Och, mogłaby to robić całymi dniami. Nie bała się otworzyć ust, nie przerażały ją konfrontacje. Powinien o tym pamiętać, zawsze wychodziło im to wyśmienicie. Byli w tym wybitni, kłótnie to był naprawdę ich konik. Demonstrowanie swoich racji i próbowanie przekonać drugiej strony do tego która była właściwsza, na pewno nie drugiej strony, bo żadne z nich nigdy nie potrafiło ustąpić. Jak widać w domu wszyscy zdrowi, bo dalej to się działo, tak jak rok temu, czy pięć lat temu, wszystko nadal działało.
Chętnie posłuchałaby o tym jego poświęceniu, naprawdę, mógł jej wszystko wyjaśnić, tyle, że ups! nie potrafił jej spojrzeć w oczy i o tym powiedzieć. Tyle byłoby z jego szczerości.
Bardzo dobrze, że czuł rozgoryczenie, o to właśnie jej chodziło, może nie było to szczególnie dojrzałe zachowanie, ale chciała go zirytować, po ludzku. Szczególnie, jak zaczął się tutaj rządzić i musiała mu ustępować, choć w ten sposób mogła go trochę zdenerwować. Miał krótki lont, tak samo jak ona, spodziewała się więc, że te wszystkie głupotki, które padały z jej ust zrobią robotę, chociaż póki co nie było widać, żeby jakoś specjalnie się wkurwiał. To pewnie przez ten cmentarz, nie chciał się tutaj nieodpowiednio zachowywać, ona powoli przestała się przejmować miejscem, w którym doszło między nimi do dyskusji, za bardzo się wkręciła w to, żeby doprowadzić go do granicy cierpliwości.
- Taka kolej rzeczy, sroki zostaną zadziobane przez jastrzębie, sokoły, czy inne ptaki i też tyle z nich będzie. - Śmierć spotykała każdego, wszyscy po kolei mogli zakończyć swój nic nieznaczący żywot w każdym momencie, nawet ptaki. To było takie proste.
Nie zdążyła się odezwać, kiedy odszedł w kierunku wyjścia. Zamyśliła się na chwilę, nie pożegnała się z nim. Miała zamiar powiedzieć, że nie wie gdzie go szukać. Wcześniej przecież pomieszkiwał u niej, ale to się zmieniło ponad rok temu. Nie miała pojęcia, czy wrócił do rodzinnej posiadłości, czy wrócił do tej uroczej kawalerki, w której kiedyś spędzali wiele czasu, czy może znalazł sobie coś nowego? Nie wiedziała gdzie mieszkał. Nie zamierzała jednak za nim ruszać. Jakoś go znajdzie, tego była pewna, tak jak on znowu znalazł ją. Nie powinna mieć z tym problemu.
Odprowadziła go wzrokiem, wyglądał trochę jak uosobienie śmierci, kiedy oddalał się w stronę wyjścia.
Yaxleyówna została tu jeszcze kilka minut, poczekała, aż skończy się ceremonia pogrzebowa, a później zniknęła za bramami cmentarza, bo musiała jeszcze donieść klientowi to pierdolone jajko, które miała w plecaku.