30.09.2024, 21:59 ✶
Jak ona to robi? Może się zapytam jakich kosmetyków używa, przemknęło jej przez myśl jeszcze raz. Sama Mona wiedziała, że jej rude loki stoją we wszystkie strony po dniu w pracy. Zanim sięgnęła po drinka, otworzyła małą torebkę wiszącą na jej ramieniu. W środku zawsze miała przygotowane drobne, które potrafiła szybko wyjąć jedną ręką. Wyćwiczony ruch, trochę niewidoczny dla innych automatyzm, którym nadrabiała to, czego jej brakowało. Szybko położyła monety na barze, tak aby nie przyciągać niepotrzebnej uwagi.
— Dzięki – powiedziała, unosząc szklankę i wypijając połowę drinka jednym tchem. — Wieczorek singli sukcesem, mówisz? — zagadnęła po chwili. Przekrzywiła lekko głowę. Wszystko w tej młodej kobiecie wydawało się być tak swobodne, a jednocześnie profesjonalne.
A potem Mona uniosła brew i lekko się uśmiechnęła, słysząc propozycję. Idealny partner? Czy ona w ogóle miała swój "typ"? A jeśli miała, to pewnie był tak rzadki jak smok w Londynie. Przez chwilę kręciła w dłoni szklankę z colą, jakby ten gest miał pomóc jej zebrać myśli. Chciała jej powiedzieć, że w sumie to nie lubiła nikogo. Chciała też powiedzieć, że w jej typie to był taki chłopak, który lata temu złamał jej serce, a ona jakże biedna — nie mogła się po tym pozbierać wciąż. Obie odpowiedzi w jej głowie brzmiały koszmarnie, więc zdecydowała się nic nie mówić. Może powinna opisać Jean. O, albo nawet lepiej! Osobę, która miałaby obsesję na punkcie smoków jak ona. Kto wie, może z takim byłoby nawet ciekawie.
— Cóż, nie planowałam — uśmiechnęła się. — Ale skoro już tu jestem... Może i dam się namówić na te pytania.
— Dzięki – powiedziała, unosząc szklankę i wypijając połowę drinka jednym tchem. — Wieczorek singli sukcesem, mówisz? — zagadnęła po chwili. Przekrzywiła lekko głowę. Wszystko w tej młodej kobiecie wydawało się być tak swobodne, a jednocześnie profesjonalne.
A potem Mona uniosła brew i lekko się uśmiechnęła, słysząc propozycję. Idealny partner? Czy ona w ogóle miała swój "typ"? A jeśli miała, to pewnie był tak rzadki jak smok w Londynie. Przez chwilę kręciła w dłoni szklankę z colą, jakby ten gest miał pomóc jej zebrać myśli. Chciała jej powiedzieć, że w sumie to nie lubiła nikogo. Chciała też powiedzieć, że w jej typie to był taki chłopak, który lata temu złamał jej serce, a ona jakże biedna — nie mogła się po tym pozbierać wciąż. Obie odpowiedzi w jej głowie brzmiały koszmarnie, więc zdecydowała się nic nie mówić. Może powinna opisać Jean. O, albo nawet lepiej! Osobę, która miałaby obsesję na punkcie smoków jak ona. Kto wie, może z takim byłoby nawet ciekawie.
— Cóż, nie planowałam — uśmiechnęła się. — Ale skoro już tu jestem... Może i dam się namówić na te pytania.