• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[27.06.1972] All we are is dust in the wind || Ambroise & Geraldine

[27.06.1972] All we are is dust in the wind || Ambroise & Geraldine
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#10
30.09.2024, 14:26  ✶  

- Mhm. - Mruknęła, bo to były jej słowa, nie miała już nic więcej do dodania. Nie zamierzała się rozczulać, ten rozdział był już za nią (ta, jasne). Przykro jej było, że teraz nie zaskakiwał jej, ale nie spotkali się tu po to, by o tym dyskutować. Nie było już ich. Rozeszli się każde w swoją stronę, ku wolności, w końcu była to najważniejsza wartość, czyż nie? Zabawne, że smakowała okropnie gorzko, kiedy w końcu się mogło jej posmakować.

Nie jego nazywałaby chaosem, to była jej domena. Wpadała niczym huragan, niszczyła wszystko wokół siebie, a później znikała. Chaos z najczystszej postaci. Nie mogła mu oczywiście odmówić tego, że też miał coś w sobie z tej okrutnej energii. Łączyło ich to. Nie mogła uwierzyć, że mogli kiedyś myśleć, że będą w stanie razem nad tym zapanować. Jacy oni byli głupi. Byli stworzeni do tego, aby rujnować wszystko na czym im zależało. Niestety, taka była prawda. Dobrze się stało, że któreś z nich było w stanie to przerwać, nim było za późno. Ambroise wykazał się rozsądkiem, mogłaby mu to nawet przyznać. Zresztą teraz mógł dostrzec to w jakim gównie się taplała, przynajmniej nie zabrała go ze sobą na dno, chociaż jedno z nich mogło być bezpieczne.

Przynajmniej póki co, bo oczywiście musiała go w to znowu wciągnąć, musiał zostać świadkiem jej upadku i nie potrafił się w to nie zaangażować. Powinien ją zostawić, niejeden raz już mu się to zdarzyło, dlaczego więc znowu się na to nie zdecydował? Miała wrażenie, że tak jak ona dążył do destrukcji, zobaczył jaka pojebana to jest sytuacja i postanowił się w nią zaangażować. To mógł być argument. Nie zakładała bowiem, że zrobił to dla niej, nie była dla niego nikim istotnym, nie teraz. Nie musiał się o nią troszyć, nie chciał tego robić. Skutecznie ją od siebie odsunął pewnego pięknego poranka.

- Dlatego wolę to nocne. - Księżyc pomagał ukrywać wszystkie tajemnice, ostatnio miała ich wiele, właściwie to zawsze, nie tylko ostatnio. Ciążyły jej, ale wolała, aby zostawały spowite ciemnością, nie chciała, żeby ktokolwiek się w to zagłębiał. Ambroise znał ich wiele, w końcu był w jej życiu przez sporo czasu, teraz nawet nie bywał, zniknął i wolałaby, aby na tym się skończyło. Oczywiście nic nigdy nie szło po jej myśli, więc pojawił się w najmniej oczekiwanym momencie.

- Tak, ten w którym potrafimy się najlepiej odnajdywać.- Nigdy nie mieli pod stopami twardego podłoża, ich znajomość toczyła się w dziwny, specyficzny sposób, którego nie potrafiła zrozumieć. Do tej pory miała z tym problem, nie mogła zaprzeczyć, że czasem bywało między nimi naprawdę dobrze, ale czy było tego dobra naprawdę, aż tak wiele.

Byli do siebie podobni, mieli zbliżone charaktery, podobną moralność, łączyło ich naprawdę wiele, ale i tak nie dało się na tym zbudować nic konkretnego. Zawsze coś musiało się spierdolić, nawet gdy wydawało się, że mają swój okres świetności, lepiej być nie mogło - tak sobie wtedy powtarzała. Cóż, szkoda, że tylko ona tak myślała.

- Uwierz mi Roise, nie chcesz w to brnąć, naprawdę. - Nie zamierzała teraz dyskutować z nim na temat tego, gdzie miała jego słowo, bo nie było to odpowiednie miejsce na podobne dyskusje. Mogłaby zupełnie niechcący wybuchnąć i zacząć niepokoić żałobników. Nie chciała psuć im tego nostaligcznego momentu. Mógł sobie wsadzić te swoje obietnice bardzo głęboko, bo i tak nie zamierzała w nie wierzyć. Zbyt wiele razy pojawiły się wątpliwości, na pewno nie zamierzała znowu ślepo mu zaufać. Nie była tą sąmą głupią dziewczyną, którą zostawił. Odrobiła lekcje. Nie chciała się ponownie na nim przejechać, ostatnia przejażdżka ją zbyt wiele kosztowała. Pewnie nawet sobie nie zdawał z tego sprawy, bo miał ją w dupie.

- Nie musisz się przede mną kajać.- Nie pasował jej do niego ten ton wypowiedzi, do tego prosił ją o to, żeby mógł się zaangażować w sprawę. To nie było w jego stylu, on się tak nie zachowywał. Może nie łączyło ich aktualnie nic poza wspomnieniami, jednak nie chciała, żeby zachowywał się w stosunku do niej w ten dziwny sposób, to nie był jej Ambroise, tylko ktoś obcy, a wolała jednak aby nadal pozostawał sobą, takim, jakiego go zapamiętała.

Podczas ich ostatniego spotkania widziała w jego oczach tę dawną dzikość, którą uwielbiała, teraz może na niego nie spoglądała, ale nie czuła tego żaru, jakby zgasł. Czuła marazm i melancholię, które zupełnie nie pasowały do wizji Greengrassa, którą miała w głowie. Oczywiście przez ten rok nie zapomniała o nim na dobre, łapała się czasem na tym, że zastanawiała się nad tym, co u niego słychać, czy kupił jakieś trzpiotce urocze kapcie, przygotowywał rano ulubioną kawę i zrobił dla niej miejsce w łóżku. Nie do końca chciała się pogodzić z tym, że ktoś mógł zająć jej miejsce, chociaż wiedziała, że nie było powrotu. Jasno przecież to oznajmił, no napisał, jeden grzyb.

- Tak, zrozumiałam, dotarło to do mnie za pierwszym razem. - Powiedziała chłodnym tonem, chciał się zaangażować, a później zniknąć, typowe. Lepiej by było, gdyby się nie spotkali, ale skoro już do tego doszło to nie zamierzała wzbraniać się rękoma i nogami przed współpracą, kiedyś wychodziło im to całkiem nieźle. Była na tyle zdesperowana, że wolała go do tego zaangażować, niżeli swojego niestabilnego brata wampira. Jakby wybierała zabawki w sklepie, w którym były tylko te popsute...

- Dobrze, ale pamiętaj, że ja tu rządzę, nie ty. - Musiała to podkreślić, bo miewał tendencje do tego, żeby przejmować dowodzenie, tym razem nie zamierzała mu na to pozwolić.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (5850), Geraldine Greengrass-Yaxley (4977)




Wiadomości w tym wątku
[27.06.1972] All we are is dust in the wind || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 29.09.2024, 22:21
RE: [27.06.1972] All we are is dust in the wind || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 29.09.2024, 22:57
RE: [27.06.1972] All we are is dust in the wind || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 30.09.2024, 00:15
RE: [27.06.1972] All we are is dust in the wind || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 30.09.2024, 00:51
RE: [27.06.1972] All we are is dust in the wind || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 30.09.2024, 01:57
RE: [27.06.1972] All we are is dust in the wind || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 30.09.2024, 09:11
RE: [27.06.1972] All we are is dust in the wind || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 30.09.2024, 10:27
RE: [27.06.1972] All we are is dust in the wind || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 30.09.2024, 11:33
RE: [27.06.1972] All we are is dust in the wind || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 30.09.2024, 12:41
RE: [27.06.1972] All we are is dust in the wind || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 30.09.2024, 14:26
RE: [27.06.1972] All we are is dust in the wind || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 30.09.2024, 16:02
RE: [27.06.1972] All we are is dust in the wind || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 30.09.2024, 16:38
RE: [27.06.1972] All we are is dust in the wind || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 30.09.2024, 17:21
RE: [27.06.1972] All we are is dust in the wind || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 30.09.2024, 18:36
RE: [27.06.1972] All we are is dust in the wind || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 30.09.2024, 19:07
RE: [27.06.1972] All we are is dust in the wind || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 30.09.2024, 21:29

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa