30.09.2024, 20:45 ✶
Faktycznie, to obecnie nie był najlepszy czas, aby próbować wpleść elementy mugolskiej sztuki leczenia w podstawy powszechnie stosowanej magimedycyny. Nawet jeśli pewne elementy procesów leczenia obu społeczeństw były pokrewne jak na przykład ziołolecznictwo, tak to po prostu... Nie był odpowiedni moment. Nie, kiedy Śmierciożercy poczynali sobie na tyle śmiało, że potrafi wywlec przypadkowych ludzi z ich domów i torturować ich na środku ulicy, aby ułatwić sobie sprawę z porwaniem czy wysunięciem odpowiednich żądań.
Wprawdzie Cameron wolał nie myśleć o tym, że w Szpitalu św. Munga mogły się kryć osoby, które mogłyby zlecić atak na kogoś, tylko dlatego, że chce nieco usprawnić proces leczenia z wykorzystaniem wiedzy z niemagicznego świata, jednak... Wszędzie mógł się trafić jakiś ekstremista, prawda? Skoro w służbach bezpieczeństwa siedzieli tradycjonaliści, to równie dobrze można by było ich znaleźć w służbie zdrowia lub instytucjach edukacyjnych. Kto wie, może nawet w przedszkolu rodziny Pettigrew była jakaś opiekunka, która krzywiła się za każdym razem, gdy przyjmowano do placówki dziecko półkrwi?
Lupin wzdrygnął się na tę myśl, kiwając powoli głową na stwierdzenie Basiliusa. Aby zdać pełny raport z efektów swoich pracy i tak musiałby przeprowadzić kilka dodatkowych prób kontrolnych, co by potwierdzić, że pierwsze wyniki nie były jedynie dziełem przypadku. Ale kiedy już będzie o wszystkim... Oczywiście, że poinformuje o wszystkim Prewetta. Na pewno będzie mniej krytyczny wobec tych małym badań niż Florence Bulstrode. Z drugiej strony, było naprawdę mało osób, które były pod tym względem gorsze od niej.
— Oh — wymsknęło mu się, gdy w końcu dotarło do niego, nad czym właściwie pracuje jego współpracownik. W jego oczach zaświtały iskierki zrozumienia, a policzki pokryły się czerwienią. No tak. Powinien był się domyślić. — Cóż... Ć-ćwiczenie znanych formuł to też całkiem niezły trening, t-tak? — Pokiwał gwałtownie głową, próbując ratować twarz. — Więc, to też się bardzo chwali... Florence będzie zachwycona, że no... Nikt nie spoczywa na tych eee laurkach. Laurach.
Chrząknął głośno i przesunął się bliżej swojego stołu, gotów wrócić do pracy. Ech, zdecydowanie się zbłaźnił. Żeby to był, chociaż pierwszy raz... Dobrze, że teraz akurat padło na Prewetta, a nie kogoś ostrzejszego. I że nie były to ćwiczenia w laboratorium, gdzie faktycznie byli oceniani - nie tylko z tego, co robili, ale też jak tłumaczyli swoje decyzje podjęte podczas pracy. Ech, co za wtopa.
Wprawdzie Cameron wolał nie myśleć o tym, że w Szpitalu św. Munga mogły się kryć osoby, które mogłyby zlecić atak na kogoś, tylko dlatego, że chce nieco usprawnić proces leczenia z wykorzystaniem wiedzy z niemagicznego świata, jednak... Wszędzie mógł się trafić jakiś ekstremista, prawda? Skoro w służbach bezpieczeństwa siedzieli tradycjonaliści, to równie dobrze można by było ich znaleźć w służbie zdrowia lub instytucjach edukacyjnych. Kto wie, może nawet w przedszkolu rodziny Pettigrew była jakaś opiekunka, która krzywiła się za każdym razem, gdy przyjmowano do placówki dziecko półkrwi?
Lupin wzdrygnął się na tę myśl, kiwając powoli głową na stwierdzenie Basiliusa. Aby zdać pełny raport z efektów swoich pracy i tak musiałby przeprowadzić kilka dodatkowych prób kontrolnych, co by potwierdzić, że pierwsze wyniki nie były jedynie dziełem przypadku. Ale kiedy już będzie o wszystkim... Oczywiście, że poinformuje o wszystkim Prewetta. Na pewno będzie mniej krytyczny wobec tych małym badań niż Florence Bulstrode. Z drugiej strony, było naprawdę mało osób, które były pod tym względem gorsze od niej.
— Oh — wymsknęło mu się, gdy w końcu dotarło do niego, nad czym właściwie pracuje jego współpracownik. W jego oczach zaświtały iskierki zrozumienia, a policzki pokryły się czerwienią. No tak. Powinien był się domyślić. — Cóż... Ć-ćwiczenie znanych formuł to też całkiem niezły trening, t-tak? — Pokiwał gwałtownie głową, próbując ratować twarz. — Więc, to też się bardzo chwali... Florence będzie zachwycona, że no... Nikt nie spoczywa na tych eee laurkach. Laurach.
Chrząknął głośno i przesunął się bliżej swojego stołu, gotów wrócić do pracy. Ech, zdecydowanie się zbłaźnił. Żeby to był, chociaż pierwszy raz... Dobrze, że teraz akurat padło na Prewetta, a nie kogoś ostrzejszego. I że nie były to ćwiczenia w laboratorium, gdzie faktycznie byli oceniani - nie tylko z tego, co robili, ale też jak tłumaczyli swoje decyzje podjęte podczas pracy. Ech, co za wtopa.