29.09.2024, 22:17 ✶
Na to by wychodziło - w końcu plotka głosiła, że po śmierci Greengrassowie stają się... Cóż, drzewami w Kniei. Ktoś taki nie mógł starzeć się i dorastać z godnością, prawda? I chociaż obojgu im było daleko do starości, to dojrzewanie chyba mieli już dawno za sobą. A przynajmniej to dojrzewanie fizyczne, bo psychicznie to prezentowali poziom tak niski, że uwaga Roselyn o podłodze była bardziej niż adekwatna. Zdecydowanie pierdoleli zamiast dorastać.
- ... - chciała coś powiedzieć, ale zamiast tego ponownie zacisnęła usta w wąską kreskę. Milczała, lecz jej oczy i mowa ciała zdawała się mówić za nią samą. Była wściekła, była zła a te łzy to faktycznie były łzy wkurwienia, bo to już nawet nie o wściekłość chodziło. Roselyn w swoim mniemaniu się nie myliła, a skoro przystała na ten szalony plan - być może przecież pod przymusem? - to uznała, że jakiś sens w tym był. W gruncie rzeczy to nie było takie złe, bo Anthony chyba czuł się winny tego, co odjebał. I słusznie, bardzo słusznie. Oberwie nie tylko od jej samej, ale także od jej brata i ojca. Za to matka... Och, zapewne kobieta przyjmie go z otwartymi ramionami pomimo tego, że nosił nazwisko Borgin. Anthony bowiem nie był tym, kim był chociażby jego brat, do którego ją zaprowadził. Przynajmniej miał pracę, i to chyba dobrą. Poza tym istniały powody, dla których to on był dziedzicem, a nie Stanley, który był starszy. Tego jednak nie powiedziała na głos, bo o Borginach nie wiedziała praktycznie nic. Cośtam z Borginami było w szkole, należeli do jakiejś bandy i dręczyli ludzi, ale nie była pewna czy to o Anthony'ego chodziło. A zresztą co to za różnica? Antek był wszystkim, czego mogła chcieć każda naiwna panna. A ona nie była naiwną panną i nie tylko go odtrącała, to jeszcze robiła mu z życia piekło, chociaż minęły zaledwie dwa dni.
- Żebym nie podniosła tej kostki brukowej i nie postanowiła jej zapoznać z twoją twarzą - warknęła, mrużąc oczy. Łzy przestały lecieć po policzkach, pozostało tylko kilka kropel na długich, pomalowanych na czarno rzęsach. Jeszcze by coś dodała, bo jeżeli chodziło o potyczki słowne, to przecież miała zajebistego nauczyciela, ale wtedy Ambroise tupnął. Kobieta zamrugała, z początku nie wiedząc, co on robi, a potem wydęła policzki ze złością, ignorując parsknięcie śmiechem jednej z kelnerek. - Czy ty mnie papugujesz?
Robił się coraz bardziej bezczelny, ale... To działało. Ogień wściekłości, płonący w jej oczach, powoli gasł. Ambroise wyglądał teraz idiotycznie, jak tak tupał.