17.01.2023, 23:09 ✶
W środku, most łączący dwie wieże na Tower Bridge, nie był zbyt przestronny. Brakowało tu prywatności a mijając się z idącymi z naprzeciwka, trzeba było liczyć się z potencjalnym potrąceniem. Na podłodze znajdowały się przeszklenia, dzięki którym można było obserwować jeżdżące trzydzieści cztery metry niżej samochody. Mimo to sprawiał piorunujące wrażenie, choć kogoś z lękiem wysokości mógłby przyprawić o zawrót głowy i zwrócenie obiadu.
Patrick uśmiechnął się pod nosem, słysząc odpowiedź Florence. Łatwo było mu sobie wyobrazić, że pedantyczna i skłonna do przesadnej perfekcyjności czarownica, czuła frustrację, gdy coś zaczęło sprawiać jej ciężką do pokonania trudność.
- Myślę, że jesteś dla siebie zbyt surowa – powiedział, prowadząc ją w stronę schodów. Po głowie chodziło mu jeszcze, że mogła chcieć zbyt szybko opanować cały język i zamiast skupiać się na nudnych, ale dość prostych podstawach, z zacięciem lepszej sprawy zaczęła od wkuwania zasad całej gramatyki, tylko po to, by przypadkiem nie popełnić jakiegoś kuriozalnego błędu.
Steward należał do tej – pewnie nielicznej – grupy ludzi, która nie znosiła schodzenia po schodach, za to nie przeszkadzało jej wchodzenie. Dostosował tempo swojego marszu do Florence, podświadomie znowu zastanawiając się nad sprawą, o której chciał z nią porozmawiać. Wiele by dał za to, by wszystko to o czym myślał, stało się w jego głowie jakieś takie prostsze.
I może przez to, że tak naprawdę pochłaniały go głównie myśli o Lyndonie i o sobie samym, niespecjalnie garnął się do tego, by komentować słowa o mugolach i paleniu na stosie.
Westchnął. Byli już w połowie schodów, gdy zdecydował się wreszcie zacząć rozmowę o tym, co go tak gnębiło.
- Pracuję ostatnio nad pewną sprawą – zaczął ostrożnie, ciągle jeszcze nie wiedząc, jak właściwie powinien powiedzieć to, co chodziło mu po głowie. – To strasznie nieprzyjemna historia. Zabójstwo połączone z porwaniem dziecka. – Kiedy wypowiedział te słowa na głos, nagle dotarło do niego, że przecież zdążył podjąć już decyzję. Nie mógł zostawić Lyndona na pastwę losu. Nieważne kim była jego matka i jakie stosunki łączyły ją z porywaczami jej dziecka i jej mordercami jednocześnie. Nieważne nawet, że jeśli wszystko pójdzie nie po jego myśli – a był pewien, że tak się stanie, to ośmieszy nie tylko siebie (to mógł przeżyć), ale również swoją rodzinę i wuja dyplomatę. – Im więcej w niej kopię, tym z większą ilością nieprzyjemnych szczegółów przychodzi mi się mierzyć.
Wyszli z London Bridge na ruchliwą, londyńską ulicę. Steward wskazał wolną ręką na mugolską kawiarnię, do której prowadził Florence.
- Zamordowana była szantażystką.
Patrick uśmiechnął się pod nosem, słysząc odpowiedź Florence. Łatwo było mu sobie wyobrazić, że pedantyczna i skłonna do przesadnej perfekcyjności czarownica, czuła frustrację, gdy coś zaczęło sprawiać jej ciężką do pokonania trudność.
- Myślę, że jesteś dla siebie zbyt surowa – powiedział, prowadząc ją w stronę schodów. Po głowie chodziło mu jeszcze, że mogła chcieć zbyt szybko opanować cały język i zamiast skupiać się na nudnych, ale dość prostych podstawach, z zacięciem lepszej sprawy zaczęła od wkuwania zasad całej gramatyki, tylko po to, by przypadkiem nie popełnić jakiegoś kuriozalnego błędu.
Steward należał do tej – pewnie nielicznej – grupy ludzi, która nie znosiła schodzenia po schodach, za to nie przeszkadzało jej wchodzenie. Dostosował tempo swojego marszu do Florence, podświadomie znowu zastanawiając się nad sprawą, o której chciał z nią porozmawiać. Wiele by dał za to, by wszystko to o czym myślał, stało się w jego głowie jakieś takie prostsze.
I może przez to, że tak naprawdę pochłaniały go głównie myśli o Lyndonie i o sobie samym, niespecjalnie garnął się do tego, by komentować słowa o mugolach i paleniu na stosie.
Westchnął. Byli już w połowie schodów, gdy zdecydował się wreszcie zacząć rozmowę o tym, co go tak gnębiło.
- Pracuję ostatnio nad pewną sprawą – zaczął ostrożnie, ciągle jeszcze nie wiedząc, jak właściwie powinien powiedzieć to, co chodziło mu po głowie. – To strasznie nieprzyjemna historia. Zabójstwo połączone z porwaniem dziecka. – Kiedy wypowiedział te słowa na głos, nagle dotarło do niego, że przecież zdążył podjąć już decyzję. Nie mógł zostawić Lyndona na pastwę losu. Nieważne kim była jego matka i jakie stosunki łączyły ją z porywaczami jej dziecka i jej mordercami jednocześnie. Nieważne nawet, że jeśli wszystko pójdzie nie po jego myśli – a był pewien, że tak się stanie, to ośmieszy nie tylko siebie (to mógł przeżyć), ale również swoją rodzinę i wuja dyplomatę. – Im więcej w niej kopię, tym z większą ilością nieprzyjemnych szczegółów przychodzi mi się mierzyć.
Wyszli z London Bridge na ruchliwą, londyńską ulicę. Steward wskazał wolną ręką na mugolską kawiarnię, do której prowadził Florence.
- Zamordowana była szantażystką.