29.09.2024, 22:38 ✶
W tej chwili nie obchodziło go to, czy Nicholas darzył go jakimikolwiek uczuciami. On sam uważał, że nie jest w stanie nikogo pokochać i miał głęboko w nosie to kłamliwe, nieprawdziwe uczucie, które powodowało wyłącznie problemy. Zdołał się o tym przekonać nie raz i nie dwa. Ale potrzebował teraz fizyczności, bliskości drugiego człowieka. Potrzebował wtulić się w ciepłe ciało i zamknąć oczy, chłonąć znajomy zapach. Nicholas był jak góra lodowa, która być może kiedykolwiek zgasi wewnętrzny ogień, trawiący Rodolphusa. Ale jeszcze nie teraz, nie dzisiaj - nie tej nocy.
- Nawet gorzej - odpowiedział spokojniej, rozluźniając się odrobinę. Westchnął, czując jak w końcu stres zaczyna powoli opuszczać jego ciało. Nie był nawet pewny na co bardziej był zły i na kogo. Na tym cholernym weselu stało się tyle złego, że nawet nie wiedział, od czego zacząć. Milczał więc, odruchowo gładząc kciukiem bok mężczyzny. Potrzebował powtarzalności ruchów, by na powrót się skupić. - Jeżeli Perseus nie zostanie po tym wydziedziczony, to będę bardziej niż zdziwiony.
Odezwał się w końcu, odrobinę się odsuwając. Otworzył oczy i spojrzał na Nicholasa zmęczonym spojrzeniem. Powinien pójść spać, ale nawet nie wziął jeszcze eliksiru. Wydawało się jednak, że dzisiaj go nie potrzebował. To wesele zmęczyło go psychicznie tak mocno, że niewykluczone, że za chwilę zaśnie w połowie opowieści. A miał co opowiadać i uważał, że Nick powinien wiedzieć, co się odkurwiło na tym nieszczęsnym weselu. W końcu wiedza była potęgą, prawda?
- Atreus zmienił się w kapibarę pod wpływem alkoholu, najpewniej zaklętego - zaczął cicho, wpatrując się w półmroku w oczy mężczyzny. Jego wzrok zdołał przyzwyczaić się do ciemności, mógł powoli zacząć odróżniać poszczególne elementy jego sylwetki. - Potem dał komuś w mordę. Auror, wyobrażasz to sobie? Ten sam, z którym współpracowaliśmy.
Ale to nie Bulstrode był największym problemem. Rodolphus słyszał, kogo Black zaprosił. Skrzywił się wyraźnie, powracając wspomnieniami do ogrodu.
- Widziałem namiot cyrkowy. A słyszałem, że cyrk włóczęg Bellów jest w okolicy. Mam nadzieję, że Perseus nie zdecydował się na zaproszenie właśnie ich, ale... podejrzewam, że tak mogło być - mówił powoli, cedząc wyraźnie słowa. To był jeden z punktów zapalnych, który rozsierdzał go do granic możliwości. - Na dodatek nie wiem, kogo zatrudnił do obsługi, ale ktoś ewidentnie próbował mu zaszkodzić. Albo nam wszystkim. Jeżeli znajdziesz pióra w moich ubraniach, to... Są moje.
Westchnął - wcale nie miał miny, sugerującej, że to żart. Nie był też zakłopotany. Był po prostu zły.
- Spotkałem kuzynkę, siostrę Louvaina i Loretty, Ann. Wylano na nas rosół, który sprawił, że wyrosły nam pióra. Wyobrażasz to sobie? Wesele. Czystokrwistych. Czarodziejów.
- Nawet gorzej - odpowiedział spokojniej, rozluźniając się odrobinę. Westchnął, czując jak w końcu stres zaczyna powoli opuszczać jego ciało. Nie był nawet pewny na co bardziej był zły i na kogo. Na tym cholernym weselu stało się tyle złego, że nawet nie wiedział, od czego zacząć. Milczał więc, odruchowo gładząc kciukiem bok mężczyzny. Potrzebował powtarzalności ruchów, by na powrót się skupić. - Jeżeli Perseus nie zostanie po tym wydziedziczony, to będę bardziej niż zdziwiony.
Odezwał się w końcu, odrobinę się odsuwając. Otworzył oczy i spojrzał na Nicholasa zmęczonym spojrzeniem. Powinien pójść spać, ale nawet nie wziął jeszcze eliksiru. Wydawało się jednak, że dzisiaj go nie potrzebował. To wesele zmęczyło go psychicznie tak mocno, że niewykluczone, że za chwilę zaśnie w połowie opowieści. A miał co opowiadać i uważał, że Nick powinien wiedzieć, co się odkurwiło na tym nieszczęsnym weselu. W końcu wiedza była potęgą, prawda?
- Atreus zmienił się w kapibarę pod wpływem alkoholu, najpewniej zaklętego - zaczął cicho, wpatrując się w półmroku w oczy mężczyzny. Jego wzrok zdołał przyzwyczaić się do ciemności, mógł powoli zacząć odróżniać poszczególne elementy jego sylwetki. - Potem dał komuś w mordę. Auror, wyobrażasz to sobie? Ten sam, z którym współpracowaliśmy.
Ale to nie Bulstrode był największym problemem. Rodolphus słyszał, kogo Black zaprosił. Skrzywił się wyraźnie, powracając wspomnieniami do ogrodu.
- Widziałem namiot cyrkowy. A słyszałem, że cyrk włóczęg Bellów jest w okolicy. Mam nadzieję, że Perseus nie zdecydował się na zaproszenie właśnie ich, ale... podejrzewam, że tak mogło być - mówił powoli, cedząc wyraźnie słowa. To był jeden z punktów zapalnych, który rozsierdzał go do granic możliwości. - Na dodatek nie wiem, kogo zatrudnił do obsługi, ale ktoś ewidentnie próbował mu zaszkodzić. Albo nam wszystkim. Jeżeli znajdziesz pióra w moich ubraniach, to... Są moje.
Westchnął - wcale nie miał miny, sugerującej, że to żart. Nie był też zakłopotany. Był po prostu zły.
- Spotkałem kuzynkę, siostrę Louvaina i Loretty, Ann. Wylano na nas rosół, który sprawił, że wyrosły nam pióra. Wyobrażasz to sobie? Wesele. Czystokrwistych. Czarodziejów.