wzrok spoczął na wiszącym ciele. Rodolphus lekko przekrzywił głowę.
- Tylko słabi wierzą, że wszyscy powinni mieć te same szanse - powiedział cicho, patrząc na nieruchome ciało. Cyngus był słaby, skoro targnął się na własne życie i to w tak... Obrzydliwy sposób. Dziwne, że nie poczuli fekaliów, które powinni byli czuć gdy tylko przekroczyli próg domu. Ile mógł tak wisieć? Muchy się jeszcze nie zebrały. Czemu zwieracz nie puścił? A może puścił, tylko ktoś to posprzątał? Ta niewygodna myśl zakotwiczyła się w umyślenie Rodolphusa. Lestrange położył lewą dłoń na ramieniu Charlotte. - Nie dotykaj go, możliwe że nie targnął się na swoje życie sam, a ktoś upozorował samobójstwo.
Powiedział, wskazując różdżką na krzesło, a potem na czystą podłogę.
- Trzeba powiadomić Brygadę Uderzeniową. Ale... Przyjmijmy że znaleźliśmy go po dłuższej chwili - powiedział uprzejmie, zabierając dłoń z ramienia Kelly. Kącik jego ust drgnął, gdy głowa odwracała się w kierunku salonu. - Gdybyś była swoim kolegą, gdzie położyłabyś bardzo ważne dokumenty?
Zamek nie szczękną, na co Lestrange nie zareagował jakoś specjalnie. Rzuciłby zaklęcie jeszcze raz, bo wiedział że akurat ta dziedzina magii była jego piętą achillesową, lecz nie było takiej potrzeby: Kelly zrobiła to za niego. Nie kłopotał się, by jej podziękować z prostego faktu: rzadko kiedy używał tego słowa. Nie spodziewał się jednak, że Charlotte była taka zwinna i szybka, bo nie zdążył mrugnąć, a ta już była w środku, stojąc w otwartych drzwiach jak ta lwica, gotowa bronić młode. Uniósł brwi i lekko rozchylił usta w geście podziwu, którego na szczęście Kelly nie mogła dostrzec, bo stała do niego plecami. Wszedł zaraz za nią, unosząc różdżkę. Skrzywił się widocznie, widząc bałagan w domu. Jak ludzie mogli tak żyć? Ci, którzy utrzymywali taki bałagan, powinni zostać wysłani na jakieś przymusowe szkolenie. Ruszył za kobietą, rozglądając się, gdy ta nagle stanęła. Niemalże na nią wpadł. Już miał pytać, co ona wyprawia, gdy jego wzrok spoczął na wiszącym ciele. Rodolphus lekko przekrzywił głowę.
- Tylko słabi wierzą, że wszyscy powinni mieć te same szanse - powiedział cicho, patrząc na nieruchome ciało. Cyngus był słaby, skoro targnął się na własne życie i to w tak... Obrzydliwy sposób. Dziwne, że nie poczuli fekaliów, które powinni byli czuć gdy tylko przekroczyli próg domu. Ile mógł tak wisieć? Muchy się jeszcze nie zebrały. Czemu zwieracz nie puścił? A może puścił, tylko ktoś to posprzątał? Ta niewygodna myśl zakotwiczyła się w umyślenie Rodolphusa. Lestrange położył lewą dłoń na ramieniu Charlotte. - Nie dotykaj go, możliwe że nie targnął się na swoje życie sam, a ktoś upozorował samobójstwo.
Powiedział, wskazując różdżką na krzesło, a potem na czystą podłogę.
- Trzeba powiadomić Brygadę Uderzeniową. Ale... Przyjmijmy że znaleźliśmy go po dłuższej chwili - powiedział uprzejmie, zabierając dłoń z ramienia Kelly. Kącik jego ust drgnął, gdy głowa odwracała się w kierunku salonu. - Gdybyś była swoim kolegą, gdzie położyłabyś bardzo ważne dokumenty?