Powinna się spodziewać, że ją zauważy, chociaż gdzieś tliła się jednak nadzieja, że może jej nie rozpozna? To było całkiem przyjemne rozwiązanie, przeprosiłaby, że na niego wpadła, a później grzecznie opuściła to miejsce. Jasne, nie spodziewała się, że byłby w stanie udawać, że jej nie zna. Szczególnie po tym, jak ostatnio go potraktowała. Na swoją obronę miała jedynie to, że w jej życiu naprawdę wiele się działo. Czas ją naglił, musiała załatwić wiele spraw, wśród nich niestety nie znalazł się list do niego. Wierzyła, że jej wybaczy, że doceni to, że nie zamierza być jego kłopotem, w końcu sam zadecydował o tym, że nie chce jej w swoim życiu. Akceptowała to, wiedziała, że z nią może być trudno, rozumiała więc, że nie była osobą która mogła wydawać się odpowiednia do wspólnej egzystencji, naprawdę. Zresztą to wszystko, co działo się u niej teraz tylko to potwierdzało. Była chodzącym rozpierdolem, który ledwie trzymał się kupy, to dziwne w ogóle, że jeszcze udawało jej się normalnie funkcjonować. Nie zastanawiała się szczególnie nad tym, jak właściwie było to możliwe, po prostu budziła się rano, nakładała maskę z uśmiechem na twarz i udawała, że jest dokładnie tak, jak sobie wymarzyła. Niestety Ambroise, miał to niesamowite szczęście, że spotkał ją akurat wtedy, kiedy tę maskę zdjęła, ależ był z niego farciarz. Ona sama próbowała wyprzeć ze swojej pamięci istnienie tego wieczoru, kiedy się poznali. Do dzisiejszego dnia nawet jej się to udawało.
- Nie mam innej opcji? - Wolałaby jednak nie siadać, tylko spierdalać stąd w podskokach, ale czuła, że jest mu to winna. Odetchnęła więc głęboko, po czym usiadła na tej nieszczęsnej ławce, o którą przed chwilą prawie się potknęła. Brakowało tylko tego, żeby przypadkiem rozbiła to jajko, które miała w plecaku, wtedy ten dzień mógłby zostać całkowicie spisany na straty. Cóż, nie tylko dla niej, najwyraźniej ten ktoś w trumnie też nie miał najlepszego dnia, bo dzisiaj wsadzali go pod ziemię.
Spojrzała na niego, jakby urwał się z ozdobnego yulowego drzewka. Przez chwilę zastanawiała się o jakim człowieku mówił, dopóki do niej nie dotarło, że chyba chodziło mu o tego trupa. - Nie, na całe szczęście nie, znaczy nie wiem, czy szczęście, bo w sumie to może na nieszczęście? - Trochę zaczęła się miotać. Powinna bowiem mieć szacunek do zmarłego, wypadałoby, bez względu na to, czy był mugolem, czy czarodziejem, kiedy przychodziła śmierć wszyscy byli równi. No może poza wampirami, bo trzeba było sporo cierpliwości, aby pozbyć się ich z tego świata. Z drugiej strony byli trochę martwi nawet jeśli jeszcze żyli. Za dużo ostatnio myślała o życiu i śmierci, zdecydowanie.
- Chodzi mi o to, że go nie znałam. - Postanowiła się nieco zreflektować, bo przed chwilą gadała jak poparzona, zdecydowanie nie był to jej najlepszy dzień.
Dopiero teraz spojrzała na mężczyznę, wcześniej uciekała wzrokiem. Zwróciła uwagę na to, że nie był w najlepszej formie, zazwyczaj wyglądał na bardziej zadbanego. - Tak właściwie, to co ty tu robisz? - Mogła zapytać o to na początku, siedział sobie na ławce, jakby nigdy nic. Miał coś wspólnego z tym zmarłym, czy o co właściwie chodziło?