Ger nie bała się śmierci. Znaczy dotychczas. Gdy poczuła na karku jej oddech nieco zmieniła zdanie. Czuła, że nie chciała odejść, jeszcze nie teraz, a przecież wiele razy patrzyła jej w oczy. Jak widać wszystko mogło się zmienić zupełnie znienacka. Nie miała pojęcia z czego to wynikała, bo ryzykowała, ale zawsze było to na jej własne życzenie, może właśnie o to chodziło. Tym razem to coś polowało na nią, role się odwróciły.
Wiele razy zastanawiała się nad tym, czy ktoś przyszedłby na jej pogrzeb, czy znaczyła coś w życiu kogokolwiek poza swoją własną rodziną. Oni chyba nie mieliby innego wyjścia, musieliby się pojawić, chociaż, czy aby na pewno i czy wszyscy? Zastanawiała się nad tym, czy było coś później, czy faktycznie śmierć wiązała się z końcem. Widywała na swojej drodze duchy, nie miała pojęcia, czy stałaby się jednym z nich, pewnie tak, aktualnie miała na ziemi wiele niezałatwionych spraw, gdyby teraz miała odejść to pewnie coś by ją tutaj zatrzymało, zbyt wiele się tego nawarstwiło.
W jej życiu działo się ostatnio naprawdę wiele, nie panowała nad nim zupełnie, pogodziła się już z tym i nie zamierzała nawet udawać przed sobą, że ma jakąkolwiek kontrolę.
Poza tym, że musiała sobie radzić z tymi wszystkimi problemami, które okazały się być raczej długotrwałe to nie mogła przestać pracować. Wypadało, aby udawała, że wszystko jest u niej w porządku, szczególnie, że nie podzieliła się tym, co działo się w jej życiu praktycznie z nikim, wolała trzymać to w sobie, niż się nad sobą użalać. Zaciskała zęby, uśmiechała się i udawała, że wszystko jest w porządku, tak było zdecydowanie prościej.
Noc spędziła w jednym z okolicznych lasów. Teleportowała się niedaleko mugolskiego Londynu, bo tutaj znajdowała się miejscówka do której miała dostarczyć jajo hipogryfa, które znajdowało się w jej plecaku.
Wyglądała zwyczajnie, znaczy nie dało się nie zauważyć, że nie przespała tej nocy, miała podkrążone oczy, była też blada, najważniejsze jednak, że udało jej się wykonać zadanie.
Szła niedaleko mugolskiego cmentarza, gdy zauważyła sporą grupę osób, która zmierzła alejkami. Zaciekawiło ją to. Niedługo mogło spotkać ją to samo. Weszła więc za ogrodzenie zaciekawiona samym przebiegiem ceremonii, nigdy nie widziała mugolskiego pogrzebu. Zastanawiała się, czy bardzo różnią się od tych czarodziejskich. Szła kilkanaście kroków za tłumem, bo nie chciała niepokoić osób, które przyszły pochować zmarłego, wolała zachować dystans. Cóż, śmierć przytrafiała się każdemu, czarodziejom, mugolom, w tym przypadku nie było różnicy z którego świata się pochodziło. Przystanęła przy niewielkim drzewie, wzrok skierowała w kierunku żałobników. Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach, to faktycznie niedługo mogło się jej przytrafić, ta świadomość nie należała do przyjemnych.
Powoli zaczęła się wycofywać, bo chyba jednak nie chciała na to patrzeć. Odwróciła się dosyć gwałtownie, nie zauważyła ławki, która wyrosła jej dosłownie znikąd. Kiedy na nią wpadła zauważyła, że ktoś na niej siedzi.
- Ja pierdole. - To nie był jej szczęśliwy dzień. Zdecydowanie. Była gotowa zrobić krok do tyłu i udać, że jej tu nie było, ale była mu winna wyjaśnienia. Ich ostatnie spotkanie przebiegło dosyć gwałtownie, później udawała, że wcale do niego nie doszło, myślała, że uda jej się go unikać na tyle, że zapomni o całej sprawie. Cóż, los chyba tego nie chciał. Stała więc przed nim niczym kołek, i próbowała zebrać myśli w słowa, ale póki co nic poza tym jakże przyjemnym japierdole nie wyszło z jej ust.