Rita ucieszyła się, kiedy dowiedziała się, że MUZA będzie organizowała koncert, od razu założyła, że nie może jej tam zabraknąć, cóż lubiła uszczęśliwiać innych swoim graniem, nie widziała więc innej możliwości, wypadało się pokazać wśród śmietanki towarzyskiej oczywiście z odpowiedniej strony, jak zawsze.
Koncert plenerowy brzmiał wyśmienicie, wiedziała, że one wyglądały zupełnie inaczej od tych typowych, w przytłaczających pomieszczeniach. Tutaj miała liczyć się tylko natura i muzyka, czy mogło być lepiej? Tak, nigdy nie rozumiała tych ludzi, którzy lubili przebywać na świeżym powietrzu, wśród latających stworzeń, które mogły zaatakować w każdym momencie, podlecieć znienacka i wylądować na jej czole, nosie, czy wszędzie indziej. Musiała jednak zaakcpetować, że wybrano taką formę występu, nie zamierzała zrezygnować przez takie pierdoły.
Oczywiście pojawiła się na miejscu odpowiednio wcześnie, aby się przygotować. Była podekscytowana, mimo tego, że nie do końca odpowiadało jej to, że miał to być koncert plenerowy. Miała nadzieję, że publika pozwoli jej zapomnieć o tym, gdzie się znajdowała. Na pewno tak będzie, musiała się skupić na tym, co było dla niej ważne.
Weszła na scenę, wtedy, gdy była jej kolej. Skłoniła się elegancko nim zaczęła grać, wypadało przecież przywitać się z tymi, którzy przyszli tu dla niej, przyszli zobaczyć uczucia, które miała zamiar im pokazać. Uśmiechnęła się dość śmiało, nigdy nie należała do szczególnie skromnych osób, a później usiadła przy fortepianie. Zauważyła wśród publiki swoich bliskich, dostrzegła wujków i Jessiego, co spowodowało, że w jej oczach pojawił się błysk. Cieszyła się, że mieli ją oglądać.
To był ten moment, który najbardziej kochała podczas występów, zaczynała grać, milkły szepty, liczyła się tylko ona i instrument, jej opowieść, to co chciała im pokazać. Nie zamierzała odsuwać tego momentu w czasie, gdy tylko usiadła przy fortepianie zaczęła grać. Była skupiona, chociaż nie widać było po niej wysiłku, jej palce wprawnie poruszały się po klawiszach, robiła to od lat, nie było w tym nic skomplikowanego. Zaczęła powoli, tak jak powinna rozpocząć się każda dobrze opowiedziana historia, najpierw wstęp, który miał zafascynować widzów. Sama również zaczęła odpływać w swoich sennych marzeniach, była już ty z nimi tylko ciałem, pozwoliła pochłonąć się historii którą miała do opowiedzenia. Z każdym taktem jej palce mknęły po klawiszach coraz szybciej, nie otwierała jednak oczu, nie chciała wyrwać się z miejsca, w którym aktualnie się zajmowała. Była gdzieś daleko, w lesie pełnym wróżek, miała nadzieję, że oni znajdowali się tam z nią, nie, ona wiedziała, że ci którzy oglądali występ na pewno też się tam znajdowali.
Wszystko co dobre musiało się skończyć, tak samo i Rita w końcu zaczęła grać spokojniej, zbliżała się do finiszu, aż wreszcie nadszedł ostatni dźwięk. Miała to za sobą. Z uśmiechem na twarzy wstała od instrumentu, była zadowolona, naprawdę nie spodziewała się, że pójdzie jej tak lekko, jakby w ogóle jej tu nie było, i publiki również.
Skłoniła się jeszcze elegancko nim zeszła ze sceny, dygnęła kilka razy, aby podziękować za to, ze przyszli jej wysłuchać, a później zniknęła niczym te leśne wróżki, których historię chciała opowiedzieć.
cyk