30.09.2024, 09:25 ✶
Lestrange nie chciał, żeby ktokolwiek odkrył jego tożsamość. Co prawda nie należał do klubu Spectrum, lecz zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji, gdyby doszło do... Przypadkowego odkrycia ich obecności. Po nitce do kłębka wszystko rozsypałoby się jak domek z kart. Nie po to mieli maski, by teraz paradował ze swoją gębą, jaśniejącą bielą na tle nocy. Przygotował się do tego zadania tak, jak do każdego innego: czarny strój, który do tej pory leżał ukryty przed wścibskim wzrokiem, miał obecnie na sobie. Nie były to szaty, krępujące ruchy, z czego był poniekąd zadowolony. Na twarzy miał maskę, sygnalizującą nie tylko przynależność do organizacji i jego pozycję, lecz również ukrywającą jego tożsamość. W razie gdyby coś poszło nie tak, wystarczyłoby się teleportować lub po prostu zwiać do miejsca, które teleportację by umożliwiało. Nie wiedział bowiem jakie zaklęcia były nałożone na mauzoleum Fawleyów, ale podejrzewał że skoro Louvain poprosił o przysługę przewodniczącą Spectrum, nie były to zwykłe zaklęcia zabezpieczające. Inaczej mogliby po prostu wejść do tego miejsca i robić swoje.
Nie był zadowolony z faktu, że wplątywali w to osoby trzecie, lecz nie miał nic do gadania. Nawet tego nie skomentował, otrzymując zadanie. Gdy razem z Nicholasem znaleźli się przed mauzoleum, nacisnął klamkę i również bez słowa przekroczył próg tyłów mauzoleum, niemalże od razu dostrzegając sylwetkę Cassandry, odcinającą się w półmroku, na kamiennej ławeczce. Skinął głową na znak, że tak, była tylko ich dwójka. Na nikogo innego nie czekali, nikt inny nie miał tu przyjść. Poruszył dłonią, jakby zachęcając Cassandrę do wprowadzenia ich do środka. Podejrzewał, że Travers i tak nie miałby nic do dodania, bo ani nie należał do wygadanych osób, ani również nie planował się zdradzać. Irytowało go, że nie mieli pojęcia, czego szukają ani czy to, co tu znajdą w ogóle będzie przydatne. Rozumiał jednak, że czasem trzeba było podjąć kroki, które z pozoru były bezsensowne. Nie kwestionował tego zadania, mimo że go nie rozumiał. Rozejrzą się, pomyszkują i znikną. Liczył tylko, że starszy Lestrange nie przeliczył się w kwestii zaufania co do Cassandry.
Nie był zadowolony z faktu, że wplątywali w to osoby trzecie, lecz nie miał nic do gadania. Nawet tego nie skomentował, otrzymując zadanie. Gdy razem z Nicholasem znaleźli się przed mauzoleum, nacisnął klamkę i również bez słowa przekroczył próg tyłów mauzoleum, niemalże od razu dostrzegając sylwetkę Cassandry, odcinającą się w półmroku, na kamiennej ławeczce. Skinął głową na znak, że tak, była tylko ich dwójka. Na nikogo innego nie czekali, nikt inny nie miał tu przyjść. Poruszył dłonią, jakby zachęcając Cassandrę do wprowadzenia ich do środka. Podejrzewał, że Travers i tak nie miałby nic do dodania, bo ani nie należał do wygadanych osób, ani również nie planował się zdradzać. Irytowało go, że nie mieli pojęcia, czego szukają ani czy to, co tu znajdą w ogóle będzie przydatne. Rozumiał jednak, że czasem trzeba było podjąć kroki, które z pozoru były bezsensowne. Nie kwestionował tego zadania, mimo że go nie rozumiał. Rozejrzą się, pomyszkują i znikną. Liczył tylko, że starszy Lestrange nie przeliczył się w kwestii zaufania co do Cassandry.