30.09.2024, 12:37 ✶
Mona właściwie nie planowała odwiedzin w barze, ale po męczącym dniu w pracy jej nogi same poprowadziły ją w stronę tego miejsca. Był on dosłownie na tej samej ulicy, na której mieszkała; i choć codziennie mijała go w drodze do pracy, nigdy wcześniej nie myślała, żeby zajrzeć do środka. Poza tym tego wieczoru naprawdę potrzebowała chwili relaksu i czegoś mocnego do wypicia.
W drzwiach przywitała ją rzymska głowa… właściwie chuj wie kogo. Duże, marmurowe popiersie, które od razu przypomniało jej tamte stare czasy. Przewróciła oczami, mimowolnie marszcząc brwi. Rzym i Icarus Prewett. Kombinacja, od której najwyraźniej nie mogła uciec. Kiedyś, dziesięć lat temu, w jego domu stał na straży taki jak ten kolega tu. Oktawian? A tu znowu to samo. Jakby cała Aleja Horyzontalna nie przywoływała jej już wystarczająco złych wspomnień, to teraz jeszcze ten bar, w którym wszystko wskazywało na to, że to motyw rzymski królował. Bo nawet tutaj, w sercu Anglii, czuła się, jakby wróciła do przeszłości, od której starała się uciec. Może los po prostu z niej drwił?
Nie mogła się jednak powstrzymać, żeby nie spojrzeć znowu na głowę przed nią. Spodobałoby mu się, pomyślała z przekąsem. Bowiem Mona nie mogła powstrzymać lekkiego sentymentu, który obudził w niej widok rzymskich artefaktów. Ruszyła dalej z zamiarem ucieczki przed własnymi myślami chociaż na chwilę, a w środku wystarczyła chwila, aby zauważyła, że trafiła na coś zupełnie innego. W powietrzu unosiła się atmosfera ożywionej rozmowy, a przy kilku stolikach kręciły się osoby z identycznymi, nieco zbyt entuzjastycznymi uśmiechami. Szybki rzut oka na plakat przy wejściu rozwiał wszelkie wątpliwości – trafiła na Wieczorek Singli. No kurwa, serio?
Westchnęła pod nosem, zastanawiając się, czy nie odwrócić się i wyjść, ale tego wieczoru nie miała w sobie ani sił ani ochoty na powrót do pustego mieszkania. Może uda jej się po prostu usiąść gdzieś w kącie, zamówić drinka i przeczekać całą tę niezręczność, aż ból po prostu jej przejdzie.
Mona za barem dostrzegła prześliczną, młodą dziewczynę, która z gracją lawirowała między zamówieniami. Wyglądała na kogoś, kto doskonale wiedział, co robić.
– Jedną czystą poproszę – poprosiła, opierając rękę na krawędzi, podczas gdy druga, ukryta pod zbyt dużym, wyciągniętym swetrem, wisiała bezwładnie u jej boku. Mogła przez chwilę poudawać, że potrafi się bawić, prawda?
Popatrzyła na dziewczynę przez dłuższy moment. Wydawała się jej znajoma, ale nie mogła skojarzyć skąd takie wrażenie.
W drzwiach przywitała ją rzymska głowa… właściwie chuj wie kogo. Duże, marmurowe popiersie, które od razu przypomniało jej tamte stare czasy. Przewróciła oczami, mimowolnie marszcząc brwi. Rzym i Icarus Prewett. Kombinacja, od której najwyraźniej nie mogła uciec. Kiedyś, dziesięć lat temu, w jego domu stał na straży taki jak ten kolega tu. Oktawian? A tu znowu to samo. Jakby cała Aleja Horyzontalna nie przywoływała jej już wystarczająco złych wspomnień, to teraz jeszcze ten bar, w którym wszystko wskazywało na to, że to motyw rzymski królował. Bo nawet tutaj, w sercu Anglii, czuła się, jakby wróciła do przeszłości, od której starała się uciec. Może los po prostu z niej drwił?
Nie mogła się jednak powstrzymać, żeby nie spojrzeć znowu na głowę przed nią. Spodobałoby mu się, pomyślała z przekąsem. Bowiem Mona nie mogła powstrzymać lekkiego sentymentu, który obudził w niej widok rzymskich artefaktów. Ruszyła dalej z zamiarem ucieczki przed własnymi myślami chociaż na chwilę, a w środku wystarczyła chwila, aby zauważyła, że trafiła na coś zupełnie innego. W powietrzu unosiła się atmosfera ożywionej rozmowy, a przy kilku stolikach kręciły się osoby z identycznymi, nieco zbyt entuzjastycznymi uśmiechami. Szybki rzut oka na plakat przy wejściu rozwiał wszelkie wątpliwości – trafiła na Wieczorek Singli. No kurwa, serio?
Westchnęła pod nosem, zastanawiając się, czy nie odwrócić się i wyjść, ale tego wieczoru nie miała w sobie ani sił ani ochoty na powrót do pustego mieszkania. Może uda jej się po prostu usiąść gdzieś w kącie, zamówić drinka i przeczekać całą tę niezręczność, aż ból po prostu jej przejdzie.
Mona za barem dostrzegła prześliczną, młodą dziewczynę, która z gracją lawirowała między zamówieniami. Wyglądała na kogoś, kto doskonale wiedział, co robić.
– Jedną czystą poproszę – poprosiła, opierając rękę na krawędzi, podczas gdy druga, ukryta pod zbyt dużym, wyciągniętym swetrem, wisiała bezwładnie u jej boku. Mogła przez chwilę poudawać, że potrafi się bawić, prawda?
Popatrzyła na dziewczynę przez dłuższy moment. Wydawała się jej znajoma, ale nie mogła skojarzyć skąd takie wrażenie.