Właśnie nie do końca. Ostatnio łapała się na tym, że znajdowały się rzeczy, które faktycznie musiała robić, a przynajmniej wypadałoby je zrobić. Brakowało w niej tej dziecinnej butności, która kiedyś była dla niej bardzo oczywista. - Tak, wiem. - Nie zamierzała z tym dyskutować. Mimo wszystko postanowiła tu zostać, chociaż na chwilę, a nuż spróbuje sięgnąć po jakieś wyjaśnienia, powinna była mu je dać już wcześniej. Wybrała jednak najłatwiejszą opcję z możliwych - udawała, że problem nie istnieje, że do ich rozmowy nie doszło. Całkiem rozsądne zachowanie, takie dla nich typowe. Powinna nauczyć się, że nie warto jest zmierzać w tym kierunku, cóż, jak widać nie była najlepszym uczniem.
Nie, nie, nie. Nie brakowało jej szczerości. Wspominała mu przecież, że jej brat jest potworem. Może nie powiedziała wprost o jaką bestię chodzi, nie sięgnęła po konkrety, ale na pewno padło słowo potwór. Pamiętała o tym. Jasne, nauczona doświadczeniem powinna była sięgnąć po całą prawdę, ale zachowała się jak zawsze. Mieli w tym przecież doświadczenie, niezbyt wiele się zmieniło. Nadal łatwiej było sięgać po półsłówki i niedopowiedzenia. Tym razem jednak nie skończyło się to dobrze, mogło jeszcze gorzej, więc i tak miała więcej szczęścia, niż rozumu - jak zawsze.
Na trzeźwo trudno jej było wrócić do sytuacji, która miała miejsce. Czuła nawet trochę żal do siebie, że się przed nim rozsypała, dlaczego to musiał być akurat on? Nie powinien jej widzieć w takim stanie. Jasne, miło, że wpadł, że ją ogarnął, ale to nic nie zmieniało. Nie chciał jej w swoim życiu, musiała to zaakceptować. Zresztą już to zrobiła. Pogodziła się z tym, a przynajmniej wydawało jej się, że to zrobiła. Nie powinien teraz znowu włazić w jej życie ze swoimi buciorami, jakie by ono nie było. Musiała sobie radzić z tym bałaganem sama.
Na szczęście póki co nie zamierzał poruszać niewygodnego tematu, bardzo dobrze, ona na pewno nie przejdzie do tego pierwsza. Nie chciała dyskutować na temat tego, jakim chaosem było jej życie. Bała się, że znowu zacznie ją oceniać. Miała w zwyczaju pakować się w kłopoty i nic się nie zmieniło, może nawet pod tym względem było tylko gorzej, bo chyba jeszcze nigdy dotąd nie wdepnęła, aż w takie bagno. Jak widać, Geraldine była w wyśmienitej formie, jeśli o to chodzi.
Ten rok był dla niej paskudny, chyba nie mógł być gorszy, nie miała pojęcia, czego jeszcze powinna się spodziewać, ale była gotowa przyjąć kolejne komplikacje, jakoś to dźwignie, poradzi sobie, zawsze przecież sobie radziła.
- Tak, akurat dzisiaj nie muszę. Codziennie zdarzają się małe tragedie, których nie widzimy. - Odparła z lekkim przekąsem. Akurat teraz mogli to zobaczyć, bo znaleźli w tym miejscu. Żałobnicy żegnali kogoś bliskiego. Śmierć była czymś, co miało przytrafić się każdemu, nigdy nie zna się dnia, ani godziny. Yaxleyówna coraz bardziej sobie to uświadamiała, ba w przeciwieństwie do innych miała świadomość, że Kostucha na nią polowała. Czyż to nie udogodnienie? Mogła przynajmniej nastawić na to, że jest możliwość, że niedługo odejdzie. Oczywiście nie zamierzała przestać walczyć, ale nadal czuła, że ta walka może ją przerosnąć.
- Ciekawe sobie miejsce wybrałeś na przemyślenia. - Nie wypytywała go skąd wracał, nie było to jej sprawą, już nie. Pozostawała im jedynie lekka pogadanka o niczym, na nic więcej nie było ich stać po tych wszystkich latach, które razem spędzili.
- Uchylisz rąbka tajemnicy, o czym tak myślisz? - Nie miała pojęcia, czy zechce to zrobić, czy raczej powie jej, żeby się nie interesowała, bo kociej mordy dostanie, ale skoro już siedzieli tutaj razem, to może warto było sobie pogawędzić.