30.09.2024, 10:46 ✶
Polityk pracuje twarzą i ciałem, Anthony dokłada więc wszelkich starań żeby wyglądać dobrze, choć z oczywistych względów nie robi tego sam, a za pośrednictwem całego sztabu odpowiedzialnych za to ludzi.
Regularnie zagląda do zakładów piękności Potterów, w Hogsmead ma swoją ulubioną, zaufaną wizażystkę, która dba o to aby w lecie nie było widać na twarzy ani jednego piega, a włosy utrzymywały się w nieco ciemniejszych tonach właściwych pozostałym porom roku.
Jest szczupły, wręcz patykowaty, ale od kilku miesięcy wytrwale ćwiczy dla poprawy własnej kondycji. Z jednej strony, jego nauczycielka magii bezróżdżkowej przekonała go, że właściwy program ćwiczeń otworzy jego czakry (ze szczególnym nastawieniem na przywiezioną z Azji jogę), z drugiej strony lęk przed przedwczesnym zestarzeniem się ciała i utraceniem nad nim kontroli zyskał na sile podczas kolejnego spotkania z boginem. Nie da się ukryć, że chciałby też w jakiś sposób zaimponować młodszemu kochankowi i kondycyjnie utrzymać narzucone przez niego tempo.
Jeżeli chodzi o zawartość jego prywatnej kosmetyczki, ograniczona jest do bezwonnego mydła i nieprzebranych zapasów olejku ze smoczej żywicy, która jest od lat jego ulubionym zapachem przynoszącym ukojenie w nerwowym czasie. W domowych warunkach oczyszcza swoje ciało może nieco częściej niż przeciętny zjadacz chleba - irytują go wszelkie plamy i irracjonalnie obawia się, że ślad po nich może zostać trwale bez odpowiednio szybkiej ingerencji, do wszelkiego rodzaju wyjść przygotowują go inni, dobierając zapach i specyfiki do okazji i przygotowanego stroju.
Jeśli chodzi o stan zdrowia, Anthony był chorowity jako dziecko, teraz jednak jego ciało jest nieco wytrzymalsze - najprawdopodobniej żelazna wola pozwala ignorować Shafiqowi wszelkie przejawy infekcji i tylko raz do roku mężczyzna "rozkłada się" na tydzień czy dwa, kiedy organizm domaga się dłuższej przerwy.
Nie stosuje żadnej specjalistycznej diety, choć też nie je zbyt wiele - jest raczej degustatorem. Lubi poznawać nowe smaki, zwłaszcza podczas swoich podróży, w Anglii ogranicza się zazwyczaj do połowy porcji, choć jego skrzat domowy jest wybornym kucharzem.
Pił bardzo dużo wina, ale czy można to od razu nazwać alkoholizmem? Być może szukał w nim prawdy. Być może zapomnienia. Obecnie od sierpnia unika alkoholu, chyba, że dla towarzystwa podczas spotkań. W przeciwnym razie pozostaje wierny cejlońskiej herbacie z bajońską ilością cukru, zalewaną wielokrotnie na modłę saharyjskich nomadów.
Regularnie zagląda do zakładów piękności Potterów, w Hogsmead ma swoją ulubioną, zaufaną wizażystkę, która dba o to aby w lecie nie było widać na twarzy ani jednego piega, a włosy utrzymywały się w nieco ciemniejszych tonach właściwych pozostałym porom roku.
Jest szczupły, wręcz patykowaty, ale od kilku miesięcy wytrwale ćwiczy dla poprawy własnej kondycji. Z jednej strony, jego nauczycielka magii bezróżdżkowej przekonała go, że właściwy program ćwiczeń otworzy jego czakry (ze szczególnym nastawieniem na przywiezioną z Azji jogę), z drugiej strony lęk przed przedwczesnym zestarzeniem się ciała i utraceniem nad nim kontroli zyskał na sile podczas kolejnego spotkania z boginem. Nie da się ukryć, że chciałby też w jakiś sposób zaimponować młodszemu kochankowi i kondycyjnie utrzymać narzucone przez niego tempo.
Jeżeli chodzi o zawartość jego prywatnej kosmetyczki, ograniczona jest do bezwonnego mydła i nieprzebranych zapasów olejku ze smoczej żywicy, która jest od lat jego ulubionym zapachem przynoszącym ukojenie w nerwowym czasie. W domowych warunkach oczyszcza swoje ciało może nieco częściej niż przeciętny zjadacz chleba - irytują go wszelkie plamy i irracjonalnie obawia się, że ślad po nich może zostać trwale bez odpowiednio szybkiej ingerencji, do wszelkiego rodzaju wyjść przygotowują go inni, dobierając zapach i specyfiki do okazji i przygotowanego stroju.
Jeśli chodzi o stan zdrowia, Anthony był chorowity jako dziecko, teraz jednak jego ciało jest nieco wytrzymalsze - najprawdopodobniej żelazna wola pozwala ignorować Shafiqowi wszelkie przejawy infekcji i tylko raz do roku mężczyzna "rozkłada się" na tydzień czy dwa, kiedy organizm domaga się dłuższej przerwy.
Nie stosuje żadnej specjalistycznej diety, choć też nie je zbyt wiele - jest raczej degustatorem. Lubi poznawać nowe smaki, zwłaszcza podczas swoich podróży, w Anglii ogranicza się zazwyczaj do połowy porcji, choć jego skrzat domowy jest wybornym kucharzem.
Pił bardzo dużo wina, ale czy można to od razu nazwać alkoholizmem? Być może szukał w nim prawdy. Być może zapomnienia. Obecnie od sierpnia unika alkoholu, chyba, że dla towarzystwa podczas spotkań. W przeciwnym razie pozostaje wierny cejlońskiej herbacie z bajońską ilością cukru, zalewaną wielokrotnie na modłę saharyjskich nomadów.