30.09.2024, 21:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.09.2024, 21:52 przez Cathal Shafiq.)
Jeszcze sobie rzucam na af pod edycję
Czy Cathala pierdolnie
– Możesz też chodzić za Nell – podsunął Cathal usłużnie. To było idealne rozwiązanie, bo Guinevere znalazłaby się w pobliżu, gdyby akurat Shafiq zapragnął zamordować Nell, a nie musiałby się martwić, że zobaczyłaby coś, co mogłoby trochę kłócić się z jej moralnością. – Czy „za chwilę cię uduszę” nie byłoby bardziej jednoznaczne?
Poruszył lekko ramionami na stwierdzenie kobiety odnośnie ciem. Mogła mieć rację: Shafiq nie znał się specjalnie na faunie i florze, dla niego owad przypominał motyla, choć takiego, jakiego nigdy nie widział ani w naturze, ani w księgach, mógł więc w istocie być inspirowany raczej ćmą.
– Powiedziałbym, że nie mam nic przeciwko zabraniu cię tam, ale możemy więc w najbliższym czasie… inne rzeczy na głowie – przyznał Cathal, bo pomijając już zwykłe prace badawcze w wiosce, były jeszcze filary i ich tajemnica, sprawa próby wkradzenia się do obozowiska oraz wreszcie Winter, który z fałszywą Nell mógł mieć coś wspólnego… ale wcale nie musiał.
Nie ruszał się z początku, gdy wejście stanęło przed nimi otworem. Spojrzenie jasnych oczu przesuwało się po skrzyniach i grobowcu, ale potem przemknęło także po podłodze, ścianach i suficie: wiedział aż za dobrze, że w takich miejscach potrafiły znaleźć się nieoczywiste pułapki. Nie odpowiadał z początku, nazbyt skupiony na tych poszukiwaniach – toczonych tu i teraz, ale i we własnej pamięci.
– Stój, póki co ładnie wyglądaj, a jeśli uderzy mnie jakaś klątwa, spróbuj utrzymać mnie przy życiu – odparł w końcu po niedżentelmeńsku, po czym uniósł różdżkę, wyczarowując przed sobą tarczę i powoli wszedł do środka. Z początku nic się nie stało. Nic nie stało się także kiedy podszedł do jednej ze skrzyń i zabrał za metodyczne łamanie naniesionych na nią pieczęci.
Wyszło mu to. Uniósł wieko ostrożnie, na początku zaledwie o milimetry.
Cathal naprawdę pod względem run i pieczęci był specjalistą – ale niestety… nie był jasnowidzem. Ani specjalistą od pułapek. Może jeden albo drugi były w stanie zorientować się na czas, że w środku skrzyni wcale nie ma skarbów ani wyników badań – kryło się tam coś, co przy otwarciu… wybuchało. I Shafiqa ocaliła tylko ostrożność, to że uniósł wieko zaledwie odrobinę, przez co zaklęcie nie trafiło go z pełnym impetem.
Odruchowo rzucił się w bok, częściowo schodząc z toru, ale nie było możliwości, aby zdążył umknąć całkowicie, nieważne, jakby był szybki - cisnęło nim w efekcie o ścianę, choć przynajmniej nie połamało ani nie zostawiło poważnych ran.
- Холера - syknął przez zaciśnięte zęby.
Rzut Z 1d100 - 33
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 47
Sukces!
Sukces!
Czy Cathala pierdolnie
– Możesz też chodzić za Nell – podsunął Cathal usłużnie. To było idealne rozwiązanie, bo Guinevere znalazłaby się w pobliżu, gdyby akurat Shafiq zapragnął zamordować Nell, a nie musiałby się martwić, że zobaczyłaby coś, co mogłoby trochę kłócić się z jej moralnością. – Czy „za chwilę cię uduszę” nie byłoby bardziej jednoznaczne?
Poruszył lekko ramionami na stwierdzenie kobiety odnośnie ciem. Mogła mieć rację: Shafiq nie znał się specjalnie na faunie i florze, dla niego owad przypominał motyla, choć takiego, jakiego nigdy nie widział ani w naturze, ani w księgach, mógł więc w istocie być inspirowany raczej ćmą.
– Powiedziałbym, że nie mam nic przeciwko zabraniu cię tam, ale możemy więc w najbliższym czasie… inne rzeczy na głowie – przyznał Cathal, bo pomijając już zwykłe prace badawcze w wiosce, były jeszcze filary i ich tajemnica, sprawa próby wkradzenia się do obozowiska oraz wreszcie Winter, który z fałszywą Nell mógł mieć coś wspólnego… ale wcale nie musiał.
Nie ruszał się z początku, gdy wejście stanęło przed nimi otworem. Spojrzenie jasnych oczu przesuwało się po skrzyniach i grobowcu, ale potem przemknęło także po podłodze, ścianach i suficie: wiedział aż za dobrze, że w takich miejscach potrafiły znaleźć się nieoczywiste pułapki. Nie odpowiadał z początku, nazbyt skupiony na tych poszukiwaniach – toczonych tu i teraz, ale i we własnej pamięci.
– Stój, póki co ładnie wyglądaj, a jeśli uderzy mnie jakaś klątwa, spróbuj utrzymać mnie przy życiu – odparł w końcu po niedżentelmeńsku, po czym uniósł różdżkę, wyczarowując przed sobą tarczę i powoli wszedł do środka. Z początku nic się nie stało. Nic nie stało się także kiedy podszedł do jednej ze skrzyń i zabrał za metodyczne łamanie naniesionych na nią pieczęci.
Wyszło mu to. Uniósł wieko ostrożnie, na początku zaledwie o milimetry.
Cathal naprawdę pod względem run i pieczęci był specjalistą – ale niestety… nie był jasnowidzem. Ani specjalistą od pułapek. Może jeden albo drugi były w stanie zorientować się na czas, że w środku skrzyni wcale nie ma skarbów ani wyników badań – kryło się tam coś, co przy otwarciu… wybuchało. I Shafiqa ocaliła tylko ostrożność, to że uniósł wieko zaledwie odrobinę, przez co zaklęcie nie trafiło go z pełnym impetem.
Odruchowo rzucił się w bok, częściowo schodząc z toru, ale nie było możliwości, aby zdążył umknąć całkowicie, nieważne, jakby był szybki - cisnęło nim w efekcie o ścianę, choć przynajmniej nie połamało ani nie zostawiło poważnych ran.
- Холера - syknął przez zaciśnięte zęby.